Portrety zwierząt z masy solnej

dzika-jablon683

W zaciszu ogrodu, w zapachu wiosennej trawy i kwitnących jabłoni, w ostrych, upragnionych promieniach słońca, powstały pamiątkowe portrety zwierząt leśnych. Skomponowane z ziaren, przypraw, szyszek i gałązek, na bazie masy solnej, „oprawione” w papierowe talerzyki i „doprawione” opowieściami z lasu…

Wiewiórka, lis, jeż i sowa. Liść laurowy, cynamon, ziele angielskie, kukurydza, soczewica. Mieszanie, ugniatanie, wciskanie, przekładanie. Lekkość! Bycie razem! Całus. Taniec rąk. O matko z córką! :)

dzika-jablon683a

dzika-jablon683b

dzika-jablon683c

dzika-jablon683d

dzika-jablon683e

dzika-jablon683g

dzika-jablon683f

dzika-jablon683h

dzika-jablon683i

Jesienna sesja foto

dzikajablon618e

Przez całą jesień przebieranki w jesiennej stylizacji cieszyły się u nas szalonym powodzeniem. Doprowadzały Milo do spazmów – tak bardzo rozśmieszały ją jej własne realizacje na modelach, którymi stały się psy i miśki… Na moich oczach Marian, Edzio, Nadia i inni przechodzili metamorfozy. Co tu dużo mówić, była dobra zabawa, rewia mody, jesienne spacery i stylizowane portrety :) :) :)

dzikajablon618b

dzikajablon618c

dzikajablon618d

dzikajablon618g

dzikajablon618h

dzikajablon618i

dzikajablon618l

dzikajablon618k

dzikajablon618m

dzikajablon618j

dzikajablon618n

Plastelina, ciastolina, zwierzyna i rodzina

dzikajablon600

Ostatnimi dniami ręce Milo szukają okazji albo do wspinania (wysoko!) i przygód na placu zabaw, albo kontemplowania kolorowej masy. Tak więc plastelina, ciastolina i masy domowej roboty królują w jesienne wieczory, dając ujście wyobraźni, przerabiając emocje zebrane w ciągu dnia. Pamiętam, że jako mała dziewczynka też spędzałam godziny na lepieniu, i choć jedzenia w domu nie brakowało, obsesyjnie kleciłam z plasteliny kosze pełne warzyw i owoców, półki zastawione jedzeniem i urodzinowe torty :) Potem latami się kurzyły te moje fantazje za szybą babcinego kredensu. Nie tak dawno dostałam od Milo małe mieszkanko z plasteliny, teraz zaś motywem przewodnim są ludzie (patrz portret rodzinny: tata, córka i mama) oraz zwierzęta. Dzielę się więc dzisiaj spontaniczną rzeźbiarską twórczością, zupełnie zwyczajnie. A, o dziwo, zabawa nadzwyczajna, za każdym razem od nowa!

dzikajablon600a

dzikajablon600g

dzikajablon-domy

dzikajablon600h

dzikajablon600k

dzikajablon600b

dzikajablon600l

Smaczne portrety

dzikajablon594

Zainspirował Giuseppe Archimboldo, szesnastowieczny malarz, który stworzył portrety m.in. cesarza Rudolfa II, alegoryczne przedstawienia urodzaju i obfitości. Twarze zbudowane z owoców, warzyw, ryb, kłosów… Portret i martwa natura w jednym. Pooglądałyśmy. Milo baaardzo się śmiała. Zrozumiała o co chodzi… :)

dzikajablon594zz

dzikajablon594zzz

Zaczęłyśmy więc od sztuki. Potem luźna rozmowa ( w stylu po co nam buzia i język – bezbłędne trafienia). Czas na eksperyment! Przy okazji dowiedziałam się, że nie ma 5 smaków jak w cenionej przeze mnie kuchni 5 przemian, ale, prócz słodkiego, słonego, gorzkiego i kwaśnego jest dziwny smak umami! Jak żyję, nie słyszałam o takim, ale podobno został niedawno opisany, więc może coś akurat przeoczyłam jak przewijałam dziecko :) Receptory kwasu glutaminowego czyli rosołowa tłustość na języku. Kostek na zupę, weget i kucharków nie używam, więc nie rzuciło mnie na kolana z powodu tego odkrycia. Ale zawsze to nowa wiedza.

