Kosmiczny lot / Dziecko na warsztat

dzikajablon604

Dziś druga odsłona międzyblogowego projektu edukacyjnego Dziecko na warsztat, który rozpoczął się na blogu Projekt Londyn 2014 we wrześniu. W tym miesiącu prezentujemy warsztat naukowo-eksperymentalny. Moja dziecko samo wybrało temat – astronomia! Wspólnie zaplanowałyśmy przygodę z zamiarem poznania wszechświata, Układu Słonecznego, rakiet kosmicznych i nowych wspaniałych światów. Właściwie z poważnymi naukami mam obecnie niewiele do czynienia, a za najbardziej fascynujący eksperyment uważam życie we wszystkich jego przejawach. Do tego większość moich działań nieuchronnie zmierza zawsze w stronę sztuki, więc nasz warsztat naukowy został zdominowany przez plastykę :) Postanowiłam, że wiedza naukowa zyska plastyczną oprawę, a najmocniejszy akcent położymy na dobrą zabawę, która zagwarantuje przyswojenie nowej wiedzy na wesoło. Do jej utrwalania bardzo przydała nam się całkiem sensowna książka Cudowny świat kosmosu z serii Disney uczy (wyd. AMEET, 2013). W przystępny dla przedszkolaka i przyjazny sposób (bohaterowie disneyowscy przedstawiają planety) uporządkowała nasze poczynania. Zapraszam na Kosmiczny lot!

dzikajablon604a

Ziemia w ruchu

Model Słońce-Ziemia-Księżyc pozwala zobrazować ruch naszej planety wokół słońca oraz księżyca wokół Ziemi. Przygotowanie pomocy dydaktycznej zakłada aktywny udział dziecka i składa się z dwóch etapów. Na początek wspaniała zabawa plastyczno-sensoryczna, która jest niesamowitym doświadczeniem samym w sobie. Najbardziej będą zadowolone z niego małe rączki, a oczy nacieszą się widokiem mieszających się kolorów. Po odrysowaniu na brystolu trzech kół o zróżnicowanej wielkości wycinamy je i pokrywamy różnymi kolorami. Podpowiem, że nie lada atrakcji przydadzą farby w dużych butelkach, świetne do wyciskania i polewania farby na papier – czyli dodatkowe ćwiczenie dla dłoni dziecka. Ponadto szansa na pokazanie barw zimnych i ciepłych – wybieramy żółć, pomarańcz i czerwień dla gorącego słońca, a paletę chłodnych błękitów i zieleni czy biel rezerwujemy dla Ziemi i księżyca. Gdy nasza kolorystyczna „pizza” na każdym kółku jest gotowa, zakrywamy je szczelnie cienką folią transparentną (ja wykorzystałam przecięte torebki śniadaniowe), którą można przykleić taśmą do podłoża, aby koła się nie ruszały podczas doświadczenia. To jest ten moment, gdy doświadczają ręce – bardzo przyjemne jest to rozmazywanie, rozciapywanie, rozsmarowywanie farb! W niebrudzący sposób :) Zrywamy folię i odstawiamy ciała niebieskie do wyschnięcia.

Zanim przejdziemy do prezentacji naukowej, na chwilę inicjatywę przejmuje rodzic. Z tektury wycinamy dwa podłużne prostokąty przypominające paski – do umocowania Ziemi, słońca i księżyca. Różnią się długością prawie o połowę. Pomalowałam je na czarno i połączyłam z naszymi ciałami niebieskimi za pomocą małych wkrętów z podkładkami i plasterków korka od wina. Gotowy model powinien umożliwić także prezentację zaćmienia, więc upewnijmy się, że księżyc swobodnie się mieści między Ziemią a słońcem ;-) Proste i fajne działanie do wytłumaczenia odkrycia Kopernika.

Materiały: tektura, brystol, farby, taśma klejąca, cienka folia (torebki śniadaniowe), 3 wkręty z podkładkami, śrubokręt, 3 plasterki korka
Słownictwo i pojęcia: ruch Ziemi wokół słońca i księżyca wokół ziemi, zaćmienie słońca, planeta, noc i dzień, barwy ciepłe i chłodne, wielkości: mały / duży / średni, kształt okrągły / kula
Wiek: od 4 lat

dzikajablon604b

dzikajablon604c

dzikajablon604e

dzikajablon604f

dzikajablon604g

dzikajablon604h

dzikajablon604i

dzikajablon604k

dzikajablon604l

dzikajablon604m

Słowa w przestrzeń

Z tektury wycięłyśmy rakiety. Prosty, niemal ikoniczny kształt, bez żadnych konstrukcyjnych bajerów. Całość pocięta na dwie lub trzy części (pod kątem wyrazów dwu- i trzysylabowych). Na ozdobionych według gustu pojazdach napisałam proste sylaby składające się na słowa związane z kosmosem. Córka najbardziej była skłonna pracować z rakietami-wyrazami stworzonymi przez siebie, moimi zaś wzgardziła na pewien czas. Potem nastąpiła jej ulubiona część – nie zestawianie sylab w słowa napisane na kartonikach dla podpowiedzi, lecz wymyślanie nowych, nieistniejących w żadnym języku słów. Bardzo ją ten kosmiczny język bawił, a ja dokonywałam lingwistycznych akrobacji, odczytując jej pomysły :) Prosta układanka, rozmowy o podróżowaniu w kosmosie oraz ćwiczenia z sylabami w jednym.

Materiały: tektura, kredki, nożyczki
Słownictwo i pojęcia: słowa związane z tematyką kosmosu (planeta, woda, rakieta) czy nazwy planet (Wenus), sposoby podróżowania w przestrzeni kosmicznej, pojazdy kosmiczne
Wiek: 4-6 lat

dzikajablon604n

dzikajablon604o

dzikajablon604p

dzikajablon604r

dzikajablon604s

dzikajablon604t

dzikajablon604u

dzikajablon604w

Doświadczanie grawitacji

Ta część składała się głównie z maminych opowieści i kilku drobnych działań dotyczących siły grawitacji. Milo zrozumiała, że to siła naszej planety pozwala nam chodzić po ziemi z „przyczepionymi” nogami i sprawia, że jak podskakujemy, to nie odlatujemy w niebo, lecz zawsze wracamy na ziemię. Porównania i demonstracje:

  1. Jesienią liście spadają na ziemię, a nie lecą w kosmos, i potem na spacerze możemy szurać butami w kolorowych szeleszczących dywanach.
  2. Wykonujemy podskoki i wyciągamy wnioski co do powrotu na ziemię.
  3. Robimy skłon i schylamy się, a długie włosy (kto ma!) także opadają ku ziemi.
  4. Sprawdzamy dokąd popłynie woda, gdy przechylimy kubek.
  5. Sprawdzamy jak spadają na podłogę piłki różnej wielkości.
  6. Sprawdzamy jak spadają rzucone z wysokości obiekty o różnej wadze (kilka rzeczy cięższych i kilka lekkich).

