Narwańcy i ekscentrycy

dzika-jablon648

Trochę chorujemy, ale wyobraźnia ma się dobrze! Tekturowe karty ze zwierzakami już od dawna chodzą za nami – zanim wydrukuję i zalaminuję jakieś fajne Montessoriańskie zestawy, postanowiłam, że same sobie zrobimy :) Milo od kilku dni maluje zwierzęta, a właściwie powołuje do życia nowe istoty, raz zaglądając do klasycznego atlasu zwierząt i ptaków (od pierwotniaków aż po ssaki), innym razem zaś nurkując w naszym od niedawna magicznym nabytku. Obie książki pokochała (prosi, by oglądać z nią tasiemce, orzęski, karpie i inne formy życia na ziemi przed zaśnięciem). Głęboko zafascynowały ją też nazwy poszczególnych osobników ;-)

Absolutnie wyjątkowy atlas, który polecam całym sercem (biorąc pod uwagę moją wrażliwość na kolor i kreskę, była to miłość od pierwszego wejrzenia!), nosi tytuł Narwańcy, uwodziciele, samotnicy. Atlas tych, co fruwają, skaczą i nurkują. Został stworzony przez Adrienne Barman i wydany przez Wydawnictwo Dwie Siostry. Jedną z najbardziej poruszających ilustracji w tym niezwykłym atlasie wyobraźni jest prezentacja gatunków zagrożonych z oczami pełnymi wody. Dlaczego one są takie smutne? – spytała Milo, sama bliska łez. Wyglądają, jakby właśnie się dowiedziały, że są reprezentantami gatunków na wymarciu :( Inne przykładowe kategorie w książce to: bystrzaki, górale, architekci, długojęzyczne, mistrzowie bezdechu, pomidorowe, legendarne… Zgadujcie o co chodzi :)

Bardzo inspirująca książka do oglądania (przede wszystkim), czytania (tylko trochę), oddawania się zabawom plastycznym i kreacjom językowym (w każdej chwili). Za jakiś czas nasze karty być może posłużą też do czytania. Milo sama wymyśliła wszystkie nazwy gatunków i postacie zwierząt. Ja zapewniałam głównie wsparcie techniczne. Czasem dostawałam fuchę – wypełnianie rysunku. Dzień spędziłyśmy razem, kolorowo, wesoło, a nawet zapomniałyśmy o choróbskach!

dzika-jablon648a

dzika-jablon648b  dzika-jablon648d

dzika-jablon648f

dzika-jablon648g

dzika-jablon648h

dzika-jablon648i

dzika-jablon648l

dzika-jablon648j

dzika-jablon648k

dzika-jablon648m

dzika-jablon648c

dzika-jablon648n

dzika-jablon648o   dzika-jablon648p

dzika-jablon648r

dzika-jablon648s

dzika-jablon648u  dzika-jablon648z

dzika-jablon648w

Reklamy

Buraczana sztuka

dzika-jablon647

Malowaliście kiedyś burakami? Nie przyszło mi to do głowy aż do wczoraj, kiedy Milo stworzyła galerię buraczanych obrazków na kuchennych deskach do krojenia. Buraczany spontan zaczął się niewinnie, w przebłysku jakimś, inspiracji intensywnie różową plamą soku na blacie, w tajemniczym kształcie i ciekawości rąk… Chwilę potem pochwycony plaster buraka, potraktowany jak środek artystycznej ekspresji.

Na drewnie objawiły się nie święte wizerunki, lot wesołej pszczoły i kaktus w oknie. Podczas gdy jedni doświadczali, utrwalali kolor na skórze i odciskali pieczątki na różnych powierzchniach, inni przygotowywali buraki do pieczenia. Na zdrową kolację. Ale nie poszło tak gładko, bo plastry buraka po raz kolejny okazały się inspirujące. Układały się we wzory na blasze i piętrzyły w wieże. Na koniec wylądowały jednak w piekarniku, a twórczyni nurtu malarskiego burakami zapragnęła odpocząć :)

dzika-jablon-buraki

dzika-jablon647a  dzika-jablon647c

dzika-jablon647f

dzika-jablon647e

dzika-jablon647h

dzika-jablon647b

dzika-jablon647g   dzika-jablon647k

dzika-jablon647i

Przy okazji – buraki pieczone w plasterkach, podane z rukolą, oliwą z oliwek i octem winnym – pycha!!!

