Brzechwa dzieciom. Wspomnienia wszystkie

Pan Kleks, dzieła wszystkie i wszystkie wspomnienia! Czyż postać szalonego profesora z chrapiącym, niskim, żartobliwym głosem o brzmieniu Piotra Fronczewskiego nie  jest częścią niewymazywalnych danych dysku twardego, które wgrano nam, dzieciom z pokolenia lat 70-tych, pochwytujących magię dzieciństwa w samowystarczalnych czasach peerelu? Czy przygody wrażliwego i spragnionego uwagi Adasia, z dzisiejszej perspektywy w nieco infantylnym odcieniu,  i jego udział w życiu Akademii, nie naznaczyły naszej masowej wyobraźni na zawsze? Któż się nie bał wilków maszerujących na zamek z przygody szpaka Mateusza, jednej z najciekawszych i najbardziej tajemniczych postaci tej historii? Film zrobił swoje, przyznaję. Książkę czytałam jako dziecko, lecz już bez takich wypieków na twarzy jakie dał mi ruchomy obraz. Przygody pana Kleksa ani Podróże już nigdy nie poruszyły tej struny duszy jak pierwsza część przygód.

Dziś z wielką przyjemnością sięgam po książkę łączącą mnie w tempie ekspresowym z wrażliwością dziecka tamtych czasów. I choć nie znajduję już dawnych połączeń i podniet, czysty sentyment do tekstu nie pozwala mi oderwać się od perypetii Akademickich uroczych hultajów. I choć pamiętam własną dziecięcą niezgodę na brak dziewczyn w roli uczennic ekscentrycznego Kleksa z policzkami pełnymi piegów, pamiętam strach z gęsią skórką wędrującą wzdłuż kręgosłupa na wieść o Anatolu, który zasiał zamęt i zniszczenie oraz wielki smutek z powodu zamknięcia Akademii, dziś już mnie ta historia nie elektryzuje, ani nie porusza. Wzbudza raczej pobłażliwy uśmiech, a czasem nawet wprawia w lekkie poczucie zażenowania, że tak infantylne wiersze i piosenki mogły aż tak rozpalać pragnienia… zastanawiam się czy jako osoba dorosła złapałam aż taki dystans do dziecięcych fascynacji czy czasy aż tak bardzo się zmieniły?

Bez względu na wszystkie moje ukłucia w sercu, niedopowiedziane żale czy niezrozumiałe po latach odczucia, książka jest piękna! To wydanie składa się z trzech historii – Akademii pana Kleksa, Podróży pana Kleksa i Tryumfu pana Kleksa. Stanowi część większej serii Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie, z której już jesienią ujrzymy kolejny tom Teatrzyki. Pozostałe to: Bajki, Wiersze oraz cykl o panu Kleksie. warto odbyć taką podróż, spotkać się z Kleksem i duchami dawnych ekscytacji.

Poza tym, to moje drugie spotkanie z twórczością Marianny Sztymy i – tak jak poprzednio, w wypadku Mojego cudownego dzieciństwa w Aleppo – jestem pod wielkim wrażeniem jej kunsztu. Ta książka jest warta uwagi właśnie ze względu na bogate, wrażliwe, rozpościerające się przed naszym wzrokiem niezwykłe ilustracje. Dodajcie jeszcze pokaźny format, twardą oprawę i dobry papier! Taką publikację warto mieć u siebie :)

Kleks już na zawsze będzie miał dla mnie oblicze znanego polskiego aktora, nic na to nie poradzę – ta kreacja zapisała się zbyt głęboko w świadomości dziecka, jakim byłam ponad trzydzieści lat temu w określonym momencie dziejów Polski. Dziś, będąc dorosłą kobietą i mamą dwójki dzieci, do tego zafascynowaną ilustracją książkową, w pełni tracę głowę dla wizji Marianny Sztymy!

Są piękne, lekkie, wszędobylskie, roztańczone, wibrujące na podobieństwo muzyki, wdzierają się pod powieki, aby pozostać tam na dłużej. Są bardzo niezależne od tekstu, choć z nim za nim nadążają; powiedziałabym, że jednocześnie mocno z nim konkurują, Szata graficzna ma tak odrębną dynamikę i promieniuje własną magią, że obraz stworzony przez autorkę mógłby swobodnie obejść się bez tekstu. Ilustracje są zaproszeniem do zgłębiania drobnostek, niuansów, zakamarków i tajemnic. Tu i tam można w nich przepaść jak w głębinie czy będąc wciągniętym przez wir. Delikatne w stylu, pełne plam i kresek, podszyte wewnętrzną melodią i emocjami, opowiadają spójną historię złożoną z dziesiątek niepozornych scenek. Był taki moment, że wzruszyły mnie do głębi, bo gdzieś na kartach, w niepochwyconym ułamku sekundy, poczułam powinowactwo tych obrazków z magią ilustracji mistrza Szancera… Tą magią, która stworzyła moje dzieciństwo w osobistych, głębokich, samotnych spotkaniach z książką, która wciąż wibruje we mnie do dziś. I za te niezwykłe przeżycia wizualne i emocjonalne jestem wdzięczna Mariannie Sztymie :)