Wiem, że to bardzo proste „eksperymenty”, za którymi kryje się proste rozumowanie, ale cieszyłam się, że Milo wszystko sama sprawdziła, chętnie doświadczając, rozmawiając i wyciągając własne wnioski. Na tyle na ile potrafiła pojąć grawitację zobrazowaną przeze mnie w tak nieskomplikowany, wzięty z kontekstu codzienności sposób. Natomiast niecodziennie już zabrzmiało hasło „stan nieważkości”. Brak siły przyciągającej i jego skutki okazał się dla córki sporą fascynacją. Pomogła nam tutaj nasza książka o kosmosie i kilka filmów w internecie. Szczególnie mieszkańcy i pracownicy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ze swoimi praktycznymi problemami typu jedzenie z pudełek pokarmów stałych, picie przez słomkę z zamkniętego pojemnika czy sikanie w specjalnej zasysającej toalecie na długo przyciągnęli uwagę Milo. Ot, życie w stanie nieważkości :)

dzikajablon606p

Ale kosmos!

We wczesnej młodości byłam fanką planszówek o kosmosie i odkrywaniu planet, niestety trochę osamotnioną w swojej pasji. Często grałam w nie sama, co było – w tamtych czasach bez internetu i możliwości współczesnej grafiki w grach komputerowych – samo w sobie totalnym odjazdem wyobraźni :) Naturalnie więc moja odpowiedź na sugestie córki była bardzo entuzjastyczna. Recyclingowo-plastyczna zabawa w stworzenie Układu Słonecznego okazała się doskonałym pretekstem do przyswojenia wielu informacji poprzez zabawę właśnie.

dzikajablon605c

Na początek zmieniamy kawał tektury w czarną, niezmierzoną otchłań kosmosu, w której po chwili rodzą się gwiazdy (kółeczka wylatujące z dziurkacza pożerającego kartkę białego papieru oraz kolorowe sypkie brokaty – dużo!). Po wyschnięciu planszy rysujemy / odrysowujemy orbity 8 planet i przyklejamy słońce – centrum naszej galaktyki. Idea jest taka, aby pomyszkować w domu, poszperać w różnych kątach i zakamarkach, wydostać różne znajdki z głębi szuflady i skompletować rodzinę planet (tak przedstawiałam córce ideę „układu słonecznego”, obco brzmiącego pojęcia, którego dziecko nie ma z czym utożsamić; ‚rodzina’ lub ‚sąsiedzi’ brzmi już swojsko!). Wykorzystujemy niepotrzebne lub zapomniane obiekty typu nakrętki, zamknięcia, pokrywki, filcowe podkładki czy szydełkowe serwetki, etc., dając im drugie życie (idea recyclingu wcielona w życie we własnym domu), utrwalamy pojęcie koła i kształtu okrągłego oraz wielkości (wcześniej musimy obejrzeć gdzieś te różnice w wielkości planet – cztery mniejsze skaliste i cztery „gazowe olbrzymy” – i odnieść ich skalę do wielkości słońca). Wcześniejsza „lekcja” o planetach (lektura czy film na youtubie) umożliwi dziecku samodzielne usytuowanie każdej planety na właściwej orbicie. Ćwiczenie na liczenie. Utrwalanie słownictwa (nazwy planet). Ja dodatkowo w ramach przerwy dałam Milo kartki z wykropkowanymi nazwami planet do „narysowania” liter – zadanie nie bardzo jej się spodobało ;-)

dzikajablon605a

dzikajablon605b

dzikajablon605d

dzikajablon605e

Gdy już wszystkie ciała niebieskie znalazły dom, w kosmiczną podróż udały się wszelkiej maści ludziki, kucyki, ulubione zwierzątka, podróżując w kasku rowerowym zaaranżowanym na statek. Każdy wybrał sobie planetę do eksplorowania, a przy okazji przypominałyśmy sobie fakty z naszej książki – pogoda, temperatura i warunki panujące na każdej z planet, odległość od słońca, księżyce. Przygodom nie było końca. Mam wrażenie, że angażując się bez reszty w zabawę, dziecko przyswoiło naprawdę sporo konkretnej wiedzy. Co więcej, polubiła książkę o kosmosie i co jakiś czas prosi mnie o wspólne czytanie i rozprawianie na temat wszechświata. Szczerze powiem, banalna praca plastyczna połączona z przygodą i kreatywną zabawą, a tyle dała nam możliwości edukacyjnych i radości! Na Jowisza wprowadziła się Pani Kwiatkowa, choć jak wiadomo nie spełnia on warunków do podtrzymania życia, ale co tam! Planszę można zawiesić na ścianie albo przekazać do zabawy.

dzikajablon605f

Materiały: tektura o wymiarach co najmniej 50×50 cm, czarna farba, komplet sypkich brokatów, kartka i dziurkacz do zrobienia „gwiazd”, znalezione domowe niepotrzebne nikomu skarby w kształcie koła o zróżnicowanych wielkościach, klej CR lub wikol, kreda lub pastela do narysowania orbit (ewentualnie talerze i tace do odrysowania)
Wiek: od 4 lat
Słownictwo i pojęcia: galaktyka, wszechświat, Układ Słoneczny, planety (Merkury, Wenus, Ziemia, Mars, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun), ciała niebieskie, słońce, księżyce, orbita, ruch planet wokół słońca, wielkości planet, warunki do życia, podróż w kosmos, lot kosmiczny, gwiazda i życie gwiazdy
Dodatkowe info: Bawiło mnie stosowanie porównań, aby wytłumaczyć czterolatce skomplikowane sprawy, np. Co to jest orbita? To taka droga planety, po której się porusza, tak jak ty chodzisz swoją drogą przez park do przedszkola i do domu, tak planety też mają swoje drogi. Albo: Ile to jest 365 dni, kiedy Ziemia obraca się jeden raz wokół słońca? To tyle ile mija u ciebie czasu do następnych urodzin. Jak ziemia znów przewędruje całą orbitę, minie 365 dni i będziesz miała urodziny, i skończysz pięć lat. Co to jest Międzynarodowa Stacja Kosmiczna? To takie duże latające mieszkanie, w którym kosmonauci z różnych krajów i kontynentów robią różne eksperymenty i obserwują kosmos. Pojęła w mig kosmiczne sprawy, z uśmiechem :)

dzikajablon605g copy
Róża nie z tej ziemi

Znany wszystkim eksperyment z barwieniem białych kwiatów na inny kolor fajnie się wpasował w klimat naszego warsztatu i, powiem szczerze, nieco wypełnił lukę w warstwie eksperymentalnej przedsięwzięcia ;-) Córkę bardzo zainteresowała tajemnicza przemiana róży, która stała się bardziej zrozumiała, gdy uchyliłam rąbka tajemnicy, tłumacząc działanie podstawionego w słoiczku niebieskiego atramentu zamiast wody. Milo pokiwała głową ze zrozumieniem, że kwiat po prostu „napił się” nie tego płynu co zwykle, atrament popłynął w jego „żyłkach” od łodygi aż do płatków i spowodował przebarwienie. Proste, a efektowne. Efekciarskie!

