Smutny paw – wesoły paw

dzika-jablon-667

Dzieci uwielbiają tę zabawę! Banalnie prosta zabawa kreatywna dla 2-3-latków, której przygotowanie zajmuje 5 minut. Będziecie potrzebować: półkole z tektury, kolorowe spinacze do bielizny, parę ruchomych oczu i trójkątny dziobek z papieru kolorowego lub folii samoprzylepnej… Gotowe!

Bawimy się w Smutny paw – wesoły paw. Uczymy dziecko „obsługiwać” spinacze. Pokazujemy emocje – smutny paw nie ma piórek, więc trzeba go „ubrać” na kolorowo, wtedy robi się wesoły. Maluchy od razu łapią o co chodzi w zabawie, a przy okazji:

  • ćwiczą chwyt pęsetkowy
  • rozpoznają i uwrażliwiają się na emocje
  • bawią się kolorami (niektóre dzieci grupują sobie pawie „pióra” według kolorów)
  • koncentrują się tak bardzo, że czasem mają ochotę powtarzać wszystko od początku drugi i trzeci raz :)

Polecam! Prostota i potencjał w jednym.

dzika-jablon-667a

dzika-jablon-667b

dzika-jablon-667d

Doświadczanie malarstwa

dzika-jablon664

Jestem niezmiennie zafascynowana różnorodnością sposobów przeżywania i doświadczania malarstwa przez dzieci, ich pomysłami na ekspresję. Odkrywaniem, że zanurzenie ręki w farbie, jej fizyczność, konsystencja i temperatura, to bycie całym sobą w procesie twórczym, jest o niebo ważniejsze niż efekt końcowy – ładny kształt czy wyszukany kolor.

Nic nie musi być poprawiane. Kierowane. Tłumaczone. Rozpoznane. Niech po prostu się dzieje! Każda kreska i każdy gest dziecka na papierze jawi się jako zapis energii twórczej wyrażanej w danej chwili w niepowtarzalny sposób – tak wyjątkowy jak wyjątkowe jest nasze dziecko!

My widzimy kreski – one rzęsisty deszcz.
My plątaninę – one kosmos i wędrówki planet.
My bure kolory – one wybuch wulkanu.
Pragniemy rozpoznać fragment rzeczywistości,
poukładać, przypisać, odnieść się, zaklepać.
Upewnić się, że wiemy. Dzielimy się. Prowadzimy…

Dokąd? Co takiego wiemy?
W czym chcemy mieć pewność?
Bądźmy obok uważni i gotowi – by widzieć, a nie patrzeć.
By pomóc, jeśli pomoc jest potrzebna.
By milczeć i trwać w zachwycie.
Nie przeszkadzać…
I może wtedy, w nie narzucającym się towarzyszeniu,
uda nam się dostrzec kogoś wyjątkowego. Dziecko!

wencel-sensoryka-8

dzika-jablon-sens12

dzika-jablon664d

dzikajablon-mal3  wencel-sensoryka-1   dzika-jablon664b

dzikajablon-mal1  dzikajablon-mal5

dzika-jablon664a

dzikajablon-malowanie-sola

plastyka-sensoryka9

plastyka-sensoryka4

Towarzystwo Bałwanów Domowych

dzika-jablon-649

Można w domu założyć własną organizację pożytku domowego, np. Towarzystwo Bałwanów Domowych.
Można stworzyć członków tej grupy od podstaw, zupełnie po swojemu.
Można zebrać w salonie: brystol, tekturę, talerzyki papierowe, nożyczki, trochę krepiny i papieru kolorowego.
Można wyciąć kształty, które udają, sugerują lub przypominają części twarzy, ale mogą to też być zwykłe, podstawowe kształty.
Można komponować wizerunki nieskończoną ilość razy i nie nudzić się wcale a wcale.
Można bawić się w okazywanie i pokazywanie emocji na twarzach bałwanków.

Nie wiem jaki pożytek z bałwanów w domu – w kuchni i nudnych pracach domowych z pewnością nie pomogą – ale za to dostarczają wspaniałej zabawy, pomagają w rozwijaniu małej motoryki i wyobraźni, uwrażliwiają na kolory i emocje, uczą kształtów i części twarzy, no… zajmują się dziećmi, a jednak bywają pożyteczne :) I nie roztapiają się, gdy wychodzi słońce.

Nie trzeba daleko szukać sztuki. Sztuka jest w domu!

dzika-jablon-649a

dzika-jablon-649b

dzika-jablon-649c

dzika-jablon-649d

dzika-jablon-469g

dzika-jablon-649e

dzika-jablon-649h   dzika-jablon-649i

dzika-jablon-649k

dzika-jablon-649l copy

dzika-jablon-649f

Dzień niszczenia

dzikajablon559

Dziś nietypowo. Zazwyczaj twórczo i konstruktywnie. A ja tu proszę o destrukcji. Popsuję trochę nastroje :) Czasem bowiem nadchodzi dzień niszczenia i zamętu. Odzywają się w córce destruktywne impulsy i ze swoją niewinną, słodką miną oznajmia: Chcę coś zniszczyć!