O samym Kleksie już nie piszę, nie przywołuję fabuły poszczególnych części – sami wiecie – klasyka! Wszyscy znamy tę historię. Nie przedłużając więc (bo i tak już utonęłam w zachwytach), napiszę tylko, że taka czarodziejska książka powinna zawitać do Waszych domów i zamieszkać na tej półce, do której często się sięga. A przynajmniej zapamiętajcie to wydanie dzieł Brzechwy jeszcze z pewnego prozaicznego, praktycznego powodu – książka świetnie nadaje się na prezent!

Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Pan Kleks
autor: Jan Brzechwa
ilustracje: Marianna Sztyma
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
oprawa: twarda
wiek: 6+
cena okładkowa: 69 zł

Znasz tę książkę? Zaciekawiła Cię recenzja?
Napisz w komentarzu. Ślad Twojej obecności to szansa na inspirującą wymianę!
Wpadnij z wizytą do Dzikiej Jabłoni na Facebooku :)

Jan Marcin Szancer i Antoni Uniechowski. Wspomnienia / Przygody z książką 3

dzika-jablon801wx

Dziś nie naciągnę Was na wydatki książkowe. Dziś wzięło mnie na wspomnienia i pokażę Wam stare książki. Klasyka mojego dzieciństwa. Dwie sylwetki kiedyś stale obecne i ważne, dwa nazwiska, które na zawsze naznaczyły moją dziecięcą wyobraźnię.

Dziś czeka na Was dużo zdjęć. Zapraszam do świata ilustracji dla dzieci sprzed kilku dekad – Jan Marcin Szancer i Antoni Uniechowski w rolach głównych!

dzika-jablon801h

Tajemnicze inicjały

Widzicie litery w prawym dolnym rogu książki? To zakamuflowane w ilustracji „jms” albo „AU” wydawało mi się bardzo, bardzo tajemnicze, gdy jeszcze byłam małą czytelniczką. Miałam blade pojęcie o podpisach i inicjałach, nie wnikałam kto jest autorem danego obrazka. Obrazki były dla mnie anonimowo piękne!

dzika-jablon801l

dzika-jablon801st

dzika-jablon801ppp

Chciałabym pokazać Wam cztery wyjątkowe książki, które miały dla mnie jako dziecka wielkie znaczenie. Tak się składa, że wszystkie są zilustrowane przez J. M. Szancera i A. Uniechowskiego. Są takie książki, których tekst mógłby dla mnie w zasadzie nie istnieć, bo ilustracje załatwiały sprawę. Mimo że nauczyłam się czytać dość wcześnie, niektórych opowieści po prostu nie chciało mi się czytać, wolałam sama snuć swoje historie i przygody, zanurzając się w podsuniętych przez ilustratorów obrazach. Taką książką była dla mnie pierwsza część przygód Kasi i Piotrusia (o istnieniu drugiej części dowiedziałam się niedawno dzięki Przygodom z książką).

dzika-jablon801x

Dom pod kasztanami
autorka: Helena Bechlerowa
ilustrował: Jan Marcin Szancer
wydawnictwo: Nasza Księgarnia

dzika-jablon801a

dzika-jablon801b

Stare strychy pełne gratów zawsze wydawały mi się najbardziej inspirującymi przestrzeniami do eksploracji dla dzieci. Moja babcia Nela też miała taki strych, z zakurzonymi rysunkami, walizami, tobołkami, meblami. Czas uśpionych przedmiotów, zapomniane muzeum, święta przestrzeń opuszczona przez czas i pamięć ludzi… Kraina wyobraźni. Ach!

dzika-jablon801c

Makówkowy Król. Gdy patrzę na ten obrazek, od razu przypominają mi się wakacje u babci i ogród, w którym rosły maki. Zamierzchłe czasy, gdy obserwowaliśmy cykl życia makówki, a najbardziej korciło wyciąganie jeszcze białego, miękkiego maku z niedojrzałej kulki. Pamiętam wciąż ten cichutki stukot wysuszonych ziarenek, które, po potrząśnięciu makowego domku, wylatywały nam na dłonie przez maleńkie okienka…

dzika-jablon801d

dzika-jablon801e

dzika-jablon801f

dzika-jablon801i

dzika-jablon801j

dzika-jablon801g

Tak wygląda dziś tył książki. Wiem, nie ma się czym chwalić… przypuszczam, że była to moja interpretacja Kasi, Piotrusia i kota Tymonka-Tygryska :)

Brzechwa dzieciom
autor: Jan Brzechwa
ilustrował: Jan Marcin Szancer
wydawnictwo Nasza Księgarnia