Materiały: naczynie, biały kwiat, kolorowy atrament
Wiek: od 4 lat
Dodatkowe info: Efekt można obserwować już po kilku godzinach, ale optymalny czas to 24 godziny

dzikajablon606u

dzikajablon606w

dzikajablon607t

dzikajabln607u

Odkrywcy nowych światów

Wybaczcie, że się powtórzę, ale tu inspiracją znów była stara planszówka o takiej właśnie nazwie i wielkim potencjale dla zajętego przygodami młodego umysłu :) Wczoraj plany miałam wielkie – zamienić całą łazienkę w obcą planetę, na której będziemy z Milo szukać śladów życia… Wyszło inaczej, bo inicjatywę przejęła córka i zamiast makroskali uzyskałyśmy miniaturowy świat. Było warto, bo cała zabawa była wieloetapową i wielowątkową fantastyczną przygodą. Przez wiele godzin byłam jak dziecko, bez świadomości czasu, potrzeb, obowiązków, nudnych spraw dorosłych – totalnie oddałam się zabawie. Mój umysł dorosłego przebudzał się jedynie w momentach naciskania spustu migawki w aparacie.

dzikajablon606r
Głównym moim założeniem było połączyć wiedzę o kosmosie z poprzednich działań, doświadczenia sensoryczne, elementy Montessori, kreatywność (tworzenie wg otwartego scenariusza, nie odtwarzanie czy działanie wg wskazówek), eksperymentowanie w zakresie tworzenia scenerii zabawy i oczywiście maksimum dobrej zabawy. Zaczęłyśmy od scenerii właśnie, tworzenie świata od podstaw, a właściwie dwóch nieznanych, niezdobytych planet. Jedną Milo nazwała Wiruijo – została skolonizowana dość szybko przez petszopy z Polski – załogę statku kosmicznego, która wetknęła w obcą ziemię polską flagę i postawiła w tempie, którego deweloperzy mogliby pozazdrościć, osiedle Magiczne Domki wraz z kosmicznym placem zabaw. Potem to już tylko były imprezy, przyjęcia urodzinowe, a na koniec Festiwal Lampionów.

Do rzeczy! Gdy łazienka została wykluczona jako pole do eksperymentu stworzenia, zaproponowałam wanienkę plastikową, ukrywającą się w piwnicy od czasów niemowlęctwa Milo. Nie sądziłam, że wyciągnę ją z czeluści zapomnienia z innej okazji niż narodziny drugiego dziecka, a jednak! Do budowy planety potrzebny był nam specjalny piasek księżycowy. Genialna zabawa sensoryczna plus przyjemność dla dłoni (także spracowanych dłoni matki!) i nosa :) Wystarczy mąka pszenna i oliwka dziecięca. Plus dużo, dużo sypkiego brokatu. Działamy na wyczucie, aż utworzy się masa przypominająca konsystencją wilgotny piasek, z którego można nawet zrobić kosmiczne błyszczące, mieniące się, absolutnie odjechane babki. Wyszło nam więc klasyczne pudełko sensoryczne – do środka powędrowały kulki szklane, korale, srebrne i złote wstążki, kryształki z rozwalonych koralików oraz liczne elementy konstrukcyjne, np. trampolina (pokrywka od słoika od kawy) i srebrne belki (korki od wina owinięte srebrną folią do pieczenia).

dzikajablon606

dzikajablon606a

dzikajablon606b

dzikajablon606c

dzikajablon606e

dzikajablon606f

dzikajablon606h

dzikajablon606i

dzikajablon606j

dzikajablon606m

dzikajablon606n

Masa I – Piasek księżycowy
7 miarek mąki pszennej
1-2 miarki oliwki dziecięcej
dużo kolorowego sypkiego brokatu

dzikajablon606s copy

Druga planeta, Kurura, powstała z nieco innej materii. Na warsztat poszła masa, którą od jakiegoś czasu planowałam wypróbować – z mąki pszennej i pianki do golenia. W oddzielnym pojemniku połączyłyśmy składniki – totalny odjazd! Nadaje się już dla najmłodszych dzieciaczków, a i starsze babki się jarają ;-) Tym razem w powietrzu rozszedł się zapach mężczyzny, a nie – jak poprzednio – niemowlaka… Dodatkową frajdą było wyciskanie pianki z pojemnika pod ciśnieniem. Eksperymentowałyśmy dalej z masą i, po pierwszych wrażeniach z puszystą, śmieszną konsystencją pianki (Milo bardzo żałowała, że nie jest to bita śmietana!!!) zaczęłyśmy dążyć do bardziej stałej formy. Dodałam więcej mąki, żeby masa się zbiła, i trochę oliwy z oliwek, żeby dodać jej sprężystości. Na koniec farby akrylowej dla uzyskania koloru. Tym samym przełamany został zapach pianki do golenia :) Choć masa przypominała ciastolinę, trochę ciężko nam się ją ugniatało, więc rodzic był raczej niezbędny na tym etapie.

Tak powstało drugie pudełko sensoryczne, do którego wrzuciłam foremki do ciastek, drewniany sprzęt kuchenny (łopatki, ubijak), wszystko, co robi fajne wzorki, plastikowe sztućce, patyczki do śledzia lub koreczków, a także w pojemnikach ziarna soczewicy i ziela angielskiego (można oczywiście dołożyć całe mnóstwo innych). Na tej planecie odbywały się głównie kosmiczne warsztaty kulinarne, powstawały torty urodzinowe, choć także zdobywano najeżone skały. Było też trochę transferowania nasion i sortowania kulek w pojemniku do robienia lodu. Super! Odkrywcy nowych światów szybko stali się mieszkańcami obu planet, podróżowali sprawnie między nimi, prowadząc bogate życie towarzyskie. Trochę drżałam o kuchnię, ale na szczęście obyło się bez szkód i zniszczeń :)

dzikajablon606x

dzikajablon606y

dzikajablon608

dzikajablon608a

dzikajablon608c

dzikajablon608d

dzikajablon608e

dzikajablon608f

dzikajablon608g

dzikajablon608h

dzikajablon608i

Masa II (z mąki i pianki do golenia)
mąka
pianka do golenia
oliwa z oliwek
farba akrylowa o płynnej konsystencji lub barwnik spożywczy

dzikajablon608kŚwięto Lampionów i pożegnalne przyjęcie przed powrotem na Ziemię

Odcisk Obcego

Bardzo przyjemna zabawa z masą solną, której przepis zna pewnie każdy. Nasze trzecie doświadczenie sensoryczne z masami w ramach październikowych warsztatów. Uformowałyśmy dwa grube placki, w których każda z nas zrobiła odcisk kończyny nieznanej istoty :) Wypiekały się odciski naszych Obcych w piekarniku w temperaturze 100 stopni przez 3 godziny. Po wyschnięciu pomalowałyśmy je plakatówkami rozrobionymi oczywiście z… brokatem! Niezła pamiątka z kosmicznej podróży :)

dzikajablon605h

dzikajablon605i

dzikajablon605j

dzikajablon605k

dzikajablon605l

dzikajablon605m

dzikajablon605n

Bardzo przydatne okazały się trzy fajne blogi, do których zaglądałam po inspiracje:
The Imagination Tree
Play at Home Mom
Mrs Karen’s Class