Dom pełen dźwięków / Dziecko na warsztat

dzika-jablon644

Zapraszam w egzotyczną podróż bez wychodzenia z domu, planowania trasy, pakowania plecaków i wydawania pieniędzy. Nasza muzyczna przygoda w najnowszej edycji Dziecka na warsztat to taniec wyobraźni, eksploracja własnych czterech ścian, nasłuchiwanie i eksperyment! To zabawy z rytmem i śpiewanie. To rozmowy o dźwiękach, ciszy i świecie osób niesłyszących. Poszukiwanie dźwięków domu. To feeria kolorów w tworzeniu instrumentów muzycznych inspirowanych tymi z różnych stron świata! To rodzinne koncertowanie, rzępolenie, przygrywanie i operatorka dźwięku domowej roboty. Zero teorii, sama praktyka! To warsztaty dla przedszkolaków, którym od czasu do czasu mogą pomóc rodzice, oraz starszaków. To szczyt domowego recyklingu i groszowe wydatki. To odkrywanie i… zabawa :)

dzika-jablon644a

Milo przyozdobiła nas i wyposażyła w naszyjniki z dzwoneczkami. Każdy dostał po kilka i MUSIAŁ nosić na szyi w ciągu warsztatów. Nie było opcji, żeby mama czy tata nie dzwonili jak na łące ;-)

dzika-jablon644b

Szklana muzyka

Kolorowa gama muzyczna oraz poszukiwania najwyższych i najniższych dźwięków. Sprawdzamy uderzenia patykiem do szaszłyków, drucikiem, łyżeczką, szpikulcem metalowym oraz „granie” palcami (zainspirowane obejrzanym w internecie koncertem szklanej orkiestry wygrywającej utwory za pomocą kieliszków). Milo tak się spodobało dyrygowanie szklankami, że zostawiliśmy nasz tęczowy sprzęt grający jeszcze na drugi dzień, a pałeczki były niemal w ciągłym ruchu…

dzika-jablon644e

dzika-jablon644c

dzika-jablon644d    dzika-jablon644f

dzika-jablon644h

dzika-jablon644i

dzika-jablon644k

dzika-jablon644g

Recyklingowa fabryka instrumentów

Zainspirowane Mapami Mizielińskich, tańcami z różnych stron świata oglądanymi w internecie oraz różnorodnością instrumentów muzycznych, zapragnęłyśmy stworzyć osobistą kolekcję dźwięków zamieszkałych we własnoręcznie wykonanych przedmiotach. Apetyt podsycały wspomnienia wcześniej wykonanych pierwszych grzechotek i letnio-jesiennych zabaw dźwiękowych. A mnie dodatkowo cieszy fakt, że większość instrumentów zbudowanych jest z banalnych składników (rolki po papierze i ręcznikach kuchennych, papier pakowy, sznurek pakowy, taśma izolacyjna do kabli, butelki plastikowe, słomki do picia i różne drobiazgi, które znajdą się w każdym domu). Oto nasze propozycje…

dzika-jablon645n

Marakasy dla prawdziwych dziewczyn

Milo wymyśliła dziewczyński instrument perkusyjny – wypełniony kolorowymi koralikami, wyklejony kawałkami transparentnej folii i bogato zdobiony. Praca nad nim była jak rytuał… Moja córka lubi sprawy z kategorii „tylko dla dziewczyn”.

dzika-jablon644l

dzika-jablon644m

dzika-jablon644n

dzika-jablon644o

dzika-jablon644p

dzika-jablon644r

dzika-jablon644s

dzika-jablon644u

dzika-jablon644w

Strunowiec

Cudownie prosty do wykonania instrument strunowy dla każdego. Wystarczy blaszana pokrywka (lub tekturowe pudełko z otworem, np. po chusteczkach higienicznych) i paczka gumek recepturek, a wyobraźnia nie zazna granic! Można poeksperymentować z grubością strun, żeby uzyskać bardziej zróżnicowane dźwięki.

