Dziecko w procesie twórczym. Nie przeszkadzać!

dzikajablon43

Artykuł ten napisałam parę lat temu dla Dziecisawazne.pl. Postanowiłam go przypomnieć, rozpoczynając tym samym cykl wpisów na temat wspierania rozwoju twórczego dziecka. Chciałabym podzielić się z Wami moimi doświadczeniami i obserwacjami, zarówno wyniesionymi z domu, najbliższego otoczenia obu moich córek, jak i poczynionymi podczas warsztatów dla najmłodszych dzieci, które prowadzę w Warszawie od 2013 roku. Rusza kolejna edycja moich autorskich warsztatów plastyczno-sensorycznych dla 2-3-latków KREATYWNY PLAC ZABAW. Chętnie opowiem Wam na czym polega ich specyfika, na jakich wartościach je zbudowałam, czym się różnią od zwykłych zajęć plastycznych i jakie korzyści dają moim cudownym, ciekawym świata podopiecznym :) Gotowi? Zaczynamy.

  1. Pozwólmy zanurzyć się dziecku w procesie twórczym i doświadczać po swojemu

Rodzice w dobrej wierze pragną wspierać dziecko w przedsięwzięciach artystycznych, a niekiedy nawet współuczestniczyć w jego procesie twórczym. Zdarza się, że dorosłym niełatwo  porzucić własne oczekiwania co do efektów pracy ich pociech. Jeszcze trudniej – poczuć się jak dzieci, które z natury nie mają ochoty podporządkować się radom, planom i wytycznym. Jaka postawa rodzicielska rzeczywiście wspiera kreatywny potencjał dziecka? Czy warto oddawać inicjatywę maluchowi? Być może przyjęcie roli obserwatora umożliwi rodzicom przeżycie niejednego zaskoczenia!

Meandry przygody

Przyglądanie się twórczemu procesowi, który dzieje się na naszych oczach z dziećmi w roli głównej, niemal zawsze przynosi zaskakujące odkrycia. Ciekawa i zabawna bywa ta szczególna konfrontacja dorosłego, który w myślach widzi już efekt wykonanego przez dziecko zadania (prostą drogę od A do Z), oraz dziecka, niemal całkowicie zatracającego się w pracy. Właśnie ta dziecięca świeżość, zaangażowanie i skupienie na doświadczaniu tu i teraz, mogą zaowocować fantastycznymi zwrotami akcji. Pozwólmy na to, by raz pochwycony przez dziecko wątek swobodnie meandrował, rozdwajał się i troił, gubił i odnajdował, tak po prostu… Nie poprawiajmy, nie instruujmy, nie ingerujmy, nie martwmy się. Dziecko jest w procesie twórczym i… właśnie doświadcza!

wencel-kal5

Rodzicu, nie wtrącaj się!

Rodzice bez wątpienia mają słuszne intencje, a niejednokrotnie entuzjazm we wspieraniu pracy dziecka. Ale zdarza się, że nie wiedzą bądź zapominają o wartości inicjatywy dziecka. A znaczy ona więcej niż najsłuszniejsze rodzicielskie oczekiwania. To ona – siostra intuicji – jest przewodniczką dziecka w krainie wyobraźni, nie warto więc jej krępować. Zanim „skorygujemy” pracę dziecka, ugryźmy się w język i zastanówmy, czy takie lub inne słowa nie sprawią, że dziecko zamknie się w sobie lub zniechęci:

  • Rysuj prosto, nie wychodź poza krawędzie.
  • A dlaczego to koło takie nierówne?
  • Uważaj, nie pobrudź się…
  • Spójrz na siebie, jak ty wyglądasz?
  • Co tak brzydko kolory zmieszałaś?
  • Dlaczego zniszczyłeś pracę? To był taki ładny samolocik…
  • Ale to przecież tak nie wygląda!
  • Daj, pokażę Ci, jak to się robi!

Okazanie szczerego zainteresowania pracą dziecka, powstrzymanie się od oceny i krytyki oraz prośba, by maluch sam opowiedział o swojej pracy będą dla niego rzeczywistym wsparciem.