Wycieczka do Centrum Nauki Kopernik

Podobnie jak ostatnim razem uznałam, że wizyta w miejscu związanym z tematem warsztatu i emocje towarzyszące wyprawie będą świetnym dopełnieniem zrealizowanych do tej pory działań. Żadne z nas nie było jak dotąd w Centrum Nauki Kopernik, więc wrażenia były potrójnie intensywne :) Muszę przyznać, że oferta jest tak szeroka i ambitna, że trzeba mierzyć siły na zamiary i bardzo racjonalnie wybierać, żeby nie odlecieć. Tak jak z dobrym muzeum – będzie się wracać wielokrotnie, bo nie można wszystkiego ogarnąć za jednym razem. Dla najmłodszych (2-6 lat) największą atrakcją może okazać się Galeria BZZZ!, będąca wielkim placem zabaw oraz centrum doświadczania i eksperymentowania w jednym. Milo aktywnie uczestniczyła w mini-warsztacie Gdzie się ukrywa powietrze? i próbowała różnych atrakcji w odwiedzanych przez nas galeriach: Korzenie cywilizacji, Świat w ruchu, Wszechświat i cząstki (wystawa czasowa, zdecydowanie najmniej porywająca) i Strefa światła. To i tak aż nadto. Odpuściliśmy sobie galerie: Człowiek i środowisko, Re: generacja, Teatr Robotyczny i Teatr Wysokich Napięć (dla starszych dzieciaków). Najbardziej szkoda mi Planetarium, ale to już przygoda na inny raz :) W skrócie – bardzo warto tam się wybrać! Przy okazji, z budynku Centrum, wzdłuż całej jego rozciągłości – piękny widok na Wisłę :)

dzikajablon607p

dzikajablon607n

dzikajablon607r

Kolejny warsztat – kulinarny – już 25 listopada. A tymczasem zapraszam do odkrywania pomysłów wszystkich uczestniczek projektu na ich blogach i poczytania o naszym wrześniowym warsztacie Ryby mają głos:

DZIECKO NA WARSZTAT

Jest moc!

glowne_logo_1

Sponsorzy i partnerzy

plakat_patron3

Reklamy

Grzechotki i transfery

dzikajablon607

Dzięki spontanicznemu zakupowi kolorowych taśm klejących rozwinęłyśmy prototyp zabawki zrobionej na wakacjach – grzechotkę z butelki, która w porównaniu z tak atrakcyjnymi wzorami i kolorami, jakimi dziś dysponowałyśmy, wydaje się dziś dość prymitywnym estetycznie rozwiązaniem, ledwo nędzną podróbą grzechotki. Te nowe są miłe i dla oka i dla ucha :)

Zainspirowały nas pestki, podsuszane od tygodni na szafce, ukryte pod sufitem. Postanowiłyśmy improwizować. Pod ręką była puszka i kubek po kawie z sieciówki, więc starczyło dla każdej z nas. Starałam się dopasować zakrętki od słoików do wieczka obu pojemników – udało się z puszką. Do kubka docięłam jednak kółko z tektury. Przy okazji Milo poćwiczyła transferowanie, bo wciągnęło ją przesypywanie pestek, a po chwili też całej kolekcji nakrętek od butelek. Świetny przerywnik. Ostatecznie do jednego pojemnika trafiły pestki, a do drugiego kasza jęczmienna. Żeby zróżnicować dźwięki, choć sam materiał – blacha oraz tektura – już w części to załatwiły. Zamknięcia zostały przytwierdzone zwykłą taśmą klejącą, a potem poszły w ruch taśmy ozdobne!

Prawdziwa przygoda. Co prawda niekoniecznie cenowa – 5 taśm w Empiku za prawie 20 zł to trochę dużo, biorąc pod uwagę, że jest ich niewiele na malutkich, skromniutkich rolkach. Natomiast przypadkiem złapałam taśmy do izolacji kabli w markecie budowlanym – kolorowe – 10 sztuk za ok. 10 zł. Wyszedł z tego przyzwoity zestaw początkującego, znakomity do swobodnej zabawy. Milo zachwycona :) Wpadła po uszy jeśli chodzi o taśmy i ich nieograniczone możliwości… Ozdobiłyśmy nasze grzechotki, a po skończonej pracy – jesienny koncert siedmiu rytmów!

Piękne połączenie doświadczeń sensorycznych, montessoriańskiego tranferowania, ćwiczeń małej motoryki i precyzji w zabawie plastycznej oraz ekspresji muzycznej i ruchowej. Jeszcze! Jeszcze!

dzikajablon607c-2

dzikajablon607b

dzikajablon607k  dzikajablon607d

dzikajablon607e

dzikajablon607b-2

dzikajablon607g

dzikajablon607h

dzikajablon607j

Opowieść jesienna / Sztuka z pestek

dzikajablon603d

Dziś o sztuce z owoców i pestek w trzech wersjach. Sztuka komponowania obrazów. Sztuka liczenia. Sztuka sporządzania konfitury. Za wszystko zaś odpowiadają śliwki, a konkretnie 3 kilo węgierki. W naszej jesiennej kuchni śliwki nie schodzą ze stołu już od jakiegoś czasu, wrzesień i październik bowiem niosą dla mnie, oprócz wielu innych smaków, także smak śliwek. W jedno z takich popołudni każda z nas znalazła sobie coś do zabawy: mnie porwała typowo kulinarna, zmysłowa przygoda, a Milo, po udzieleniu mi pierwszej pomocy w odpestkowaniu owoców, zaczęła bawić się w pestkowe kompozycje. Palce, najpierw zajęte wydłubywaniem wnętrzności z owoców, z przyjemnością ćwiczyły się we wzorach i kształtach. Powstało parę uroczych pejzaży :)

Pestki powróciły jeszcze w matematycznej odsłonie, bo nastał czas liczenia wszystkiego wokół, przeliczania rzeczywistości, doszukiwania się kształtów liczb na terenie domu i podczas spacerów… Milo sama wymyśliła zabawę: A może zrobimy liczenie pestek? Na pociętych kartonikach napisała liczby od 1 do 10 i przygotowała plastikowe miseczki. Do każdej wpadł kolorowy kwadracik, a za chwilę z dźwiękiem dołączały pestki zgodnie z widniejącą na dnie liczbą. Pestkowa matematyka! Fajna zabawa, w której dziecko może utrwalać wiedzę w lekki, niezadaniowy i smakowity sposób.

W przerwie, na deser były oczywiście śliwki. A konfitura usnęła z imbirem w słoikach :)

dzikajablon603a

dzikajablon603b

dzikajablon603c

dzikajablon603e

dzikajablon603h

dzikajablon603f

dzikajablon603g

dzikajablon603j

dzikajablon603k

Jesienne warkocze

dzikajablon602

W ramach naszego domowego cyklu zabaw Opowieść jesienna zachwycałyśmy się dziś liśćmi w parku i widokami z okna, a potem ten zachwyt oraz świeżość i intensywność barw próbowałyśmy zamknąć w ozdobnych wisiorach. Jesiennych warkoczach, jak to określiła Milo. Nie znam zbyt wiele zabaw o tak porażającym stopniu prostoty, a jednocześnie piękna, przeżywanego w kontakcie z oszałamiającymi barwami, nutkami zapachu ziemi i pierwszym szelestem kiełkującym na brzegach liści. W efekcie trudno oderwać wzrok od zawieszek, które można powiesić na framudze, w oknie – tworząc nawet całą jesienną firankę – czy w drzwiach na wzór kolorowych plastikowych pasków powiewających w obejściach wiejskich domów…

