Plastelina, ciastolina, zwierzyna i rodzina

dzikajablon600

Ostatnimi dniami ręce Milo szukają okazji albo do wspinania (wysoko!) i przygód na placu zabaw, albo kontemplowania kolorowej masy. Tak więc plastelina, ciastolina i masy domowej roboty królują w jesienne wieczory, dając ujście wyobraźni, przerabiając emocje zebrane w ciągu dnia. Pamiętam, że jako mała dziewczynka też spędzałam godziny na lepieniu, i choć jedzenia w domu nie brakowało, obsesyjnie kleciłam z plasteliny kosze pełne warzyw i owoców, półki zastawione jedzeniem i urodzinowe torty :) Potem latami się kurzyły te moje fantazje za szybą babcinego kredensu. Nie tak dawno dostałam od Milo małe mieszkanko z plasteliny, teraz zaś motywem przewodnim są ludzie (patrz portret rodzinny: tata, córka i mama) oraz zwierzęta. Dzielę się więc dzisiaj spontaniczną rzeźbiarską twórczością, zupełnie zwyczajnie. A, o dziwo, zabawa nadzwyczajna, za każdym razem od nowa!

dzikajablon600a

dzikajablon600g

dzikajablon-domy

dzikajablon600h

dzikajablon600k

dzikajablon600b

dzikajablon600l

Domek Małej Mamy

dzikajablon214

Ile można pisać o zaletach plasteliny i podobnych mas, na które przepisy można znaleźć w internecie w dziesiątkach miejsc! Wiem, wiem, każdy rodzic to przerabiał :) Ja sama w dzieciństwie niezmordowanie lepiłam swój własny mikrokosmos, który potem latami zbierał kurz na szklanej półce w babcinym kredensie. Nietknięty, zakonserwowany, podziwiany. Znak, że praca została doceniona. Wiadomo, że lepienie, toczenie wałeczków, poszukiwanie w tej ciepłej miękkości wyjątkowych kształtów bardzo rozwija dziecięce rączki. Wiadomo. Co najbardziej jednak mnie uderza na samo wspomnienie wielu godzin „plastusiowej” pracy to skala przygody z własną wyobraźnią. Praktycznie nieograniczone możliwości. I niesamowite skupienie (żałuję, że dziś tak trudno mi osiągnąć taką koncentrację) wynikające z zaangażowania w pracę i bycia we własnym świecie.

Ale miało być o Domku Małej Mamy :)

dzikajablon209 dzikajablon212 dzikajablon216

Kto z nas jako dziecko nie miał sekretnych schowków i tajemnic nie uszczkniętych ciekawością dorosłych? Kto nie marzył o dalekiej podróży maleńką łódką z łupiny orzecha? O przygodach małych ludzi: Calineczki, Tomcia Palucha, a dziś – Hani i Jasia, których Kot Prot zachęca, by nacisnęli czerwony pstryczek! Guzik pomniejsza ich do takich rozmiarów, że z powodzeniem mogą odwiedzić świat mrówek, pszczół i świetlików… Więc ja dostałam wczoraj zaproszenie do małego domku z plasteliny: Mamo, ja będę Guliwerką, a ty Liliputką, Małą Mamą. I zamieszkasz w Małym Domku, w Małym Łóżeczku, a tu w Małej Miseczce masz jedzenie :)

Rozczuliła mnie skorupka orzecha wypełniona skarbami: sreberkami, cekinami, suchymi kwiatkami i nasionkami. Niesiona i chroniona w dłoni z największą ostrożnością. Przypomniały mi się moje ogrodowe skarby, suszki, znajdki-zguby, kamyki, błyszczące pancerzyki żuków śpiących snem wiecznym… zakopywane w haftowanej (podkradzionej mamie albo babci) chusteczce pod krzakiem porzeczki w upalne południe. Osobisty rytuał dzieciństwa. Piękny, prosty, cichy gest. A przecież nie mój tylko, bo, choć to doświadczenie z kategorii tych jednostkowych, intymnych, to w końcu uniwersalne, powtarzalne, znane wielu wtajemniczonym :) Niewiarygodne, jak uczestnictwo w świecie naszych dzieci przenosi nas w czasie i umożliwia dotknięcie własnego dzieciństwa jak gdyby na nowo. Rozsmakowuję się  podwójnie…

dzikajablon210 dzikajablon211b dzikajablon213 dzikajablon215 dzikajablon217

A gdy nadeszły plastelinowe zwierzęta z podniesionymi ogonami i zmieniły się w piratów, nastały pirackie czasy. Dwie platformy z „plastuśkami” – tekturowa i plastikowa – już teraz oficjalnie nazwane statkami, starły się na wzburzonym morzu w wielkiej bitwie. I ja, Mała Mama, tam byłam. Miodu ani wina co prawda nie piłam. A co widziałam, opisałam :)