Bałwany kukurydziane

dzika-jablon763u

Dzisiejszy spontan poranny, jeszcze przed wyjściem z domu. Szybka i pachnąca zabawa sensoryczna. Masa kukurydziana z mąki kukurydzianej i odżywki do włosów.

Przypomina sztuczny śnieg, tyle że nie biały. Dałam butelkę najtańszej odżywki jaką znalazłam na dziale do pielęgnacji włosów w drogerii i półkilowe opakowanie mąki. Proporcje oceniamy na oko. Jeśli dodamy więcej odżywki, masa jest leciutko kleista, choć wciąż delikatna, a jak podsypiemy mąką, robi się zbita. Fantastyczna do lepienia kul. Bałwany same nam się zrobiły!

Przydało się to co stało na parapecie w starych dekoracjach niedoszłej zimy i resztki z choinki  – igły i cekiny. Z szuflady z przyprawami Milo wyciągnęła goździki, ziarna pieprzu i liście laurowe. I gotowe :) Bałwany zajączki, bałwany z kolcami jadowymi, bałwan krzyczący… Cała nasza banda pozdrawia i życzy wesołego dnia!!!

dzika-jablon763m

dzika-jablon763n

dzika-jablon763o

dzika-jablon763p

dzika-jablon763q

dzika-jablon763s

dzika-jablon763t

dzika-jablon763x

dzika-jablon763r

dzikajablon763w

Malowanie na mleku

dzika-jablon705

Malowanie na mleku powraca!  Jak tylko Milo widzi, że szykuję niespodzianki i zabawy na zajęcia z 2-3-latkami, natychmiast chce to wypróbować, przypomnieć, pobawić się raz jeszcze. Pewnie chodzi o to, żeby mama zrobiła coś specjalnie dla niej i z nią, nie tylko dla maluszków ;-) Jakbym mało robiła…

Jak wiadomo, dziecku zawsze mało uwagi rodziców, więc bierzemy się do roboty. Miska lub talerz, mleko, barwniki spożywcze, kroplomierz i kilka kropli płynu do mycia naczyń (dla specjalnego efektu uciekających na mleku kolorów).

Zabawa, która się nie nudzi, do której można wracać. Zabawa, która odkrywa możliwości „malowania” i czarowania kolorami nie tylko na papierze, po prostu inaczej! Zabawa, która rozwija się samoistnie, inspiruje i cieszy… Od mleka, poprzez brokat, sól i kawę, aż po otręby… Kto by pomyślał, że malowanie zmieni się w mieszanie?

dzika-jablon705a

dzika-jablon705b

dzika-jablon705c

dzika-jablon705d

dzika-jablon705f

dzika-jablon705g

dzika-jablon705h

dzika-jablon705i

dzika-jablon705j

dzika-jablon705k

dzika-jablon705l

dzika-jablon705n

dzika-jablon705o

dzika-jablon705e

Truskawkowo

dzika-jablon-dzemy

Truskawki nam się nie nudzą :) Wszędzie ich pełno, czuję ich zapach dookoła… Czerwiec ma dla mnie słodko-kwaskowaty smak i wspaniały zapach ciasta z truskawkami, (szybko przemijającym) rabarbarem i kruszonką… Pycha! Ciastem, które gości na naszym stole co kilka dni, jest jogurtowe z truskawkami. Radują nas musy, koktajle i lody truskawkowe. Wieczorami robię soki i dżemy, zamykam truskawki w słoikach i chowam do spiżarki, aby za parę miesięcy wyciągnąć pyszną konfiturę z nutką mięty. Pewnego jesiennego dnia zadumać się nad smakami lata, przypomnieć sobie światło we włosach Milo tworzącej truskawkowe etykiety na słoiki… Zupełnie jak ja trzydzieści lat temu :)

Niesamowite jak wiele z tego, co robi, czym żyje moje dziecko, jest dla mnie podróżą do siebie samej!

Pięknego i pysznego czerwca Wam życzę :)

dzika-jablon704a

dzika-jablon704b

dzika-jablon-ciasto

dzika-jablon704d

dzika-jablon704e

dzika-jablon-truskawki

Milo: Truskawki w restauracji jedzą maliny.

dzika-jablon704c

dzika-jablon704f

Truskawka-Indianin i jego żaglówka :)

dzika-jablon704nn

Może wygląda trochę jak salami, ale to domowej roboty roll-upy truskawkowe bez cukru :)

Lodowe ręce

dzika-jablon701

Na upały polecamy lodowe ręce! Przyjemna, orzeźwiająca dłoń pełna skarbów pomoże przetrwać największy skwar. Wyśmienite ochłodzenie :)

Rękawice lateksowe napełniamy wodą, zawiązujemy i chowamy do zamrażarki. Jeśli życzymy sobie skarby w środku, dodajemy wg uznania. Milo wrzuciła do jednej rękawiczki cekiny, a do drugiej gumki-zwierzątka. Można też wodę zafarbować barwnikami spożywczymi lub farbą wodną. I… czekamy na pełne zamrożenie.