Aby „zapleść” taki warkocz z liści, potrzeba jedynie szerokiej taśmy klejącej i… liści! Dadzą radę też wszelkie inne formy foliowania czy laminowania. Nas naturalnie skusiła taśma, bo 1. akcja jest nieskomplikowana i nie wymaga zaplecza technicznego ani wychodzenia z domu, 2. wala się jeszcze w zakamarkach szaf po roku od remontu, 3. z klejeniem do taśmy miałyśmy już do czynienia w wakacje i była to świetna zabawa. Wówczas na warsztat poszły kolorowe papiery i trawa z patykami, a dzisiaj mieniące się dojrzałą jesienią liście. Cóż, końca fascynacji tym tematem i materiałem nie widać, ale nic na to nie poradzę – jesień to moja ulubiona pora roku :)

dzikajablon602a

dzikajablon602b

dzikajablon602c

dzikajablon602e

dzikajablon602k

dzikajablon602f

dzikajablon602j

dzikajablon602l

dzikajablon602m

dzikajablon602o

dzikajablon602p

dzikajablon602r

dzikajablon602d

dzikajablon602h

Układanki z pianki cz. II

dzikajablon601g

Znacie starożytne łamigłówki – grecki stomachion i chiński tangram? Naprawdę nieźle trzeba się natrudzić i namęczyć, żeby ułożyć je w kwadraty bez żadnej podpowiedzi. Nie tak dawno rozpoczęliśmy przygodę z piankowymi układankami w łazience, dzięki której sięgnęłam po własną pracę sprzed kilku lat. Stomachion powstał z fragmentów starych mebli i zawisł w bujnej scenerii letniego ogrodu, stając się dla mnie symbolem poszukiwań straconego czasu, próbą zgody na przemijanie, zawartą w historii mebli przeznaczonych do wyrzucenia…

Tyle mówi mój osobisty Stomachion. Okazuje się, że ten starożytny był dla Greków po prostu sposobem na spędzanie czasu, rozrywką, intelektualną łamigłówką. Podobno istniej ponad 500 sposobów na ułożenie 14 części w kwadrat i – uwierzcie! – jest to prawdziwe wyzwanie :) Tangram natomiast składa się „tylko” z 7 figur tworzących kwadrat, ale w tym wypadku zasady gry pozwalają na większą kreatywność. Można z nich układać dowolne wzory postaci, zwierząt i obiekty – właściwie bez ograniczeń i w nieskończoność. Powiedziałabym tak: niech dorośli się mocują ze stomachionem, a dzieciom oddajmy tangram!

Układanka z mebli stała się dla mnie inspiracją do przeprowadzenia warsztatów dla dzieci w białostockiej Galerii Arsenał kilka lat temu. Z kompletu kolorowych kształtów uczestnicy tworzyli niczym nieskrępowane, oryginalne prace. Nam też się zachciało tak twórczo pobawić. Jednak, podsumowując nasze początkowe wysiłki, namęczyłyśmy się ze stomachionem i szybko dałyśmy sobie spokój :) Milo postanowiła wymieszać wszystkie dostępne nam kształty i przez godzinę układała z nich podwodny świat. Łazienka najpierw stała się rafą koralową, by na koniec przemienić się w głębinę pełną ryb z zębami, czułkami i rogami… Ciekawa wędrówka – od starożytnej Grecji, przez Azję, ogród na Podlasiu… aż po domowy ocean :) Popróbujcie!

dzikajablon601w

dzikajablon601u

dzikajablon601a

dzikajablon601b

dzikajablon601c

dzikajablon601k

dzikajablon601d

dzikajablon601e

dzikajablon601f

dzikajablon601h

dzikajablon601i

dzikajablon601j

dzikajablon601o

dzikajablon601p

dzikajablon601r

dzikajablon601s

dzikajablon601t

dzikajablon601n

Candy na setkę

dzikajablon-rozdawajka1

Z okazji setnego wpisu Dzika Jabłoń zaprasza na skromną rozdawajkę! Nie wiem jak to się stało, że tak szybko przeleciało, od kiedy zaczęłam prowadzić bloga, czyli w maju tego roku, ale wygląda na to, że dużo się zadziało od tego czasu, a ja mam wciąż ochotę na więcej :)

Dziękuję wszystkim, którzy do nas zaglądają. Dalej będziemy z Wami, dzieląc się okruchami dnia, pomysłami na zabawy, pracami z warsztatów i twórczością Milo. Bądźcie tu, dzielcie się przemyśleniami, bierzcie pomysły i zabierajcie je do Waszych domów i dzieci :)

dzikajablon-candy

Jeśli macie ochotę wziąć udział w pierwszej rozdawajce hand made na blogu Dzikiej Jabłoni, zapraszam serdecznie – niech te ozdobne zawieszki-magnesy z kroplą koloru polecą prosto w Wasze ręce. Oto zasady:

  • Candy trwa od 18/10 do 30/10 (do godz. 21.00)
  • Jaki macie fajny, kreatywny pomysł na przybliżenie dziecku tematu sztuki (dawnej czy współczesnej)? – proszę o zostawienie komentarza na blogu pod tym wpisem i na profilu Dzikiej Jabłoni na FB oraz udostępnienie posta o Candy publicznie na swoim profilu FB
  • Nagrody dla 6 osób – filcowe kwiatki do zawieszenia lub na lodówkę – powędrują w świat po dokonaniu losowania przez Milo :)
  • Polubienie profilu i obserwowanie bloga Dzikiej Jabłoni nie jest konieczne, ale będzie super fajnie, bardzo miło jeśli się zdecydujecie :)
  • Wyniki będą podane 31/10 wieczorem!
  • Nie zapomnijcie o podaniu nicka/imienia, adresu bloga i adresu mailowego do kontaktu :)

Dobrej zabawy!

dzikajablon-rozdawajka2

dzikajablon-rozdawajka3

dzikajablon-rozdawajka4

dzikajablon-rozdawajka5

Plastelina, ciastolina, zwierzyna i rodzina

dzikajablon600

Ostatnimi dniami ręce Milo szukają okazji albo do wspinania (wysoko!) i przygód na placu zabaw, albo kontemplowania kolorowej masy. Tak więc plastelina, ciastolina i masy domowej roboty królują w jesienne wieczory, dając ujście wyobraźni, przerabiając emocje zebrane w ciągu dnia. Pamiętam, że jako mała dziewczynka też spędzałam godziny na lepieniu, i choć jedzenia w domu nie brakowało, obsesyjnie kleciłam z plasteliny kosze pełne warzyw i owoców, półki zastawione jedzeniem i urodzinowe torty :) Potem latami się kurzyły te moje fantazje za szybą babcinego kredensu. Nie tak dawno dostałam od Milo małe mieszkanko z plasteliny, teraz zaś motywem przewodnim są ludzie (patrz portret rodzinny: tata, córka i mama) oraz zwierzęta. Dzielę się więc dzisiaj spontaniczną rzeźbiarską twórczością, zupełnie zwyczajnie. A, o dziwo, zabawa nadzwyczajna, za każdym razem od nowa!

dzikajablon600a

dzikajablon600g

dzikajablon-domy

dzikajablon600h

dzikajablon600k

dzikajablon600b

dzikajablon600l

Opowieść jesienna / Liście, liście

dzikajablon599-00

Jeśli jeszcze nie zamietli Wam liści w pobliskim parku albo macie kilka kolorowych drzew przy domu, wybierzcie się po liście. Rozprawiajcie o kształtach i kolorach. Szurajcie butami w liściach. Obrzucajcie się liśćmi. Chowajcie się w liściach. Zapamiętajcie jak pachnie teraz ziemia :)