dzika-jablon645

dzika-jablon645a

dzika-jablon645b

dzika-jablon645c

Fletnia Pani

Nie pana, tylko pani – tak postanowiła moja córka i zrobiła (z moją pomocą) skromny instrument dęty inspirowany starożytną Grecją. Dźwięk specyficzny, plastikowo-słomkowy, napowietrzny :)

dzika-jablon645d

Łyżki terkotki

Potrzebna drewniana łyżka, sznurek, drewniane koraliki, farby i pędzle. W łyżkach wywiercić dziurki. Pomalować akrylami. Warstwę farby można utrwalić lakierem – my na razie zrezygnowałyśmy. Mamy parę terkoczących łyżek i nie wahamy się ich używać!

dzika-jablon645h

dzika-jablon645i

dzika-jablon645j  dzika-jablon645l

dzika-jablon645k

dzika-jablon645m

Bransoletka dla tancerki

Domowe bibeloty i parę chwil z igłą i nitką. Projekt: córka, wykonanie: matka. W czasie, gdy ja dziergałam bransoletkę, Milo zajmowała się nawlekaniem koralików i guzików na sznurek. Oswajała się z igłą (postanowiłam jej jednak nie straszyć igłą wędrującą w stronę serca – też Wam wciskali ten kit w dzieciństwie?) Kwiatki szydełkowe miałam akurat gotowe – wyszperałam tylko z głębin tajemniczej szafy. Obowiązkowo były tańce oraz podpatrywanie hinduskich i tajskich tancerek.

dzika-jablon645o

dzika-jablon645p

dzika-jablon645s

dzika-jablon645r
Kije deszczowe

Jedno z najbardziej fascynujących odkryć tych warsztatów – pałeczki deszczowe czy kije deszczowe (ang. rain sticks), instrument oryginalnie tworzony z kaktusów, pochodzący z Ameryki Środkowej i Południowej. Koniecznie stwórzcie ten dźwięk sami, poszukując właściwego brzmienia.  Naprawdę wciągnęłyśmy się, stąd drugie podejście, bardziej udane. I niezapomniane wrażenia…

Potrzebna jest rolka po ręcznikach papierowych, a najlepiej tuba do przesyłania pocztą rulonów (długa, gruba, większy potencjał). W wersji pierwszej rolka, do której wkładamy zwiniętą w spiralę folię aluminiową, tworząc labirynt dla przesypujących się ziaren. Wsypujemy pół torebki ryżu (sypkiego) i zaklejamy obie końcówki papierem do pieczenia. Milo wykończyła „po swojemu” kolorowymi taśmami za parę złotych z supermarketu. Najpierw używała kija jak grzechotki, ale potem przekonała się, że powolne ruchy dają dźwięk zbliżony do padającego deszczu.

dzika-jablon645u

dzika-jablon645w   dzika-jablon645x

dzika-jablon645y

Przygotowanie kija deszczowego w wersji zaawansowanej, czyli wymagającej większego wkładu rodzica. Tym razem wewnętrzny labirynt powstaje z gwoździ. Nabijamy tubę dokoła w regularnych odstępach lub nie – środek jest cały najeżony :) Zabezpieczamy końcówkę zatyczką lub papierem do pieczenia (co najmniej podwójnie złożonym). Do środka wędrują ziarna – warto zróżnicować zawartość tuby dla wyjątkowych efektów dźwiękowych. U nas trafiły się ziarna fasoli mung, płatki orkiszowe, kasza jęczmienna i duże ziarna fasoli. Pięknie dźwięczą w zetknięciu z metalem!

dzika-jablon646

dzika-jablon646a

dzika-jablon646b

dzika-jablon646c

dzika-jablon646d

Część malarska to przygotowanie ozdoby do owinięcia tuby. Nada się gnieciony papier pakowy pomalowany w dowolne wzory (u nas bardziej wyszło aborygeńsko niż południowo-amerykańsko). Razem malowana medytacja-mantra matki i córki. Po wyschnięciu owijamy tubę, kleimy, dodajemy ozdoby w postaci sznurków, koralików i piórek. Och i ach! Bardzo polecam.

