Meandry przygody

dzikajablon149

Przyglądanie się twórczemu procesowi, który dzieje się na moich oczach w wykonaniu dzieci, niemal zawsze przynosi zaskakujące odkrycia. Ciekawi i bawi mnie ta szczególna konfrontacja – dorosłego, który w myślach widzi już efekt wykonanego przez dziecko zadania, prostą drogę od A do Z), oraz dziecka, które prawie całkowicie zatraca się w pracy. Właśnie ta dziecięca świeżość, zaangażowanie i skupienie na doświadczaniu mogą zaowocować fantastycznymi zwrotami akcji. Pozwólmy na to, by raz pochwycony przez dziecko wątek swobodnie meandrował, rozdwajał się i troił, gubił i odnajdował, tak po prostu… Nie poprawiajmy, nie instruujmy, nie ingerujmy, nie martwmy się. Dziecko jest w procesie twórczym i… doświadcza!

Wspaniała jest ta niewiedza dorosłego odnośnie kierunku, w którym zmierza jego kreatywne dziecko. Czym będzie ta praca – jeszcze portretem (w wyznaczonych ramach)? Czy ewoluuje i stanie się obiektem, na przykład postacią skomponowaną z poszczególnych części ciała, wyciętych oddzielnie i sklejonych? Na szczęście, dzieci odchodzą od „tematu” zadania i wędrują gdzieś ku swoim własnym krainom.

To jest ten czas, kiedy – będąc obserwatorem – bezpośrednio doświadczam kreatywnego przetwarzania i wyrażania przez sztukę. Czasem więc chowam mapę, zapominam o wyznaczonej trasie i zaplanowanych atrakcjach, i zdaję się na przygodę. Czego i Wam, drodzy dorośli życzę :)

dzikajablon151 dzikajablon152 dzikajablon153 dzikajablon154 dzikajablon155

Reklamy

Przestrzeń pracy i wyrażania

dzikajablon49

Za moich czasów (jak to brzmi…) przestrzenią ekspresji własnego „ja” była szyba drzwi własnego pokoju (jeśli się miało własny), na której mnożyły się naklejki, albo słomiana mata nad tapczanem, nakłuta zdjęciami, plakatami, wycinkami z młodzieżowych gazet. W moim przypadku jeszcze śpiewnik z tekstami piosenek i chwytami do gitary, który raz chciała mi ocenzurować babcia :) A przestrzenią pracy (pozalekcyjnej) było – dość standardowo – biurko, zbyt mocno przecież unurzane w szkolnym kontekście.

Dziś więc o miejscu pracy i wyrażania. Czy Wasze dzieci mają własną przestrzeń, w której mogą tworzyć i eksperymentować? Jako stałe miejsce pracy Milo obrała sobie duży pokój i zaanektowała prawie połowę wielkiego stołu (do pracy i do jedzenia, to zależy). To jej biuro. Stół dotyka parapetu, więc i połowa parapetu należy do niej. Gazetki, kolorowe papiery, tuzin pudełek z narzędziami do tworzenia, podkładka – by stół jeszcze pożył dłużej, jednak. Jej pokój jest głównie terenem zabawy. Natomiast fascynuje mnie to, że często miejscem pracy Milo staje się to akurat, gdzie przebywa człowiek. Jeśli mam robotę w kuchni, Milo ciągnie swój dobytek i rozkłada się na kuchennym stole. Nasze przestrzenie pracy się wówczas pokrywają. Łazienka za to ma niezmienny status laboratorium i służy eksperymentom, szczególnie związanym z wodą.

To taka moja refleksja, że warto podchodzić do sprawy elastycznie, udostępniać dziecku różne miejsca zależnie od potrzeb. Ale ważną rolę spełnia jednak stałe miejsce w domu, które może użytkować bez względu na wszystko i czuć się jak u siebie. Wystarczy na początku odpowiednio je zorganizować i zabezpieczyć (tym samym zminimalizować nasze lęki o podłogę, ściany czy politurę), a kiedy dziecko w danej chwili najdzie ochota, by tworzyć, bez wielkich przygotowań i pomocy dorosłego będzie mogło pracować samodzielnie. Zgódźmy się też na przestrzeń większego formatu – można udostępnić na stałe jedną ścianę na bazgroły albo pomalować fragment farbą tablicową. Mój postulat więc to: samodzielność, wolność i poczucie bezpieczeństwa w miejscu pracy :)

Słownik wyrazów obcych

dzikajablon17

Dalej nadaję językowo. Pamiętacie ten czas, pełen wzruszenia, kiedy dziecko zaczyna mówić i stara się opisywać świat tak jak potrafi (najczęściej po tym jak już padnie legendarne mama)? Obserwujemy i doceniamy jego starania, chwalimy i wspieramy, a czasem najzwyczajniej pękamy ze śmiechu. Nowe słowa w ustach naszego dziecka są absolutnie PIĘKNE, NIESAMOWITE, TAJEMNICZE… Nasz pierwszy „słownik wyrazów obcych” i „rozmówki” (bo trzeba przecież przetłumaczyć to „na nasze”, żeby się dogadać) zawiera takie słowa jak: brumba (po polsku ptak), ugigu (plac zabaw) czy – moje ulubione czarodziejskie – alila (konik).