W domu, otuleni ciepłym światłem lampy i zapachem herbaty owocowej z kardamonem, możemy się pobawić jesiennymi znaleziskami i zbiorami. Zanim dopadnie nas znużenie, zanim jeszcze ptak przetnie skrzydłem ciemniejącą autostradę nieba, można…

  • odrysować kształty liści i wypełnić je kolorem
  • w rysunku kredkami świecowymi wydrapać patykiem bajkę na dobranoc
  • wykleić na kartce pejzaż i jesienne stwory z liści
  • pobawić się we frotaż i wyczarować na białej kartce liście z misternym rysunkiem unerwienia
  • nazywać kolory i odnajdować je w liściach
  • rozmawiać o tym za co lubimy jesień
  • stworzyć jesienną galerię prac
  • zrobić ozdobne wianki z jesiennych liści, nawlekane na miękkie druciki kreatywne (dla młodszych) lub nitkę (ćwiczenie z igłą dla starszych, pod nadzorem rodziców)
  • patrzeć przez okno jak nadchodzi wieczór…

dzikajablon599a

dzikajablon599b

dzikajablon599n

dzikajablon599c

dzikajablon599e-2

dzikajablon599f

dzikajablon599l

dzikajablon599h

dzikajablon599m

dzikajablon599j

dzikajablon599  dzikajablon599o

dzikajablon599p

dzikajablon599r

dzikajablon599t

dzikajablon599g

Sztuka pod estakadą

dzikajablon598e

Miasto ma swoje tajemnice, dziwne przestrzenie o nieustalonej tożsamości, sceny przemijających wydarzeń. Miasto lubi zaskakiwać. Pomimo, że wydaje mi się, że wiem sporo o mieście, że znam jego rytmy i nastroje, czasem staję się białą kartą wobec tego, co napotykam nagle, bez planów, uzgodnień, wskazówek…

Z rozrywek w mieście można iść na kawę. Przechadzać się głównym gościńcem, nie podążając za żadnym szeptem czy pogłosem. Przeglądać się w oknach na świat, w których zawisły manekiny w najmodniejszym danse macabre, odziane w futro i żorżetę. Poprawiać włosy od wiatru w szklanych odbiciach miasta. Można też zejść z głównego szlaku, zostawić za sobą pośpiech, zmienić narrację, zgubić wątek. Pod estakadą, której serce bije rytmem rozpędzonych samochodów, na wysokich szarych słupach, bledną oczy zapatrzone w tę nieokreśloną przestrzeń. No man’s land. Ziemia jałowa, mimo że jeszcze przykryta zielenią. Pomnik, do którego nikt nie podchodzi, z pustym obejściem w pierścieniu dzikich traw. Miejsce buntu i artystycznej ekspresji. Enklawa wolności na chwilę, niemal tuż przed upadkiem starego systemu. Strefa kultu dla wąskiego grona, i zapomnienia – dla większości. Obrazy pod mostem, których nie dostrzeżesz z okna samochodu. Erupcja, dzieło życia z lat młodości, bez dalszego ciągu…

dzikajablon598a

dzikajablon598c

dzikajablon598d

dzikajablon598f

dzikajablon598g

dzikajablon598i

dzikajablon598j

dzikajablon598l-2

Poszarzałe, roztapiające się sylwetki przypomniały na chwilę, wyrwane wspomnieniom, gdzieś z innej czasoprzestrzeni, świata odmiennych stylistyk i pierwotnych inspiracji, fascynujące oblicza świętych utrwalone we freskach dawnych świątyń. Zniszczonej cerkwi z moich rodzinnych stron. I tych zapamiętanych (dreszczem na karku, rumieńcem na policzkach i opuszkami palców) małych cerkwi rozrzuconych we wsiach Karpat. W ciasnych, przygarbionych, tchnących wilgocią wnętrzach, iskrzyły jeszcze ostatnim blaskiem oczy uczestników sądów ostatecznych, gasły twarze matek i synów splecionych w uścisku utraty, bledły w ciszy wyciągnięte dłonie… Tak samo zastygła sztuka pod estakadą. Tylko nasz śmiech, jak dźwięk tłuczonego szkła, i kwiaty dzieci, to było życie.

dzikajablon598b

dzikajablon598m

dzikajablon598h-2

dzikajablon598n

* Chodzi o historię akcji artystycznej z 1987 roku Szymona Urbańskiego. Za Fundacją Sztuki Zewnętrznej: „Jako student warszawskiej ASP,  latem 1987 roku Szymon Urbański wykonał cykl murali w otoczeniu Mostu Grota-Roweckiego, za co został wyróżniony nagrodą im. Henryka Stażewskiego, przyznaną przez Fundację Egit. Korowód postaci powtórzył w obrazie Stacja solidarność, zdjętym przez cenzurę z wystawy Co słychać, w Zakładach Norblina w 1987 roku. Zapytany o murale przy Trasie Toruńskiej, artysta powiedział: Warszawa to takie szare miasto. Teraz są wakacje, ja mam dużo wolnego czasu i umiem malować. To jest moja wersja ‚keep smiling’.” Na stronie magazynu Made in Street można zobaczyć pełną koloru dokumentację murali Urbańskiego z lat 80.
* Migawki z mojego pobytu na Ukrainie w roku 2000 poświęconego ginącym cerkwiom: Trzysta la temu / na świętej ścianie / jej złote włosy / matko nadpalona / nie masz nawet rąk / na otarcie łez / twój mały syn / posiwiał.

Oczy szeroko otwarte

dzikajablon597r-2

Ostatnie warsztaty w Zmysłowych Piątkach poświęcone są zmysłowi wzroku. Rozmowom o patrzeniu i widzeniu towarzyszyły doświadczenia i zabawy na spostrzegawczość. Tym razem darowałyśmy sobie typowo biologiczny background, akcentując aspekt praktyczny i… magiczny zagadnienia :)

Dom dzienny

Kiedyś, nie tak dawno, Milo ćwiczyła spostrzegawczość, katując książkę Mamoko – urocza, ale i pełna wyzwań formuła śledzenia bohaterów i ich losów wtopionych w rysunkowy świat wypełniony po brzegi szczegółami. Teraz wychodzimy w realną przestrzeń domu i jego zakamarków. Obserwujemy, zapamiętujemy i znajdujemy różnice. Na rozpiętym od mebla do mebla sznurku zawisło (suche) pranie, przy którego rozwieszaniu rączki Milo poćwiczyły z żabkami do bielizny. Wybrałam kilka różnych ubrań o wyrazistych kolorach. Jedna osoba zapamiętuje układ ubrań na sznurku i wychodzi z pokoju. Druga przewiesza dwie rzeczy. Pierwsza wraca i zgaduje, co się w układzie ubrań zmieniło. O dziwo, zabawa bardzo córkę wciągnęła i, zmieniając się rolami, zagrałyśmy kilka razy. Mała motoryka, ćwiczenie pamięci i spostrzegawczości oraz przebieranki w jednym!