dzika-jablon646e

dzika-jablon646f

dzika-jablon646i

Bim Bom – gra o dźwiękach

Przy okazji wspominam, bo dobre, estetyczne i edukacyjne. Z płyty odtwarzamy dźwięki i dopasowujemy do nich obrazki. Odgłosy miasta, przedszkola, podwórka wiejskiego, koncert. Rozróżnianie podstawowych instrumentów. Duża frajda. Sięgamy. U nas propozycja Granny nie jest grą, która zbiera kurz na półce :)

dzika-jablon645e

dzika-jablon645f

dzika-jablon645g
Bajki samograjki i operatorka dźwięków

Wpadłyśmy jeszcze spontanicznie na taki pomysł. Wykorzystać naszą kolekcję instrumentów do tworzenia podkładów muzycznych, zabawy w oddawanie różnych emocji towarzysząch opowiadaniu historii za pomocą całej gamy dostępnych dźwięków. Hitem stały się improwizowane bajki samograjki, które wymyślamy na poczekaniu przy dźwiękach strunowca, np. opowiadając przygody kota wędrującego przez las i brzdąkając przy tym w różnych tonacjach, ze zróżnicowaną dynamiką i w odpowiednim tempie. Fantastyczne ćwiczenie wyobraźni, koncentracji, słownictwa, słuchu i małej motoryki :)

dzika-jablon645t
Rozwinięciem tej zabawy stało się łączenie fonii i wizji, czyli freestylowe podkładanie warstwy muzycznej do wyświetlanych na ścianie retro-peerelowskich bajek za pomocą projektora Ania. Normalnie matce łza się w oku kręci na sam widok maleńkich pojemników z filmami, córka szaleje z radości, bo moje bajki z dzieciństwa uwielbia, a eksperymenty dźwiękowe jeszcze dodały emocji wspólnie spędzonym chwilom… Takie wspomnienie :) Ilustrowanie obrazu muzyką to niezłe wyzwanie, i dla dziecka i dla dorosłego. A przy tym dużo przyjemności!

dzika-jablon645z

dzika-jablon645zz

Na koniec jeszcze jedna tematyczna retrospekcja – wspomnienie lata…

dzikajablon583g

… i nasza Ściana muzyczna stworzona pewnego popołudnia w pewnym ogrodzie na Podlasiu w ramach projektu Zmysłowe Piątki :) Dzisiejszy wpis Dzikiej Jabłoni oraz innych uczestniczek projektu zorganizowanego przez autorkę bloga Projekt Londyn 2014 powstał w piątej odsłonie Dziecka na warsztat. Oto kilka miejsc w sieci, które były inspiracją i wsparciem w tworzeniu instrumentów:

Zajrzyjcie do pozostałych mam po muzykę, a za miesiąc zapraszamy na warsztat logicznego myślenia :)

Jest moc!

glowne_logo_1

Sponsorzy i partnerzy

plakat_patron3

Dziecko na warsztat w Dzikiej Jabłoni:

Światło pod stołem

dzikajablon643

Podświetlany stolik jeszcze będzie u nas hitem! A na razie impresja, prolog, preludium i zapowiedź… Przygoda ze światłem w wersji podstawowej – pudełko z ikei plus lampki choinkowe – oficjalnie rozpoczęta! Tata dostał zamówienie na wykonanie bardziej profesjonalnego stołu, a tymczasem zrobiłyśmy rozpoznanie terenu, znosząc do światła wszystko, co się nadawało do podświetlania i co było pod ręką. A że w domu nie było akurat kolorowych szkiełek, postanowiliśmy się wybrać po nie w mroźny wieczór do Kabum. Rozwojowo: krepina w paskach, transparentne plastiki z kuchni, stare zbiory guzików, kulki szklane, słomki do picia pocięte na kawałki, spinacze biurowe, szkiełka. Mieszanie kolorów, układanie kształtów, a także historii podwodnych, doświadczanie… Właśnie, pozwólcie, że w ten sposób podsumuję wartość tej zabawy, cytując Milo podczas wizyty w Kabum: Chciałabym tego doświadczyć :)

Inspiracją do podjęcia wątku był blog Mama Bliźniacza, prawdziwa Montessoriańska skarbnica.