Nasz smakowy eksperyment polegał na próbowaniu 4 smaków, których receptory znajdują się na języku: słodki, kwaśny, gorzki i słony ulokowały się w nakrętkach, a jak się domyślacie, cukier cieszył się największym powodzeniem. Wylizany został do dna, do cna, jeszcze, jeszcze! Smaki rozpoznane, opisane, więc przechodzimy do miłego ćwiczenia. Jednorazowa praca plastyczna – fajny przerywnik :) Z tektury wycięty wielki język ląduje na stole, a w miseczkach kolorowe kółka – każdy z 4 kolorów odpowiada jednemu smakowi. Milo tworzy własną legendę i już wiemy jak kółka odczytać. Podobno ta mapa smaków na języku mocno przestarzała, ale co tam, dobrze się bawimy, umiejscawiając na tekturowym jęzorze kubki smakowe w postaci naklejek z folii samoprzylepnej… Odprężające ćwiczenie, a po nim właściwa zabawa…

dzikajablon594o

dzikajablon594p

dzikajablon594r

dzikajablon594s

dzikajablon594t

dzikajablon594u

dzikajablon594d
Smaczne portrety

Ta część trwała dwa dni. Dzień zdrowy-witaminowy i dzień pełen słodyczy (który wybralibyście?) Odpuściłam już sobie moje prozdrowotne zapędy, a Milo była zachwycona, kiedy na kuchennym stole wylądowały lizaki, czekolada, chrupki, ciastka i paluszki :) Malarz Archimboldo przyświecał naszym działaniom, ale tylko trochę, bez przesady. Układanie portretów. To było wolne, kreatywne i szalone! Co chwila rozlegały się tajemnicze okrzyki: Zjadam czekoladowe ucho! Odgryzam rączkę! Ale pyszna buzia! Totalna eksploracja smaku słodkiego :) Przypomniała mi się pysznie opisywana chatka Baby Jagi z bajki…

Innego dnia powstały obrazy z warzyw i owoców – też słodko, ale inaczej. I wyznania: Zjadłam żabie rękę… i głowę robakowi! Mmm, ale smakowite nóżki! Trochę porozmawiałyśmy o smaku witamin zamieszkałych  w tych kolorowych obrazkach. Poćwiczyłyśmy słownictwo, etc. Nic jednak nie równa się z wybuchami śmiechu i ponadgodzinną zabawą w układankę, opowiadanie historii i taniec zmysłów: dotyku, smaku, węchu i wzroku! A jak już się najadłyśmy, zasiadłyśmy przed ekranem, szukając adekwatnego odcinka kultowego filmu Było sobie życie… Smacznego!

dzikajablon594a

dzikajablon594-3

dzikajablon594e-2

dzikajablon594w

dzikajablon594b

dzikajablon594e  dzikajablon594g

dzikajablon594h

dzikajablon594i

dzikajablon594f

dzikajablon594j

dzikajablon594k

dzikajablon594l

dzikajablon594m

dzikajablon594n

dzikajablon594c

To nasz przedostatni Zmysłowy Piątek. Po ciekawe informacje na temat zmysłu smaku zajrzyjcie na bloga Projekt: Człowiek, gdzie wszystko się zaczęło :) No właśnie, dopiero zaczynałyśmy, a tu już koniec bliski tej przygody… Zapraszam do odwiedzania blogów innych mam biorących udział w projekcie oraz do zapoznania się z relacjami z przygody z innymi smakami na blogu Dzikiej Jabłoni :)