Twarde jak kamień lodowe dłonie, uwolnione z lateksu, rzucamy na tacę lub blaszkę. Stawiamy kubek z gorącą wodą i łyżkę… Zapraszamy do eksperymentów. Uwaga! Doświadczenia wywołują piski i wiski! Na szczęście zgrzany rodzic może sobie przytulić rączkę z Krainy Lodu :)

dzika-jablon701a

dzika-jablon701b

dzika-jablon701c

dzika-jablon701d

dzika-jablon701e

dzika-jablon701g

dzika-jablon701h

dzika-jablon701f

dzika-jablon701i

Pizza sensoryczna, bardzo zdrowa

dzika-jablon-654

Pizza dotykowa jest świetna dla 2-3-latków! Milo w zasadzie tylko nadzorowała co to mama przygotowuje dla młodszych dzieci na zajęcia, a na koniec sprawdziła, zatwierdziła, pochwaliła i ozdobiła cekinami :)

Inspiracją było zdjęcie podobnego koła z ziaren – dna w koszyku – w zasobach United Montessori Association. Przygotowanie naszej pomocy jest baaardzo przyjemne – kontakt z ziarnami uspokajający… Potrzebujemy koło z tektury pocięte na równe części (8 lub 10). Każde pokryte klejem (wikolem lub tzw. kreatywnym) i obsypane ziarnami (do wyboru do koloru). U nas było to co pod ręką w pojemnikach w kuchni: kasze i fasole, ryż i soczewica, od drobnicy aż po większe gabaryty. Wizualna i dotykowa uczta. Gra kolorów i faktur. Do liczby kawałków naszej pizzy dobieramy taką samą liczbę małych buteleczek skrywających… ziarna oczywiście!

Potencjał przygotowanej „zabawki” niemal nieograniczony:

  • poznawanie ziaren (nurt kuchenno-żywieniowo-zdrowotny)
  • poznawanie wielkości (porównanie: małe/duże)
  • zabawa z „materiałem sypkim” (porównywanie przy okazji przesypywania dodatkowej ilości ziaren, np. w pudełku)
  • porównanie: twarde/miękkie (jeśli podamy również kilka przykładowych ziaren po ugotowaniu, by obserwować różnice plus degustacja!)
  • zabawy dotykowe, po prostu :)
  • zabawy artystyczne z fakturami (można rozwinąć ten motyw w pracę plastyczną)
  • łączenie części w koło
  • łączenie w pary (element zabawy ‚memo’ – w tym wypadku dobieramy buteleczkę z odpowiednią zawartością do właściwego fragmentu pizzy)
  • zabawy z dźwiękiem (porównywanie różnorodnych dźwięków – u nas skończyło się robieniem grzechotki)

Na pewno można dodawać więcej propozycji i sprawdzać co zainteresuje dziecko. Bardzo zachęcam. I Wy podejmijcie wyzwanie sporządzenia pizzy ośmiu ziaren!

dzika-jablon-654a

dzika-jablon-654b

dzika-jablon-654g

dzika-jablon-654c

dzika-jablon-654e

dzika-jablon-654f  dzika-jablon-654h

Buraczana sztuka

dzika-jablon647

Malowaliście kiedyś burakami? Nie przyszło mi to do głowy aż do wczoraj, kiedy Milo stworzyła galerię buraczanych obrazków na kuchennych deskach do krojenia. Buraczany spontan zaczął się niewinnie, w przebłysku jakimś, inspiracji intensywnie różową plamą soku na blacie, w tajemniczym kształcie i ciekawości rąk… Chwilę potem pochwycony plaster buraka, potraktowany jak środek artystycznej ekspresji.

Na drewnie objawiły się nie święte wizerunki, lot wesołej pszczoły i kaktus w oknie. Podczas gdy jedni doświadczali, utrwalali kolor na skórze i odciskali pieczątki na różnych powierzchniach, inni przygotowywali buraki do pieczenia. Na zdrową kolację. Ale nie poszło tak gładko, bo plastry buraka po raz kolejny okazały się inspirujące. Układały się we wzory na blasze i piętrzyły w wieże. Na koniec wylądowały jednak w piekarniku, a twórczyni nurtu malarskiego burakami zapragnęła odpocząć :)

dzika-jablon-buraki

dzika-jablon647a  dzika-jablon647c

dzika-jablon647f

dzika-jablon647e

dzika-jablon647h

dzika-jablon647b

dzika-jablon647g   dzika-jablon647k

dzika-jablon647i

Przy okazji – buraki pieczone w plasterkach, podane z rukolą, oliwą z oliwek i octem winnym – pycha!!!