Pierwsze koty za płoty! Tymczasem rozkręcamy się! Mamy ochotę na więcej. Stay tuned :)

dzikajablon643b

dzikajablon643h

dzikajablon643a

dzikajablon643d  dzikajablon643c   dzikajablon643g

dzikajablon643f  dzikajablon643i

dzikajablon643-1

Chory szkielet

dzikajablon-szkielet

Kostek jeździł na nartach i niefortunnie się połamał. Poszedł więc do dr Milo na leczenie. Kolorowymi bandażami obwiązała mu kości, ułożyła na wygodnym łożu i przytuliła do snu… Mimo wszystko wizyta była wesoła, diagnoza szybka, a przyszłość Kostka rysowała się w jasnych barwach. Jednym słowem – radosna twórczość, improwizacja z anatomią w tle, Meksyk w odświętnych barwach, danse macabre, dobry żart…

A tak poważnie, Szkielet towarzyszy Milo od świąt, kiedy to wysypał się z książki Zbuduj ciało człowieka w formie kości, które połączyliśmy według instrukcji. Spora atrakcja dla dzieciaków zainteresowanych budową człowieka – Kostek mierzy aż 75 cm! W tekturowej klatce piersiowej mieszczą się tekturowe organy, a tekturowej czaszce tekturowy mózg. Można więc nie tylko wszystkiego się nauczyć, ale i porachować kości :) Polecam. W środku książka bardzo przyjazna i przyjemna, jeśli mogę tak to ująć ;-)

dzikajablon642a

dzikajablon642b  dzikajablon642d

dzikajablon642f

dzikajablon642c

dzikajablon642g

dzikajablon642h

dzikajablon642i

dzikajablon642j

dzikajablon642m   dzikajablon642p

dzikajablon642l

Mała Kraina Lodu

dzikajablon641

Jakby mało nam było lodu ostatnio! Co tam lodowa planeta! Antarktydy, Arktyki i wyprawy na biegun nam się zachciało… Poczyniłyśmy więc stosowne przygotowania kilka dni temu… Oto lista wytycznych:

  • zrobić lód w kostkach i kubeczkach (barwiony na błękitno z dodatkiem brokatu i cekinów) – możemy budować różnorodne formacje lodowych skał, ba, lodowce!
  • zrobić galaretkę (dwie miski żelatyny barwionej na niebiesko/granatowo)
  • przynieść trochę śniegu z podwórka
  • zaprosić grupę zwierząt polarnych
  • sprawdzić na mapie kierunek i położenie lądu (Mapy Mizielińskich)
  • wyciąć kawałki kry z białej pianki lub styropianu
  • zabezpieczyć teren (najgorsza wizja matki: żelatyna i kulki styropianu wędrujące po całym domu!)

Było fantastycznie! Było zimno! Trzeba było robić przerwy i rozgrzewać się herbatą, bo ręce Milo stopniowo zmieniały się w sople lodu :) Ta podróż w nieznane przyniosła dużo, dużo wrażeń. Choć krótka, to wzbudziła pasję i poruszyła wyobraźnię. Zabawa w mały świat i bogate doświadczenia sensoryczne za nami, a przed nami zabawy edukacyjne, drukowanie kart, lodowiec, zima i sanki, zwierzęta i ich nazwy, podróżowanie z mapą, malowanie zimy, lepieni bałwana… Ciąg dalszy z pewnością nastąpi :)

A do stworzenia naszej krainy lodu zainspirował nas blog Crayon Box Chronicles.

dzikajablon641l

dzikajablon641b

dzikajablon641a

dzikajablon641e

dzikajablon641w  dzikajablon641f

dzikajablon641g

dzikajablon641d

dzikajablon641x

dzikajablon641h

dzikajablon641i  dzikajablon641j

dzikajablon641k  dzikajablon641m

dzikajablon641n  dzikajablon641p  dzikajablon641s

dzikajablon641t

dzikajablon641o

dzikajablon641r

dzikajablon641u

Piankowa zamieć w łazience

dzikajablon640

Błyskawiczna akcja, zanim się obejrzałam za siebie i zmieniłam w słup soli jak pewna biblijna dama, choć nie dlatego, że mi było żal, a raczej, bo nie miałam akurat ochoty rzucać się na kafelki i ratować łazienkę, która wyglądała, jakby przeszła przez nią zamieć i huragan w jednym… Z klęsk jeszcze tylko potopu brakowało…, ale pozbierałam się, wróciły mi siły, bo takie rozgrzewające słowa poruszyły mnie mimo wszystko: Mamo, doświadczyłam nowego…!