dzikajablon597a

dzikajablon597d

dzikajablon597b

dzikajablon597g

dzikajablon597e

dzikajablon597f

dzikajablon597h

dzikajablon597k
Zabawa nr 2 to kolejne zadanie dla domowego detektywa. Tym razem grupujemy kilka-kilkanaście przedmiotów tego samego koloru. Szukający stara się je zapamiętać, po czym opuszcza pokój. Drugi gracz chowa (ale nie nazbyt głęboko) lub rozmieszcza (kontrolujemy stopień trudności) w pokoju przedmioty np. z grupy żółtej. Zadaniem dziecka jest oczywiście odnalezienie obiektów. Fajnie jest wymieszać zabawki, przedmioty codziennego użytku i sprzęt kuchenny lub owoce – dodatkowe walory dotykowe przy zbieraniu ich do koszyka.  Zabawa cieszyła się dużym powodzeniem – niepostrzeżenie zmieniła się w zawody. Kto więcej zbierze czerwonych przedmiotów?

dzikajablon597i

dzikajablon597j  dzikajablon597l

dzikajablon597m

Dom nocny

Druga część warsztatów odbywała się w ciemnościach – ale nie egipskich! Najpierw w ciemnej łazience słuchałyśmy swoich głosów, nie widząc siebie nawzajem. Czy mnie widzisz? Nie. Czy mnie słyszysz? Tak, słyszę cię. Możesz mnie dotknąć? Dotykam twoich rąk, czuję, że jesteś koło mnie. Niesamowite kilka chwil dla nas obu. Dla dziecka szczególnie ciekawe doświadczenie, z jednej strony oswajające lęk przed ciemnością i pokazujące bycie razem poprzez dotyk, a z drugiej – na poziomie fizjologicznym – jak oko przyzwyczaja się do ciemności, która po kilku minutach nie wydaje się już czarna, lecz zbudowana z różnych odcieni szarości… A gdy już minął moment filozoficznej bliskości, zaprosiłyśmy magię :)

Niedawno natknęłam się na wspaniały (prosty i efektowny) pomysł nazwany Jaskinią Gwiazd na blogu Play at Home Mom, który pięknie nam rozświetlił mroki na koniec warsztatu. Milo przez godzinę nie wychodziła z łazienki, bo tam właśnie uwiła sobie kolorowe, magiczne gniazdko. Do zbudowania nowego lokum, które okazuje się wizualną ucztą, potrzeba jedynie pudła tekturowego i kompletu lampek choinkowych, które umieszczamy w dziurach nakłutych w tekturze.

dzikajablon597n

dzikajablon597o

dzikajablon597p

dzikajablon597s

dzikajablon597t

dzikajablon597u

dzikajablon597w

Projekt Zmysłowe Piątki zapoczątkowany przez autorkę bloga Projekt: Człowiek dobiega tym samym końca :) Zapraszam na blogi pozostałych uczestniczek projektu, których spis znajduje się pod wyżej wspomnianym adresem oraz do przeczytania poprzednich wpisów Dzikiej Jabłoni na temat poszczególnych zmysłów:

Ścieżka Równowagi – zmysł równowagi
Drabina sensoryczna – zmysł dotyku
Księżniczka i ziarnko grochu – zmysł propriocepcji
Ściana muzyczna – zmysł słuchu
Festiwal zapachów – zmysł zapachu
Smaczne portrety – zmysł smaku

Opowieść jesienna / Jarzębinowa księżniczka

dzikajablon-jarzebina

Wszyscy już zrobili wszystko z jarzębiny, jestem tego pewna. Klasyka! Co z tego, po prostu uwielbiam jarzębinę i nie mogę się powstrzymać, nie mogę pominąć. Po pierwsze, rozpoczynam tym wpisem mój osobisty, niepozorny, nie nagłośniony, trochę porządkujący i urzekający projekt blogowy Opowieść jesienna, w ramach którego będę zbierać nasze jesienne zabawy, impresje, inspiracje :) Po drugie, ten wpis to trochę hommage dla wyjątkowo intensywnego czasu dzieciństwa, kiedy bycie w swoim świecie w niczym niezachwiany sposób było czymś oczywistym i naturalnym… Czas odmierzało się koralami z jarzębiny, gdy, pożegnane z końcem wakacji, zawisły na sczerniałej ścianie drewutni, skurczone niczym maleńkie główki rodzynek, czekały na mój powrót za rok. Wracałam, a one trwały niewzruszenie, w odrobinę starszym świetle świata, jak gdyby nigdy nic…

Zdarzyło się kilka pięknych wieczorów, gdy po powrocie ze spacerów w pobliskim parku, przynosiłyśmy z Milo koszyczki wypełnione koralami jarzębiny i siadałyśmy przy kuchennym stole do zabaw. Toczyły się leniwie i radośnie, bez żadnych wytycznych i zbędnych słów! Matki i córki improwizacja… Matki magiczna podróż za sprawą kulistego miniaturowego wehikułu czasu…

Ja też jestem Jarzębinową księżniczką :)

dzikajablon596

dzikajablon596a

dzikajablon596b

dzikajablon596c

dzikajablon596d

dzikajablon596e

dzikajablon596f

dzikajablon596g

dzikajablon596h

dzikajablon_icon_OJ

dzikajablon596i

dzikajablon596j

dzikajablon596k

dzikajablon596l

dzikajablon596m

dzikajablon596n

dzikajablon596o

dzikajablon596p

dzikajablon596r

dzikajablon596t

dzikajablon596u

Układanki z pianki cz. I

dzikajablon595-0

Nie mamy całej wanny zabawek do kąpieli. Od niemal dwóch i pół roku towarzyszy nam pewna wesoła ekipa zwierząt, która – jak na kraj pochodzenia – i tak wykazała się mocną kondycją w dziedzinie przetrwania. Od dość dawna towarzyszyły nam też piankowe kształty – gotowce! Trochę wyblakły, trochę się znudziły. Tym większy był mój szok z tak banalnego powodu, jakim okazała się możliwość własnoręcznego stworzenia kompletu dowolnych kształtów do wodnej zabawy :)

Zdziwienie moje zawdzięczam pewnej mamie tworzącej bloga Tulmnie.pl, której pomysł uświadomił mi, że wystarczy zakupić w Empiku komplet kolorowych pianek (20 arkuszy) za ok. 20 zł i… zabawa gotowa! Codziennie więc powstają nowe kształty, ręce się ćwiczą w cięciu, a wyobraźnia w wymyślaniu nie tylko piankowych układanek, ale także improwizowanych historii, opowiadanych w wannie niewiarygodnych losach bohaterów z pianki, np. Człowieka-Ptaka i Uciekającej Dziewczyny :)

Wspominam o tej zabawie z kilku powodów. Jest banalnie prosta i fajna. Nadaje się dla dzieci w przedziale wiekowym od najmłodszych, które w wanie są w stanie usiedzieć bądź ustać i wejść w interakcję, do ciekawskich przedszkolaków, które chcą same wszystkiego własnymi rękami spróbować. Materiał jest niedrogi, a zawartość z pewnością wystarczy na dłużej. Układanie można (w przypadku mówiących gaduł) łączyć z opowiadaniem historii, tyle że jak na wieczorną kąpiel, ostatnia aktywność dnia nie będzie wyciszająca, bo czekają Was wybuchy śmiechu i radości!