dzikajablon8-2

Wędrówka w krainie wyobraźni

Czasem oczywiście trudno się powstrzymać od wygłaszania uwag i udzielania wskazówek. Szczególnie, jeśli według kryteriów dorosłych praca dziecka może się wydawać niedoskonała… Zachęcam jednak tych rodziców, którzy bardzo chcą towarzyszyć dziecku w tworzeniu lub w jakimś stopniu kontrolować przebieg i rezultat zabawy, a także tych, którzy obawiają się, że dziecko się pobrudzi, żeby wzięli głęboki oddech i spróbowali spojrzeć na twórczą przygodę dziecka z innej perspektywy. Jaka wspaniała i wyzwalająca może być niewiedza dorosłego odnośnie kierunku, w którym zmierza jego kreatywne dziecko! Czym będzie powstająca właśnie praca – jeszcze portretem (w wyznaczonych przez nas ramach)? Czy też zmieni się i stanie obiektem, na przykład postacią skomponowaną z poszczególnych części ciała, samodzielnie wyciętych i sklejonych? Na szczęście dzieci mają niezawodną zdolność odchodzenia od „tematu” zadania i potrafią wędrować gdzieś ku swoim własnym krainom…

dzikajablon608i

Ile razy miałam przyjemność doświadczyć zaskoczenia z rzeczywistego zainteresowania mojej starszej córki „swoimi sprawami” w ramach zaproponowanej przeze mnie zabawy! Jej pomysł niekoniecznie pokrywał się z moją intencją. I choć z niej wyrastał, po chwili ewoluował:

  • ja: portrety z masy solnej; córka: żonglerka kulą solną
  • ja: rysowanie ryb (płetwy, łuski, ogon); córka: rysowanie syrenek (mitologiczna galeria portretów)
  • ja: biżuteria z darów jesieni; córka: układanki i mandale na podłodze

Towarzyszenie dziecku w procesie twórczym jest właśnie tym czasem, kiedy – przyjmując rolę obserwatora, a nie kierownika – bezpośrednio doświadczam kreatywnego przetwarzania i wyrażania się poprzez sztukę. W wielu przypadkach to córka staje się moją przewodniczką – czasem prowadzi mnie w nieznane, innym zaś razem do krainy wspomnień. Lubię więc schować mapę, zapomnieć o wyznaczonej trasie oraz zaplanowanych atrakcjach i zdać się na przygodę. Czego i Wam, drodzy dorośli, życzę:)

wencel-sensoryka-8

Co o tym myślisz? Coś Cię poruszyło lub z czymś się nie zgadzasz?
Napisz w komentarzu. Ślad Twojej obecności to szansa na inspirującą wymianę!
Wpadnij z wizytą do Dzikiej Jabłoni na facebooku :)
Jesteś zainteresowany warsztatami plastyczno-sensorycznymi w Warszawie
lub znasz kogoś, kto chciałby uczestniczyć w nich razem z dzieckiem?

Daj mu znać. Serdecznie zapraszam :)
Justyna Wencel

Reklamy

Obrazy w metamorfozie

dzika-jablon760b

Malarstwo przemiany. Pejzaże tylko na chwilę, zanim dotyk nie zmąci kształtu.
Zabawa z kolorami w ciągłym ruchu, niecierpliwie, efemerycznie.
Tajemnice żywiołów, abstrakcyjna metamorfoza, eksperyment!

Do eksperymentu potrzebujemy:

  • koszulki do segregatora
  • kroplomierz
  • farby o rzadkiej konsystencji lub barwniki spożywcze rozpuszczone w wodzie
  • taśma do zaklejenia brzegu (aby malarska zawartość nie wylała się)
  • biała kartka do podłożenia pod spodem jako tło do eksponowania kolorów

Dwulatki i trzylatki będą zachwycone, ale zabawa z pięciolatką też daje radę! Oglądałyśmy koszulki pod światło. Nawarstwiałyśmy jedna na drugą, podziwiając przenikające się widoki. Teraz myślimy jak dalej wykorzystać te niesamowite efekty :)

dzika-jablon760a

dzika-jablon760d

dzika-jablon760c

dzika-jablon760e

dzika-jablon760f

dzika-jablon760g

dzika-jablon760h

dzika-jablon760i

Doświadczanie malarstwa

dzika-jablon664

Jestem niezmiennie zafascynowana różnorodnością sposobów przeżywania i doświadczania malarstwa przez dzieci, ich pomysłami na ekspresję. Odkrywaniem, że zanurzenie ręki w farbie, jej fizyczność, konsystencja i temperatura, to bycie całym sobą w procesie twórczym, jest o niebo ważniejsze niż efekt końcowy – ładny kształt czy wyszukany kolor.

Nic nie musi być poprawiane. Kierowane. Tłumaczone. Rozpoznane. Niech po prostu się dzieje! Każda kreska i każdy gest dziecka na papierze jawi się jako zapis energii twórczej wyrażanej w danej chwili w niepowtarzalny sposób – tak wyjątkowy jak wyjątkowe jest nasze dziecko!