Jak wiecie, TO tłumaczy wszystko :)

W skrócie: pianka do golenia (lekko zabarwiłyśmy ją na szaro-fioletowo, a następnym razem – jeśli nastąpi – skusimy się na brokat), dodatki według uznania (tym razem nie było spójnej koncepcji) i – spontanicznie – szczotki, pędzle, a nawet patyczki do uszu. Dość obrzydliwa breja, moim zdaniem, ale Milo była zachwycona. Formowała miękkie zaspy, przez które przerzucała mostki z patyczków i bagniste drogi, które brukowała kocimi łbami z kolorowych nakrętek. Największa frajda jednak ukryła się w możliwości malowania pianką, potraktowania jej jak farby o dość nieprzewidywalnej konsystencji. Dlatego też szczotki i pędzle (oraz dłonie) najlepiej, co oczywiste, sprawdziły się na ścianie! Kafelki same się o to prosiły… Ale co tam. Liczy się ekspresja :)

dzikajablon640g

dzikajablon640c

dzikajablon640d

dzikajablon640b

dzikajablon640e

Lodowa planeta

dzikajablon639

Zaklinamy zimę. Wzywamy śnieg i lód. Więc nadal u nas lodowo, a przy okazji malarsko i kosmicznie :) Jeśli macie ochotę na nieznaczny spadek temperatury w Waszym domu, docenicie niesamowite efekty tej prostej, pięknej zabawy (jak to ostatnio na tym blogu bywa – sensorycznej). Po raz kolejny zapraszam do malarskiego tańca na lodzie…

Dzień wcześniej zamrażamy wodę w misce lub głębokim talerzu (plastikowym). W dniu zabawy przygotowujemy zestaw do malowania: farby rozrobione z wodą – w kilku kolorach, kroplomierz oraz pędzle. Milo zaczęła działać na lodzie jeszcze w miseczce. Próby kolorów, mieszanie, płynniejsza obsługa kroplomierza, zabawa w tęczę. To było preludium!

dzikajablon639a

dzikajablon639c

dzikajablon639d

Parę minut później Milo wyłożyła bryłę lodu na blachę (tak się złożyło, że czarna jak odległe niebo, stąd nasze kosmiczne skojarzenia), by w ciągu pół godziny nie tylko stworzyć przepiękną planetę, ale także przypomnieć sobie przy okazji wiadomości z naszych wrześniowych warsztatów Dziecka na Warsztat Kosmiczny lot (planety skaliste i gazowe olbrzymy, ich odległość od Słońca i ekstremalnie niskie temperatury tych najdalej położonych) oraz poobserwować, z prawdziwą fascynacją, w miarę topnienia planety, wewnętrzną strukturę lodu. W zachwyt wprawiły ją drobniutkie spękania, tajemnicze linie, lodowe kreski jak zadrapania wewnątrz lodu, oraz uwięzione maleńkie bąbelki powietrza… Ten mikrokosmos domowej roboty okazał się być dla niej magicznym światem :)

Milo poruszała się lekko, w kolorach, czas leciał, wody przybywało, a dla mnie liczyło się jej doświadczanie, nie efekt końcowy.

dzikajablon639e

dzikajablon639f

dzikajablon639g

dzikajablon639h

dzikajablon639j

dzikajablon-planeta

Zakrapiana mozaika lodowa

dzikajablon638

Kostki lodu – temperaturowe doświadczenia sensoryczne i szybko przemijający budulec dzieła. Odrobina nauki – przemiana ciała stałego w ciekłe. Sztuka – mozaikowa układanka wieloelementowa z kolorem w roli głównej plus praktyka mieszania kolorów (podstawowe i pochodne). Wisienka na torcie – Montessoriańskie ćwiczenia z kroplomierzem wspierające małą motorykę. Polecam tę mieszankę inspiracji. A przede wszystkim – ekscytującą przygodę :)