Montessori „po swojemu” / Uciekające kolory

dzikajablon635

Czasem rozbawia mnie postawa córki, która niemal każdą moją propozycję przerabia na własny pomysł – co jest oczywiście radosne, spontaniczne i zaskakujące – i przy okazji twórczo odbiega od naszkicowanego zamysłu. Dryfujemy więc sobie po oceanie wyobraźni, dając się znosić w różne ciekawe zakątki. A już zabawy w duchu Montessori, kiedy chodzi o wykonanie określonej czynności czy przyswojenie konkretnej umiejętności, stają się najbardziej nieprzewidywalne… Przygoda może zdarzyć się codziennie, a dzięki mojej córce staję się odkrywcą…

Zaprosiłam Milo na zajęcia z czynności praktycznych. Hasło: przelewanie. Trzy podejścia, każde z akcentem na coś innego (dlatego podzieliłam wydarzenie na 3 rozdziały). Nazwałam podejście Milo do tematu Montessori „po swojemu”. Zobaczcie jak to się zaczęło i dokąd nas zawiodło :)

Standardowy zestaw: dzbanki do przelewania, pojemniki, lejki (gąbka przydała się w drugiej odsłonie) i woda (zabarwiona dla ciekawszego efektu). Ćwiczymy koordynację, spostrzegawczość i skupienie. Tego ostatniego nie starczyło na długo, bo po kilku minutach mniej lub bardziej wprawnego przelewania…

dzikajablon635a

dzikajablon635b

dzikajablon635c

dzikajablon635d

dzikajablon635e

dzikajablon635-1
Milo zapragnęła ROZLEWAĆ :) Czerwona woda podkręcała jeszcze jej ciekawość i potrzebę sprawdzenia efektu. Taki eksperyment zrobię! Powódź zalała wszystkie choinki na tacy…

dzikajablon635h

dzikajablon635i

Zatopiony pejzaż aż się prosił, żeby coś w nim umoczyć. Rzuciłam na stół garść kolorowej krepiny pociętej w paski. Mamo, teraz będzie mój pomysł! Zaczęło się! Sprawdzanie i poszukiwanie kolorów. Mieszanie kolorów. Kolor wody wędrujący po krepinie w górę i pożerający jasne odcienie. Przy okazji badania nad chłonnością. Tłumaczenie czym jest i jak działa wprost na naszych oczach. Uciekające i tonące kolory. Namakający papier. Gęstniejąca ciecz. Ujednolicanie. Nie ma już kolorów. Zdziwienie, że bibuła zabrała prawie całą wodę. Klepanie, dociskanie, a na koniec wyżynanie. I ostateczny rzut kulką do kosza!

Na koniec dziecko wydało pomruk satysfakcji, a ja jęknęłam i zabrałam się za sprzątanie…

dzikajablon635k

dzikajablon635lZalany pejzaż górski.

dzikajablon635m

dzikajablon635n

dzikajablon635o

dzikajablon635p

dzikajablon635r

Ciastka krasnoludzkie

dzikajablon627

Mowa o krasnoludach. Nie krasnoludkach, małych, miłych, uśmiechniętych ludkach, co żyją za szafą albo pod kapeluszem łąkowego grzyba, albo występują w bajkach i ładnych książkach dla grzecznych, ułożonych dzieci. Mowa o krasnoludach. Krasnoludy lubią brudy – śpiewa moja córka i ma całkowitą rację, a może trafne przeczucie… Krasnoludy bowiem lubią wszystko na odwrót, na złość, na śmiech… Mierzi ich czystość i porządek, odpycha estetyka i jasność. Ich motto to bałagan, brud i błoto! Cenią odpady, obierki i papierki. Swoim krasnoludzkim stylem życia i nieco przyciężkim poczuciem humoru, grubym głosem i tłustym włosem wprowadzają alternatywny element rzeczywistości, rozbijając idyllę w drobny mak. Motyw z krasnoludami powraca wciąż w różnych opowieściach – spacer w parku albo widok z okna staje się czasem inspiracją dla ulubionego „story telling”… Gdy szalał huragan Ksawery, słychać było pośród śnieżnej zamieci ich złośliwy chichot!