Nie wiem jak Wy, drodzy Rodzice, reagujecie w podobnych przypadkach, ale ja jestem za tym, aby pozwolić dziecku podążyć za impulsem, tyle że w sposób kontrolowany i nie krzywdzący innych. Więc w duchu się śmieję (bo mnie to rozśmiesza), ale kiwam głową z empatią, że Hm, rozumiem… i  kombinuję, jak to zorganizować :)

Tego dnia ciuchy poszły na warsztat. Stare i za małe, skitrane w szafie. Milo z lubością zabrała się za cięcie, darcie, szarpanie, mazanie, rozrywanie! Przyjemność sprawiał jej dźwięk trzeszczących szwów i rozpadającego się materiału. Gdy wycięła dziurę na łokciu, była wniebowzięta :) Posapując, z językiem na brodzie, przejęciem na twarzy i niecodziennym błyskiem w oku, „pracowała” przez prawie godzinę, ćwicząc oczywiście chwyt, precyzję i koncentrację :) Co chwila wybuchała śmiechem, a już zupełnie odleciała przy ubieraniu zabawek w zniszczone ubrania!

dzikajablon563

dzikajablon567c

dzikajablon567

dzikajablon566

dzikajablon564

dzikajablon561

dzikajablon562

dzikajablon560

dzikajablon565

dzikajablon568

Powyższe zdjęcie jest dla mnie idealną ilustracją współistnienia tak różnych impulsów w człowieku. Różowe skrzydła wróżki oraz stworki-potworki gotowe na „wredną” psotę to nic innego jak symbol dwoistości dziecięcych potrzeb, naturalny mariaż pragnień konstruktywnych i destruktywnych. Dziecko też niech wie, że może być i takie i takie w swej naturze. Nie tylko „dobrze ułożone”. Dobrze jest czasem dać ujście temu mniej popularnemu impulsowi. Tak dla równowagi :)

Szepty i krzyki

dzikajablon288

Jak znosicie krzyk dziecka? Swojego, rzecz jasna, bo cudzego – jak twierdzą niektórzy – znieść nie podobna. I nie mówię tu o zwykłym płaczu, pisku czy wisku, ale o wielkim krzyku. W wybuchu złości, w poczuciu niesprawiedliwości, gdy wali się świat z powodu odmowy czy niezrozumienia. Gdy pozostaje już tylko tupać z całej siły albo położyć się na ziemię albo wyprężyć jak struna i zawyć… Dziecko zalewają trudne emocje, a rodzica krew zalewa.

W obliczu nagłego starcia sił matki i córki doświadczyłam ostatnio pewnej ambiwalencji. Z piersi Milo wydobył się krzyk i poczułam w moim ciele rozprzestrzeniającą się wibrację. Dudniło mi w bębenkach, mrowiło w dłoniach i stopach, włosy stawały dęba…

Nosimy w sobie pamięć różnych krzyków. Jednym z tych, które wybrzmiały we mnie na długo, był usłyszany kiedyś krzyk matki Fanny i Aleksandra w filmie Bergmana (1982), krzyk rozpaczy i niezgody na odejście ukochanego człowieka. Krzyk życia w obliczu śmierci…

Wracając jednak do mojego domu, krzyk córki był długi, intensywny, czysty. Przerażający. Odpychający. Nie słabł. Wwiercał się w mózg, wgryzał w ciało, atakował zmysły, kaleczył duszę. Nie wytrzymam! zdążyłam pomyśleć nie raz. Bynajmniej nie miałam ochoty wspierać dziecka, przytulać, trzymać za rękę, prowadzić na jasną polanę, ku światłu… Chciałam uciekać! Z drugiej strony… poczułam dziwną ekscytację. Wpuściłam ten krzyk do siebie, zaprosiłam, żeby się rozgościł. Już tak mnie nie pokiereszował. Zamknęłam oczy. Cieszyłam się, jakbym sama się uwalniała z odkładającej się warstwami złości! Doświadczenie wyrażania siebie w wydaniu tej małej istotki okazało się tak intensywnym przeżyciem, że samo postrzeganie przeze mnie krzyku mojego dziecka ewoluowało niepostrzeżenie. Wielki krzyk rozprzestrzeniał się po całym domu, wydostawał na balkon, pomiędzy pachnące liście starej lipy, i wznosił do nieba…

Wyobrażacie sobie ten krzyk? Pełny, wolny i głęboki jak oddech! Afirmujący życie i moc płynącą z głębi ciała i duszy. Poczułam wdzięczność mojej córce za to niezwykłe, uwalniające doświadczenie. Dlaczego dziś pewne impulsy bardziej na mnie działają, a kiedyś nawet nie zdawałam sobie sprawy z ich roli w moim życiu? Nagle wszystko wydało mi się proste: dość mam już szeptów, chcę krzyczeć :)

dzikajablon287

dzikajablon290  dzikajablon291b

dzikajablon291c

dzikajablon293

dzikajablon294

dzikajablon295

dzikajablon289

dzikajablon296