  • zamrozić kostki lodu, np. w różnych kształtach (byle dużo)
  • wlać do naczyń wodę i rozrobić dość rzadkie farby w kilku kolorach
  • pokazać jak działa kroplomierz i dać dziecku poćwiczyć
  • wyłożyć kostki lodu na tacę
  • dowolnie układać, zakraplać kolorami, eksplorować…

dzikajablon638a

dzikajablon638b

dzikajablon638c

dzikajablon638d

dzikajablon638e

dzikajablon638f

dzikajablon638h   dzikajablon638i

dzikajablon638j

dzikajablon638k

dzikajablon638l

dzikajablon638m

dzikajablon638n

Montessori „po swojemu” / Przebrana miarka

dzikajablon637

Trzecia odsłona zabaw z wodą to odmierzanie. „Po swojemu” oczywiście, żeby nie było, że tylko Matka ma zadania. W zasadzie było krótko, ale intensywnie, nie ma co się rozwodzić, najważniejsze, że lekko, z uśmiechem i z powodem do dumy. Tak, Milo była naprawdę z siebie dumna, że poradziła sobie z odmierzaniem – przelewaniem z dzbanka do pojemnika z miarką takiej ilości wody, którą wskazywał zapis w losie wylosowanym z miski :)

Pomogłam przy odczytaniu liczb (bo jeszcze do setki i wyżej nie doszłyśmy w naszej praktyce) i razem szukałyśmy odpowiedniej liczby na miarce. Z wypiekami na twarzy Milo nalewała wymaganą ilość, a jak już nasyciła się przy czwartej próbie swoim sukcesem, zarządziła Matce takie samo zadanie do wykonania. Sama zrobiła losy z liczbami, zwinęła papier w sekrety i podstawiła miskę pod mój nos. Jak żandarm czekała tuż obok, aż wykonam wszystko według jej planu, patrzyła mi na ręce, nie odpuściła! Córka podwójnie zadowolona :)

Na koniec miarka się przebrała. Wykonano testy aktywności papieru o różnej gramaturze. Sprawdzono jak szybko się rozpuszczają w środowisku wodnym. Zaobserwowano rozpuszczanie się i zanikanie cyfr. I to by było na tyle…

dzikajablon637a

dzikajablon637c

dzikajablon637d

dzikajablon637h

dzikajablon637i

dzikajablon637k

dzikajablon637l

Montessori „po swojemu” / Czarodziejskie jezioro

dzikajablon636l

Część druga twórczych podróży. Zadanie, jakie dostała Milo, polegało na wyciskaniu do pojemnika wody z gąbki pobranej uprzednio z innego naczynia. Montessoriańskie ćwiczenie praktyczne usprawniające pracę mięśni rąk i wspierające koordynację wzrokowo-ruchową. Jak wspominałam w poprzednim wpisie o kolorach, nastąpiło małe odstępstwo. Gdy praca z gąbką została zakończona, taca znów zmieniła się w zbiornik wodny, a jego powierzchnia zalśniła migoczącymi cekinami… Robię Czarodziejskie Jezioro!

W mgnieniu oka powstała tratwa, miniaturowe łódeczki w różnych kolorach, most dla ćwiczenia równowagi (ze starej zepsutej różdżki), przystań i park-sad pełen magicznych owoców i kwiatów :) Pojawili się również mili mali mieszkańcy tego efemerycznego świata, którego czarowi uległam i pozwoliłam, aby istniał aż do obiadu… Dziecko przepadło na ponad godzinę, ja zajęłam się sobą, a po demontażu na kuchennym stole zapachniała proza życia – zupa pomidorowa :)

Znów Montessori było „tylko” inspiracją. Piękna zabawa!

dzikajablon636a

dzikajablon636b

dzikajablon636c

dzikajablon636d

dzikajablon636e

dzikajablon636f

dzikajablon636g

dzikajablon636i

dzikajablon636j          dzikajablon636

Montessori „po swojemu” / Uciekające kolory

dzikajablon635

Czasem rozbawia mnie postawa córki, która niemal każdą moją propozycję przerabia na własny pomysł – co jest oczywiście radosne, spontaniczne i zaskakujące – i przy okazji twórczo odbiega od naszkicowanego zamysłu. Dryfujemy więc sobie po oceanie wyobraźni, dając się znosić w różne ciekawe zakątki. A już zabawy w duchu Montessori, kiedy chodzi o wykonanie określonej czynności czy przyswojenie konkretnej umiejętności, stają się najbardziej nieprzewidywalne… Przygoda może zdarzyć się codziennie, a dzięki mojej córce staję się odkrywcą…

Zaprosiłam Milo na zajęcia z czynności praktycznych. Hasło: przelewanie. Trzy podejścia, każde z akcentem na coś innego (dlatego podzieliłam wydarzenie na 3 rozdziały). Nazwałam podejście Milo do tematu Montessori „po swojemu”. Zobaczcie jak to się zaczęło i dokąd nas zawiodło :)