Tym razem zbiór wierszy. Wiele z nich wszystkie dzieciaki z dawnych lat znały na pamięć. Poza tym była to lektura dla klasy pierwszej. Uwielbiałam poczucie humoru autora!

dzika-jablon801k

„Posłał kozioł koziołeczka
po bułeczki do miasteczka”
Tak zaczynał się jeden z moich ulubionych wierszy.

dzika-jablon801m

dzika-jablon801o

Niezwykła galeria portretów bohaterów tej książki do dziś pozostaje w pamięci. Te obrazki kochałam za kolory; dziś doceniam też wielką swobodę i kunszt wykonania. Stonoga!

dzika-jablon801n

Wiadomo, że Kaczka Dziwaczka była dziwna, ale najdziwniejsza wydawała mi się ta ilustracja. Trochę odstająca od reszty, stworzona jakby w innym stylu – z postaciami schematycznymi, narysowanymi bardzo umownie, wcale nie jak u Szancera – odrealnionymi. I te głowy bez twarzy… Jak byłam mała, myślałam o tej ilustracji jako o niedokończonej ;-)

dzika-jablon801pp

Fascynował mnie ten elegancki lis, ale już długi – wielostronicowy – wiersz o jego przygodach był dla mnie nie do przełknięcia ;-)

Baśnie narodów Związku Radzieckiego
autorki: W. Markowska i A. Milska
ilustrował: Antoni Uniechowski
wydawnictwo Nasza Księgarnia

Moja kolejna miłość. Dziwny tytuł – najważniejsze, że bajki, reszta brzmiała dla mnie niezrozumiale, a więc egzotycznie. Podobało mi się, że są tam różne bajki z wielu krajów, co czuło się w imionach (Iwan, Miszka, Aleksy, Gregory, Aszwili, Sałym-chan) oraz ilustracjach, na których bohaterowie opowieści mieli na sobie dziwne stroje. Lubiłam też takie obco brzmiące słowo jak carewna. Carewien i królewien zresztą było w tych baśniach mnóstwo. Nie mogłam od nich oderwać oczu :)

dzika-jablon801s

dzika-jablon801ss

dzika-jablon801t

dzika-jablon801u

dzika-jablon801tt

dzika-jablon801uw

dzika-jablon801ww

Najbardziej lubiłam bohaterki, które nie czekały całe życie na księcia, który przypadkiem zaplącze się w las, zakocha się, uratuje i weźmie za żonę, lecz takie, które były aktywne i radziły sobie w trudnych okolicznościach na przykład dzięki sprytowi :)

dzika-jablon801w

Księga papugi
opracowanie: W. Markowska i A. Milska
ilustrował: Jan Marcin Szancer
wydawnictwo Książka i Wiedza

O baśniach perskich już kiedyś pisałam przy okazji bajkowego projektu blogowego, w ramach którego robiłyśmy z Milo wspaniałe kolorowe przedstawienia do baśni z różnych stron świata. Podobnie jak baśnie z ZSRR, lubiłam tę książkę za egzotykę i przepiękne, kolorowe ilustracje Szancera. Zachwycała mnie też szkatułkowa narracja: ktoś opowiadał historię, w której ktoś opowiadał historię, w której to ktoś inny opowiadał kolejną historię…

dzika-jablon801y

Niewiarygodne – ta książka ma ponad sześćdziesiąt lat (wydanie z 1951 roku), a trzyma się rewelacyjnie jak na swój wiek :)

dzika-jablon801xx

Mali-Szeker…

Szancer po raz kolejny zaczarował mnie – małą dziewczynkę! Jak już napatrzyłam się na bogate stroje pięknych kobiet o imionach brzmiących jak nazwy przypraw z dalekich krajów, zakładałam specjalne zeszyty z modą, w których powstawały niesamowite kolekcje kobiece. Lubiłam rysować, a Szancer był w tamtym okresie, choć tego sobie nie uświadamiałam, wspaniałą inspiracją.

dzika-jablon801xyx

dzika-jablon801z

Piękna i mądra Mir-I-Szach-Bano…

dzika-jablon801z3

Dilefruz…

dzika-jablon801z2

dzika-jablon801zz

Koty Szancera

Kilka kocich portretów wg Szancera, z różnych opowiastek i źródeł. Lubię te oczy :)

dzika-jablon801z4

dzika-jablon801yy

Tak wyglądałam wczoraj w nocy na klawiaturze komputera, obrabiając zdjęcia do tego wpisu :)

dzika-jablon801r

Uwiodły mnie stare książki. Chyba pokuszę się któregoś razu o jeszcze więcej wspomnień. Za dwa tygodnie mam jednak trochę inne, bardziej współczesne, plany. Do zobaczenia!

P.S. U Dwóch Sióstr świeże wznowienie Małej księżniczki z ilustracjami Antoniego Uniechowskiego.

Na koniec zapraszam do odwiedzania pozostałych blogów w Przygodach z książką :)

Print