Dzieciakom w starszym wieku też nie brakuje inwencji. Radzą sobie z czasownikami (trombować czyli grać na trąbce) czy zawodami (lamperz czyli elektryk). Słowotwórstwo kwitnie. Młodszak vs. starszak. Gra figularska – gra w robienie różnych figur. Sklep lodziarski. Wiadomo o co chodzi:) Tak mi się przypomniało w głowie, że lubię tą czekoladową budyń. Ćwiczenia z logiki: Wiadomość to jest takie coś, co się wiadomi.Tata coś zrobił i Milo jest z niego dumna: Tato, ale jesteś naucznik!

Łapmy takie odkrycia i znaleziska, bo mają to do siebie, że szybko przemijają! Dziecko się rozwija i co chwila przyzwyczajamy się do kolejnego osiągnięcia. Ja obsesyjnie zapisuję różne takie. Aż pewnego dnia wkrada się abstrakcyjne myślenie: Słyszę w twoim uchu krasnoludki. Robią właśnie miodowe przyjęcie :)

Zabawy słowami

dzikajablon16

Praktycznie codziennie wygłupiamy się ze słowami, ich brzmieniem i znaczeniami. Milo uwielbia gimnastykować język i chętnie podejmuje różne lingwistyczne tropy. A czasem to my podążamy za nią. Zwykłe rymowanki (tu sprawdza się zasada, że im bardziej bez sensu, tym zabawniejsze) świetnie rozwijają kreatywność dziecka, a także wyklaskiwanki rytmów i sylab, wspólne klaskanie, tupanie i inne hałasy idące w parze ze słowami wypowiadanymi na głos piszczącym lub grzmiącym tonem. Z młodszymi można ćwiczyć proste wyrazy dźwiękonaśladowcze (np. pamparampam, trututu, bambambam, szaszasza, etc., czy inne, charakterystyczne w umuzykalnianiu metodą Gordona).

Słowne akrobacje i rytmiczanki nie tylko wpływają na zdolności językowe i muzyczne, ale rozwijają w dziecku poczucie humoru i dystansu. Przydaje się ta właściwość w cięższych bojach i sytuacjach konfliktowych – dziecko zaprawione w zabawach słowem jest bardziej skłonne rozwiązać daną trudność za pomocą żartów i… mina rozbrojona. Można się razem pośmiać :)

U nas do kanonu weszły „gry tożsamościowe”, co polega na przyjmowaniu na krótszą (kilka minut czy godzin) lub dłuższą (do kilku tygodni) chwilę innej tożsamości, należącej do postaci z bajki lub kompletnie wymyślonej postaci. Nie wiem jak u Was, ale nasze mieszkanie jest „zaludnione” wyimaginowanymi postaciami. Kiedy Milo staje się kimś innym, należy się wówczas do niej zwracać np. mała czerwona wyścigówko, literko A, gadający psie, stworzenie, piękna istoto, Piotrusiu, mały koteczku. Czasami zapominam do kogo mówię…

Niezmiernie bawią mnie „rozmowy w poprzek”. Dwa przykłady:

  • – Chodź, położymy się spać do łóżeczka kochanego…
  • – Nie kochanego. Strasznego!
  • – Do cieplutkiego…
  • – Nie cieplutkiego. Zimnego!
  • – A może zwierzaki pobawią się w Stary niedźwiedź mocno śpi?
  • – Może pobawią się w Nowy niedźwiedź się obudził.

Domowe galerie

dzikajablon11

Chcę Was zachęcić do eksponowania prac Waszych dzieciaków w całym domu, o ile to możliwe :) Oprócz tego, że to napawa je dumą, to sprawia, że bardziej się identyfikują ze swoją pracą i ją szanują, szczególnie gdy biorą aktywny udział w tworzeniu ekspozycji. Mają poczucie, że robią coś ważnego, że ich głos się liczy.

Nasze domowe galerie mają roboczy charakter i są dość nietrwałe. Prace czasami się nawarstwiają albo są zastępowane nowszymi. Niektóre wystawy są okresowe, np. związane ze świętami czy innymi specjalnymi okazjami. Potem znikają. U nas do mocowania sprawdza się papierowa taśma, ale być może patafix jest najlepszy, bo nie brudzi ścian i nie zrywa tynku :) Wersja elegancka – można oprawić w kolorowe passe partout, ramy, antyramy, (byle nie z szybą – ze względów bezpieczeństwa lepsza będzie plexi). Jeśli im pozwolimy, maluchy mogą samodzielnie zarządzać swoją galerią prac. Montujemy sznurek wzdłuż ściany na całej jej długości i wysokości osiąganej przez małą rączkę. Prace można wieszać za pomocą klamerek/żabek do bielizny. Zabawa i satysfakcja gwarantowana.

dzikajablon9

dzikajablon10

dzikajablon8

Na koniec zupełnie rozbrajająca prośba mojej córki: „Mamo, chciałabym, żebyś kupiła mi prawdziwy mikrofon”. Odnalazłam ten wątek na jednej z jej prac. Marzenia :)

dzikajablon12