Lodowy skarb

dzikajablon415

Skarby to temat-rwąca-niekończąca-się-rzeka lub skrzynia bez dna. Pełne morze, szerokie wody, wiatr w żagle. Piracka, chłopacka, dziewczyńska przygoda. Epoka lodowcowa. Mapy i trasy odległe, pradawne. Wyprawa w nieznane, zagadka, syreni śpiew, kurs po złote runo i wieczna chwała…

Dziś kolejny rozdział naszej wakacyjnej odysei, a w nim opowieść zaczerpnięta z bloga kreatywnik.bloog.pl, o skarbach zamkniętych w bryle lodu. Postanowiłyśmy przygotować dwie „zmarzliny”. Moją inspiracją stała się głównie przyroda za oknem, Milo natomiast postawiła na świat przedmiotów i zapragnęła zamrozić różne znajdki-zguby. Ten tajemniczy zbiór zawierał drewnianą pisankę, pudełko na szpilki, spinki do włosów, cztery plastikowe kurczaki (pamiętające jeszcze moje dzieciństwo), kudłatego kurczaka na druciku, sztuczne kamienie szlachetne i inne popierdułki. Mój zestaw składał się z wiórków herbaty hibiskusa, suchych kłosów ozdobnych, żywych łodyg, gałązek, traw, jabłka. Aby podkręcić doznania sensoryczne, napchałam jeszcze listków mięty i bazylii :) Noc w zamrażarce zaczarowała bohaterów naszej bajki. Zastygli jak mieszkańcy zamku ojca pewnej śpiącej królewny.

Obserwowałam córkę w pełnym słońcu, zajętą zdejmowaniem zaklęcia, z pędzlem jak różdżką. Nie, mama, nie! Przeganiała mnie ze swego terytorium jak natrętną muchę, gdy tylko zbliżałam rękę do bryły lodu. Pozostało mi upajać się bogactwem jej doznań – nie tylko temperaturowych. Nad stołem unosił się zapach mięty i bazylii… Dawno czegoś takiego nie widziałam :) Szybki rachunek sumienia – jeśli zdarzyło mi się ostatnio wspomnieć o braku koncentracji u Milo, to odszczekuję faux pas publicznie!

dzikajablon411

dzikajablon412

dzikajablon416

dzikajablon417

dzikajablon414   dzikajablon418

dzikajablon419

dzikajablon427

dzikajablon421

dzikajablon426

dzikajablon422

dzikajablon423

dzikajablon424

dzikajablon420

dzikajablon425

Post scriptum. Banda kurczaków kontynuowała przygodę, wskakując na łódki i udając się na południe. Niestety Kudłatemu się nie udało :(

Domek Małej Mamy

dzikajablon214

Ile można pisać o zaletach plasteliny i podobnych mas, na które przepisy można znaleźć w internecie w dziesiątkach miejsc! Wiem, wiem, każdy rodzic to przerabiał :) Ja sama w dzieciństwie niezmordowanie lepiłam swój własny mikrokosmos, który potem latami zbierał kurz na szklanej półce w babcinym kredensie. Nietknięty, zakonserwowany, podziwiany. Znak, że praca została doceniona. Wiadomo, że lepienie, toczenie wałeczków, poszukiwanie w tej ciepłej miękkości wyjątkowych kształtów bardzo rozwija dziecięce rączki. Wiadomo. Co najbardziej jednak mnie uderza na samo wspomnienie wielu godzin „plastusiowej” pracy to skala przygody z własną wyobraźnią. Praktycznie nieograniczone możliwości. I niesamowite skupienie (żałuję, że dziś tak trudno mi osiągnąć taką koncentrację) wynikające z zaangażowania w pracę i bycia we własnym świecie.

Ale miało być o Domku Małej Mamy :)

dzikajablon209 dzikajablon212 dzikajablon216

Kto z nas jako dziecko nie miał sekretnych schowków i tajemnic nie uszczkniętych ciekawością dorosłych? Kto nie marzył o dalekiej podróży maleńką łódką z łupiny orzecha? O przygodach małych ludzi: Calineczki, Tomcia Palucha, a dziś – Hani i Jasia, których Kot Prot zachęca, by nacisnęli czerwony pstryczek! Guzik pomniejsza ich do takich rozmiarów, że z powodzeniem mogą odwiedzić świat mrówek, pszczół i świetlików… Więc ja dostałam wczoraj zaproszenie do małego domku z plasteliny: Mamo, ja będę Guliwerką, a ty Liliputką, Małą Mamą. I zamieszkasz w Małym Domku, w Małym Łóżeczku, a tu w Małej Miseczce masz jedzenie :)

Rozczuliła mnie skorupka orzecha wypełniona skarbami: sreberkami, cekinami, suchymi kwiatkami i nasionkami. Niesiona i chroniona w dłoni z największą ostrożnością. Przypomniały mi się moje ogrodowe skarby, suszki, znajdki-zguby, kamyki, błyszczące pancerzyki żuków śpiących snem wiecznym… zakopywane w haftowanej (podkradzionej mamie albo babci) chusteczce pod krzakiem porzeczki w upalne południe. Osobisty rytuał dzieciństwa. Piękny, prosty, cichy gest. A przecież nie mój tylko, bo, choć to doświadczenie z kategorii tych jednostkowych, intymnych, to w końcu uniwersalne, powtarzalne, znane wielu wtajemniczonym :) Niewiarygodne, jak uczestnictwo w świecie naszych dzieci przenosi nas w czasie i umożliwia dotknięcie własnego dzieciństwa jak gdyby na nowo. Rozsmakowuję się  podwójnie…

dzikajablon210 dzikajablon211b dzikajablon213 dzikajablon215 dzikajablon217

A gdy nadeszły plastelinowe zwierzęta z podniesionymi ogonami i zmieniły się w piratów, nastały pirackie czasy. Dwie platformy z „plastuśkami” – tekturowa i plastikowa – już teraz oficjalnie nazwane statkami, starły się na wzburzonym morzu w wielkiej bitwie. I ja, Mała Mama, tam byłam. Miodu ani wina co prawda nie piłam. A co widziałam, opisałam :)