Wspominam o niej także dlatego, że córka zainspirowała mnie do rozwinięcia tej zabawy… Mam pomysł. Wypatrujcie więc drugiej części, w której powieje i sztuką współczesną i starożytnością… A przede wszystkim dobrą zabawą :)

dzikajablon595

dzikajablon595d
dzikajablon595c

dzikajablon595h

dzikajablon595e

dzikajablon595a

dzikajablon595f

dzikajablon595b

dzikajablon595g  dzikajablon595i

Smaczne portrety

dzikajablon594

Zainspirował Giuseppe Archimboldo, szesnastowieczny malarz, który stworzył portrety m.in. cesarza Rudolfa II, alegoryczne przedstawienia urodzaju i obfitości. Twarze zbudowane z owoców, warzyw, ryb, kłosów… Portret i martwa natura w jednym. Pooglądałyśmy. Milo baaardzo się śmiała. Zrozumiała o co chodzi… :)

dzikajablon594zz

dzikajablon594zzz

Zaczęłyśmy więc od sztuki. Potem luźna rozmowa ( w stylu po co nam buzia i język – bezbłędne trafienia). Czas na eksperyment! Przy okazji dowiedziałam się, że nie ma 5 smaków jak w cenionej przeze mnie kuchni 5 przemian, ale, prócz słodkiego, słonego, gorzkiego i kwaśnego jest dziwny smak umami! Jak żyję, nie słyszałam o takim, ale podobno został niedawno opisany, więc może coś akurat przeoczyłam jak przewijałam dziecko :) Receptory kwasu glutaminowego czyli rosołowa tłustość na języku. Kostek na zupę, weget i kucharków nie używam, więc nie rzuciło mnie na kolana z powodu tego odkrycia. Ale zawsze to nowa wiedza.

Nasz smakowy eksperyment polegał na próbowaniu 4 smaków, których receptory znajdują się na języku: słodki, kwaśny, gorzki i słony ulokowały się w nakrętkach, a jak się domyślacie, cukier cieszył się największym powodzeniem. Wylizany został do dna, do cna, jeszcze, jeszcze! Smaki rozpoznane, opisane, więc przechodzimy do miłego ćwiczenia. Jednorazowa praca plastyczna – fajny przerywnik :) Z tektury wycięty wielki język ląduje na stole, a w miseczkach kolorowe kółka – każdy z 4 kolorów odpowiada jednemu smakowi. Milo tworzy własną legendę i już wiemy jak kółka odczytać. Podobno ta mapa smaków na języku mocno przestarzała, ale co tam, dobrze się bawimy, umiejscawiając na tekturowym jęzorze kubki smakowe w postaci naklejek z folii samoprzylepnej… Odprężające ćwiczenie, a po nim właściwa zabawa…

dzikajablon594o

dzikajablon594p

dzikajablon594r

dzikajablon594s

dzikajablon594t

dzikajablon594u

dzikajablon594d
Smaczne portrety

Ta część trwała dwa dni. Dzień zdrowy-witaminowy i dzień pełen słodyczy (który wybralibyście?) Odpuściłam już sobie moje prozdrowotne zapędy, a Milo była zachwycona, kiedy na kuchennym stole wylądowały lizaki, czekolada, chrupki, ciastka i paluszki :) Malarz Archimboldo przyświecał naszym działaniom, ale tylko trochę, bez przesady. Układanie portretów. To było wolne, kreatywne i szalone! Co chwila rozlegały się tajemnicze okrzyki: Zjadam czekoladowe ucho! Odgryzam rączkę! Ale pyszna buzia! Totalna eksploracja smaku słodkiego :) Przypomniała mi się pysznie opisywana chatka Baby Jagi z bajki…

Innego dnia powstały obrazy z warzyw i owoców – też słodko, ale inaczej. I wyznania: Zjadłam żabie rękę… i głowę robakowi! Mmm, ale smakowite nóżki! Trochę porozmawiałyśmy o smaku witamin zamieszkałych  w tych kolorowych obrazkach. Poćwiczyłyśmy słownictwo, etc. Nic jednak nie równa się z wybuchami śmiechu i ponadgodzinną zabawą w układankę, opowiadanie historii i taniec zmysłów: dotyku, smaku, węchu i wzroku! A jak już się najadłyśmy, zasiadłyśmy przed ekranem, szukając adekwatnego odcinka kultowego filmu Było sobie życie… Smacznego!

dzikajablon594a

dzikajablon594-3

dzikajablon594e-2

dzikajablon594w

dzikajablon594b

dzikajablon594e  dzikajablon594g

dzikajablon594h

dzikajablon594i

dzikajablon594f

dzikajablon594j

dzikajablon594k

dzikajablon594l

dzikajablon594m

dzikajablon594n

dzikajablon594c

To nasz przedostatni Zmysłowy Piątek. Po ciekawe informacje na temat zmysłu smaku zajrzyjcie na bloga Projekt: Człowiek, gdzie wszystko się zaczęło :) No właśnie, dopiero zaczynałyśmy, a tu już koniec bliski tej przygody… Zapraszam do odwiedzania blogów innych mam biorących udział w projekcie oraz do zapoznania się z relacjami z przygody z innymi smakami na blogu Dzikiej Jabłoni :)

Ścieżka Równowagi – zmysł równowagi
Drabina sensoryczna – zmysł dotyku
Księżniczka i ziarnko grochu – zmysł propriocepcji
Ściana muzyczna – zmysł słuchu
Festiwal zapachów – zmysł zapachu

Łódki sylabówki

zikajablon593

Nasze łódki sylabówki są niedoskonałe, bo konstrukcja walnięta, proporcje nie tego, a ciężar słabo wyważony. Czasem wodują, ale na szczęście nikt nie wypada za burtę :) Co tam! Liczy się prostota i przygoda, dostępność materiałów, inwencja językowa, świetna zabawa, dużo śmiechu i opowiadania historii. W końcu to jedno z pierwszych podejść do sylabowania, a – obiecuję – dopiero się rozkręcamy :)

Jeśli macie w domu trzy- bądź czterolatka, łupiny i skorupki, trochę plasteliny lub patafixu, wykałaczki lub patyczki do szaszłyków, papier i mazaki, robota sama się zrobi! Podzielcie zadania, starszy pisze, młodszy upycha plastelinę w kadłubie łodzi. Na początkowym etapie polecam do budowania proste wyrazy dwusylabowe, a sylaby otwarte zakończone samogłoską. Wspaniale wyjaśnia kwestię wprowadzania sylab autorka bloga Dwujęzyczność, logopeda i terapeutka szkoły krakowskiej. Cóż, jeśli o mnie chodzi, to mozolnie dryfowałam w stronę wyrazów ‚mama’, ‚tata’, ‚pole’, ‚lala’, a Milo do pewnego momentu z chęcią za mną podążała. Na koniec dziecko przejęło liny i żagle, wykonało zwrot, lewy foka szot wybieraj, prawy foka szot luzuj i… popłynęło do krainy wyobraźni!

Matama. Malatalami… Najlepsza część zabawy to tworzenie nowych, nieistniejących wyrazów! Po protu rejs z nieznane!

dzikajablon593a

dzikajablon593b-3

dzikajablon593h

dzikajablon593c

dzikajablon593i

dzikajablon593d

dzikajablon593e

dzikajablon593f

dzikajablon593g

dzikajablon593j

dzikajablon593k

dzikajablon593l-2