Standardowy zestaw: dzbanki do przelewania, pojemniki, lejki (gąbka przydała się w drugiej odsłonie) i woda (zabarwiona dla ciekawszego efektu). Ćwiczymy koordynację, spostrzegawczość i skupienie. Tego ostatniego nie starczyło na długo, bo po kilku minutach mniej lub bardziej wprawnego przelewania…

dzikajablon635a

dzikajablon635b

dzikajablon635c

dzikajablon635d

dzikajablon635e

dzikajablon635-1
Milo zapragnęła ROZLEWAĆ :) Czerwona woda podkręcała jeszcze jej ciekawość i potrzebę sprawdzenia efektu. Taki eksperyment zrobię! Powódź zalała wszystkie choinki na tacy…

dzikajablon635h

dzikajablon635i

Zatopiony pejzaż aż się prosił, żeby coś w nim umoczyć. Rzuciłam na stół garść kolorowej krepiny pociętej w paski. Mamo, teraz będzie mój pomysł! Zaczęło się! Sprawdzanie i poszukiwanie kolorów. Mieszanie kolorów. Kolor wody wędrujący po krepinie w górę i pożerający jasne odcienie. Przy okazji badania nad chłonnością. Tłumaczenie czym jest i jak działa wprost na naszych oczach. Uciekające i tonące kolory. Namakający papier. Gęstniejąca ciecz. Ujednolicanie. Nie ma już kolorów. Zdziwienie, że bibuła zabrała prawie całą wodę. Klepanie, dociskanie, a na koniec wyżynanie. I ostateczny rzut kulką do kosza!

Na koniec dziecko wydało pomruk satysfakcji, a ja jęknęłam i zabrałam się za sprzątanie…

dzikajablon635k

dzikajablon635lZalany pejzaż górski.

dzikajablon635m

dzikajablon635n

dzikajablon635o

dzikajablon635p

dzikajablon635r

Sekwencje z rafy koralowej

dzikajablon586a

Podobno zima w pełni, a ja dziś zanęcę letnim akcentem. Może to z potrzeby słońca i nadmiernej zimowej senności sięgam po zabawę inspirowaną rafą koralową, którą odbyłyśmy jakiś czas temu w ramach projektu Dziecko na Warsztat. W każdym razie zachęcam do sekwencji (ćwiczenia układów elementów w określonej kolejności, przygotowujące do nauki sylab i czytania)!

Karty ze stworzeniami żyjącymi w środowisku rafy (można zrobić samemu, razem z dzieckiem lub wydrukować gotowce z internetu) układamy według trzech zasad: 

  • naśladowanie (dziecko odtwarza wzór)
  • kontynuowanie (rozbudowuje szereg poprzez powtarzanie odpowiednich elementów)
  • uzupełnianie

Oprócz kart z obrazkami przyda się karta ze znakiem zapytania (2-3 sztuki). Jeśli pomoce mają służyć dłużej, warto karty zalaminować. Można ćwiczyć przy okazji słownictwo związane z życiem mieszkańców rafy koralowej, kolory i nazwy ryb (dla starszych). Niesamowite, że choć nasz warsztat biologiczny poświęcony rybom odbył się we wrześniu 2013, Milo pozostała głęboka fascynacja tematyką ryb. Wciąż powracają poruszone wówczas wątki, dzięki czemu mogę obserwować aktualne zainteresowania córki i dobierać odpowiednie pomoce i zabawy. Teraz mam ochotę na coś w duchu Montessori…

A co powiecie na to, że szeregi, rytmy i sekwencje można ćwiczyć właściwie na wszystkich domowych obiektach i wplatać ćwiczenia w codzienne zabawy? Niech inwencja Was nie opuszcza – równie dobre i pomysłowe będą sekwencje stworzone ze skarpetek, sztućców, dziecięcych zabawek, kredek i mazaków, owoców czy ciasteczek :) Bawcie się dobrze!

dzikajablon586b

dzikajablon586e

dzikajablon586j

dzikajablon586f

dzikajablon586kUzupełnianie sekwencji

dzikajablon586lKontynuowanie sekwencji

dzikajablon586m     dzikajablon586h

dzikajablon586i

dzikajablon586g   dzikajablon586d

dzikajablon586n