Ścieżka Równowagi – zmysł równowagi
Drabina sensoryczna – zmysł dotyku
Księżniczka i ziarnko grochu – zmysł propriocepcji
Ściana muzyczna – zmysł słuchu
Festiwal zapachów – zmysł zapachu

Królewna Lilia

dzikajablon316

Drugi dzień odrealnionych wakacji w mieście, jak nie w mieście. Żadnych betonów, tramwajów, klaksonów, pielgrzymek po zakupy w piekącym słońcu. Tylko przyroda i chłodny wiatr na czole…, kanapka, woda, morele i pestki lądujące w upalnym kosmosie pod krzakiem porzeczki, Mamo, a dlaczego te ważki są tak dziwnie zczepione? Planeta mrówek pod plecami, włosie z pędzli zastygłe w malowanych portretach… aż po zachód słońca.

Portrety! Najpierw pojawiła się Królewna Lilia, ułożona z kamieni, w trawie, w pantofelkach z patyków, w sukni w groszki i z roztańczonymi włosami. Miały przyjść jeszcze jej koleżanki: Królewna Sarna i Królewna Jarzębinka, ale utknęły w korku :) Ale skoro goście, to ustrojenie! Królewski namiot zyskał magiczną, misterną oprawę w postaci girlandy z kwiatów koniczyny i pobliskich roślin przypiętych do sznurka żabkami do bielizny. Wielofunkcyjny sznurek posłużył jeszcze tego dnia do ekspozycji prac, powiewających w słońcu jak chorągwie. A w natłoku spraw starczyło nawet czasu na nowe wakacyjne doznania – pierwszy w życiu manicure :) Argument Milo:

– Mamo, chcę takie paznokcie jak ty…
– Po co? Skąd taki pomysł u małej dziewczynki?
– Chcę! Bo… nigdy nie miałam!
 dzikajablon311

dzikajablon312

dzikajablon313

dzikajablon314

dzikajablon315

dzikajablon318

dzikajablon317

dzikajablon310

dzikajablon320

Buszująca w biurku

dzikajablon59

Dane są: monety, kolczyki, baterie, długopisy, mazaki, fragmenty pendrive’a i aparatu fotograficznego. Cokolwiek na biurku lub w biurku. Oczywiście nie namawiam do pozostawiania młodszych dzieci bez rodzicielskiej opieki nawet na chwilę przy biurku (ze względu na różne drobne elementy, które mogą się pojawić w przestrzeni pracy), ale Milo – jako trzyipółlatka – ma już opanowaną kwestię nie pakowania drobiazgów do buzi. Pod tym względem mogę być spokojna. Co mnie zaciekawiło tym razem, to działanie przypadku – dosłownie wszystko, co się znalazło pod ręką, posłużyło do zabawy. Dzieci uwielbiają miejsca pracy dorosłych :)

dzikajablon60

Biurko – jako wyjątkowa przestrzeń do eksplorowania w ogóle – przywołuje we mnie dziecięcą fascynację głębokimi szufladami w starym biurku taty, które uwielbiałam zgłębiać bez końca. Za każdym razem to była przygoda. Niekończąca się opowieść. Święty czas, kiedy świat przestawał dla mnie istnieć. Spośród papierów, notesów, długopisów, słowników, starych talii kart z wytartymi twarzami królów i dam, popielniczek, pudełek z pieczątkami, gąbek nasiąkniętych tuszem… najbardziej przyciągały moją uwagę ołówki ciasno ułożone w wąskich pudełkach. Zalegały w szufladach w obłędnych ilościach. Było dla mnie oczywiste, że spały, czekały na mnie i ożywiały się dopiero w moich małych dłoniach. Na każdym ołówku dziwne kody z cyframi i literami H czy B. Jednak najbardziej tajemnicze było słowo KOH-I-NOOR (być może najbardziej tajemnicze słowo mojego dzieciństwa). Do dziś mam z nim pełne emocji skojarzenia :)

dzikajablon61