Domek na balkonie

dzika-balkon

Już nigdy nie będzie takiego lata, takiego domku na balkonie, takiego zapachu mięty…

Krzykliwie kolorowych ścian, przewiewnych drzwi wejściowych i firanki z gaci!

Jesień wygoniła upał. Nadeszły chłodne noce z dreszczem.

I tylko wspominać będziemy puszyste wuzetki :)

dzika-jablon790b

dzika-jablon790d

dzika-jablon790a

dzika-jablon790c

Firanka z maminych gaci!

dzika-jablon790e

Reklamy

Szyszki hipiski

dzikajablon370

Sącząc w cieniu cytrynową lemoniadę, zapoznałyśmy grupę wesołych hipisek. My pod parasolem, z palcami stóp nurkującymi w wodzie, a one bezczelnie, prosto w słońce… Całe w kwiatach, ozdobach, biżuterii hand-made, szeleszczące takie, opalone, na wiór spalone, meksykańskie wzory i kolory… Śmieją się, rozmawiają i wyciągają bębny! I na tych bębenkach aż do południa hipisowskie rytmy, Janis Joplin normalnie, Woodstock jakiś, rozmarzyłyśmy się z nimi, odleciałyśmy, aż rozgrzane powietrze przecięło nagłe bicie dzwonu! Dwunasta. Samo południe. Czar prysł. Pójdziemy popływać :)

dzikajablon371

dzikajablon372

dzikajablon373

dzikajablon378b

dzikajablon376

dzikajablon377

dzikajablon378

dzikajablon375

dzikajablon374

Gra w golfina

dzikajablon299

Ktoś zna grę w golfina? Nie? No pewnie, bo wymyśliła ją dziś moja córka :) Było gorąco, za gorąco jak dla mnie, więc może dlatego nie do końca pojęłam wszystkie jej zasady, ale zerkając na Milo, zdążyłam się zorientować, że chodzi o bieganie z wielką szyszką po specjalnym torze przypominającym labirynt…

No cóż, gdy rodzice pracują (obok), dzieci harcują, a dziecięca wyobraźnia czyni życie wszystkich członków rodziny znośniejszym. Dziś dzień niewiarygodnie nasycony. Wysoki poziom przeżytych atrakcji potwierdziła nawet postawa samego dziecka – nie mogąc pomieścić już więcej, około siódmej zasnęło… i spało długo i szczęśliwie :) W samym sercu miasta byliśmy jakby na wczasach, zanurzeni w przyrodzie po uszy, a bycie nasze było intensywne we wszystkich odsłonach zmysłów. Mamo, chcesz ze mną wakacjować? – to było pierwsze rzeczowe pytanie Milo, gdy tylko skończyliśmy rozbijać dla niej namiot. Oznaczony został własny teren i ogłoszone królestwo królowej-słońce. Zaczęło się najjaśniejsze panowanie…

Ciekawa wszystkiego, doświadczała wszystkiego. A my nie przeszkadzaliśmy. Od czasu do czasu, uciekając od mojej roboty, zmieniałam się w paparazzo polującego na te ważne momenty, wyjątkową kolekcję gestów i przeżyć. Podglądałam kreatywność bez skrępowania, bez skrupułów. To był dobry, intensywny czas. Wrony zrobiły godzinę „W”. A Królowa czytała książki, jadła tartę z malinami i naleśniki z dżemem śliwkowym, przegryzając morelami i jabłkami, popijając wodą, wspominając smak lodów ze spaceru. Na początku bawiła się zabawkami, po czym porzuciła je na rzecz zabawy z przyrodą. Obserwowała ważki i inne owady, układała figurę księżniczki z kamieni, budowała kolekcję szyszek, układała wzory z patyków, wycinała nożykiem wszędobylską trawę ściśniętą między płytami chodnika, odpoczywała z nosem w chmurach. W końcu zainspirowały ją rozrzucone w trawie płyty OSB, z których stworzyła tor do biegania. Przypadkowy zbiór kawałków (czegokolwiek), za które nie dalibyśmy nawet trzech groszy to – uwaga! – jeden z najbardziej zaskakujących katalizatorów dobrej zabawy. Można spróbować podrzucić dziecku taką mieszaninę nie powiązanych ze sobą (fizycznie i znaczeniowo) elementów, a dziecko za moment stanie się performerem i użyje jej na swój własny twórczy pożytek. A dla mnie ciekawa zmiana perspektywy – zająć się na spokojnie pracą, nie ingerować, ale kątem oka obserwować co z tego wszystkiego wynika :) Świetna zabawa!

dzikajablon297

dzikajablon300

dzikajablon303

dzikajablon301

dzikajablon302

dzikajablon305  dzikajablon304

dzikajablon307  dzikajablon306