My widzimy kreski – one rzęsisty deszcz.
My plątaninę – one kosmos i wędrówki planet.
My bure kolory – one wybuch wulkanu.
Pragniemy rozpoznać fragment rzeczywistości,
poukładać, przypisać, odnieść się, zaklepać.
Upewnić się, że wiemy. Dzielimy się. Prowadzimy…

Dokąd? Co takiego wiemy?
W czym chcemy mieć pewność?
Bądźmy obok uważni i gotowi – by widzieć, a nie patrzeć.
By pomóc, jeśli pomoc jest potrzebna.
By milczeć i trwać w zachwycie.
Nie przeszkadzać…
I może wtedy, w nie narzucającym się towarzyszeniu,
uda nam się dostrzec kogoś wyjątkowego. Dziecko!

wencel-sensoryka-8

dzika-jablon-sens12

dzika-jablon664d

dzikajablon-mal3  wencel-sensoryka-1   dzika-jablon664b

dzikajablon-mal1  dzikajablon-mal5

dzika-jablon664a

dzikajablon-malowanie-sola

plastyka-sensoryka9

plastyka-sensoryka4

Meandry przygody

dzikajablon149

Przyglądanie się twórczemu procesowi, który dzieje się na moich oczach w wykonaniu dzieci, niemal zawsze przynosi zaskakujące odkrycia. Ciekawi i bawi mnie ta szczególna konfrontacja – dorosłego, który w myślach widzi już efekt wykonanego przez dziecko zadania, prostą drogę od A do Z), oraz dziecka, które prawie całkowicie zatraca się w pracy. Właśnie ta dziecięca świeżość, zaangażowanie i skupienie na doświadczaniu mogą zaowocować fantastycznymi zwrotami akcji. Pozwólmy na to, by raz pochwycony przez dziecko wątek swobodnie meandrował, rozdwajał się i troił, gubił i odnajdował, tak po prostu… Nie poprawiajmy, nie instruujmy, nie ingerujmy, nie martwmy się. Dziecko jest w procesie twórczym i… doświadcza!

Wspaniała jest ta niewiedza dorosłego odnośnie kierunku, w którym zmierza jego kreatywne dziecko. Czym będzie ta praca – jeszcze portretem (w wyznaczonych ramach)? Czy ewoluuje i stanie się obiektem, na przykład postacią skomponowaną z poszczególnych części ciała, wyciętych oddzielnie i sklejonych? Na szczęście, dzieci odchodzą od „tematu” zadania i wędrują gdzieś ku swoim własnym krainom.

To jest ten czas, kiedy – będąc obserwatorem – bezpośrednio doświadczam kreatywnego przetwarzania i wyrażania przez sztukę. Czasem więc chowam mapę, zapominam o wyznaczonej trasie i zaplanowanych atrakcjach, i zdaję się na przygodę. Czego i Wam, drodzy dorośli życzę :)

dzikajablon151 dzikajablon152 dzikajablon153 dzikajablon154 dzikajablon155

Konstrukcja w procesie

dzikajablon75

Dziś o tym, że warto odrzucać własne stereotypowe oczekiwania co do efektu pracy dziecka oparte wyłącznie na estetyce. Jeśli rodzic pozwoli sobie na taką otwartość, stanie się czujniejszy w wyłapywaniu takich aktywności dziecka, które w swej istocie są twórcze, a nie mieszczą się w szufladce „estetyczne” czy „ładne”.  Do takich klasyfikacji – a co za tym idzie – oczekiwań, jesteśmy niestety przyzwyczajani od początku, a kultura masowa jeszcze je w nas wzmacnia.

Moja propozycja na jeden dzień (i do końca świata) jest więc taka: nie oczekujmy od naszych dzieci, że efekt ich pracy twórczej będzie estetyczny, że malunki będą ładne, odtąd dotąd i wszystko jak należy (jak trawa to zielona, a przecież słońce jest żółte, dlaczego namalowałeś czerwone niebo? itd.). Odrzućmy pojęcia i naszą wiedzę. Dajmy spokój po prostu. Nie oczekujmy niczego poza dobrą zabawą. I zostawmy dzieci w spokoju – nie psujmy im zabawy swoimi dorosłymi, poukładanymi sugestiami. Nic tak bardzo nie osłabia intensywności przeżycia, bezpośredniego doświadczania jak oczekiwania na temat rezultatu. Bądźmy tu i teraz, nie w przyszłości!

Pokazuję przykład zabawy w malowanie (czegokolwiek, bo temat był jedynie pretekstem, który i tak zagubił się po drodze). Można powiedzieć: Ale brzydkie, takie smutne, bure maziaje. Dlaczego to dziecko nie zrobiło czegoś ładnego? Ano tak. Jak się zmiesza wszystkie kolory (stara to prawda), to wyjdzie szaro-brązowy buras :) Milo akurat zachwyciła się możliwością brania farby we własne ręce, wywalała wszystko z pojemników i zawzięcie mieszała. Liczyło się jej przeżycie, a nie efekt. Sami rozumiecie, nie? :)

dzikajablon76 dzikajablon77 dzikajablon78 dzikajablon79

Efekt końcowy, który aż tak bardzo się nie liczy :)

dzikajablon80