Dziś rano Milo zrobiła ciastka krasnoludzkie według specjalnego, pradawnego przepisu (udało mi się podejrzeć, że jako składniki użyte zostały: mąka, sól, woda i kruszone liście kasztanowca). Po zagnieceniu masy – wałkowanie i lepienie. Im bardziej nieregularny kształt, tym lepiej. Do środka napakować jeszcze więcej suchych (ewentualnie zgniłych) liści, docisnąć na brzegach, na wierzchu przyozdobić pokruszonymi grudkami starej zeschniętej ciastoliny. A na posypkę użyć ziemi prosto z doniczki. Podobno to prawdziwy krasnoludzki przysmak – Milo była dumna ze swojej roboty, jeszcze mnie zaprzęgła do pomocy. Co prawda krasnoludom w gardle stanęłyby „ludzkie” pierniki, ja jednak postawiłam na świąteczną tradycję i, kilka godzin później, rozszedł się w całym domu wspaniały zapach goździków i cynamonu :)

dzikajablon627m

dzikajablon627a

dzikajablon627c

dzikajablon627d

dzikajablon627g

dzikajablon627e

dzikajablon627f

dzikajablon627h

dzikajablon627k

dzikajablon627l

dzikajablon627j

Alchemia smaków / Dziecko na warsztat

dzikajablon619zzz

Nadszedł ten dzień! Dziecko na Warsztat i globalna odsłona listopadowa. Nie tak dawno początek zabawy na blogu Projekt Londyn 2014, a tu już trzeci miesiąc projektu, który przyciągnął i zaangażował niemal 50 mam :) Po nauce i eksperymentach przyszedł czas na warsztat kulinarny. Wiele naszych działań w kuchni (nie tylko ściśle kulinarnych) naturalnie wpisało się w kontekst i przestrzeń kuchni, więc w tym znaczeniu było swojsko i zwyczajnie. Biorąc jednak pod uwagę moje wybiórcze i nierówne podejście do gotowania, starałam się przemycić i zorganizować Córce odrobinę magii… Pokazać, że obecność w kuchni może oznaczać przygodę, a samą kuchnię można potraktować jako miejsce pełne tajemnic smaku, wzroku i węchu, miejsce przemiany, zabawy, improwizacji, odkryć i eksperymentów. Nie jako pole walki, krainę przykrych obowiązków, margines kreatywności. Choć, jeśli mam być szczera, lubię spełniać się gdzie indziej… :)

Cieszę się, że Milo miała sporo własnych pomysłów, które udało nam się wdrożyć. Moją ideą w tym miesiącu było, oprócz wspólnej zabawy oczywiście, przybliżenie kilku banałów. Że fajnie jest spotkać się w kuchni na wspólnym rodzinnym posiłku, a jeszcze fajniej wspólnie go przygotować. Że chcemy tak spędzać czas częściej. Że wszystko zaczyna się od rzeczy najprostszych, oczywistych – jak umycie rąk czy ochota na jakiś szczególny smak… Że magia kryje się w szczegółach właśnie, ale też i w podejściu do sprawy, i że ta codzienna robota w smakach i zapachach to jest prawdziwa alchemia i poszukiwanie równowagi… Dlatego powiedziałam Córce, że będziemy trochę czarować.

Nie korzystałyśmy tym razem z żadnych książek, a jedynie kilku moich ulubionych, niezawodnych blogów kulinarnych. Za to stworzyłyśmy własną książkę kucharską… Ale zacznijmy od podstaw.

Umiejętności praktyczne

dzikajablon620u-2

Nie gonię Milo do robót kuchennych, nie przyuczam, za dużo nie wymagam. Wystarcza mi jak odnosi naczynia do zlewu po skończonym posiłku. Tym razem postanowiłam jednak poćwiczyć z nią tak zwane praktyczne umiejętności, które, w ujęciu montessoriańskim, sprawiają, że dziecko staje się samodzielne. Choć przez całe życie wykonywane automatycznie, na początku, uczącemu się dziecku sprawiają frajdę i pomagają rozwijać koordynację wzrokowo-ruchową. Przyswojenie fundamentalnych czynności, na przykład związanych z utrzymaniem higieny (także w kuchni!) staje się dla dziecka po prostu powodem do zadowolenia. Nasze „życiowe” ćwiczenia objęły więc:

  • używanie myjki, wyciskanie jej z wody i wycieranie stołu po posiłku (na mokro i na sucho)
  • zmywanie i wycieranie naczyń
  • mycie rąk przed rozpoczęciem pracy w kuchni i spięcie włosów w kucyk
  • nałożenie fartuszka do pracy
  • nakrywanie do stołu

dzikajablon620w

dzikajablon620x

dzikajablon620z

Proste zadanie nauczyło Milo nakrywać do stołu. Przy okazji niezłe ćwiczenie lewej i prawej strony. Na podkładce odrysowała kształty talerza, kubka i sztućców, tworząc klasyczny układ :) Najpierw ćwiczyła ułożenie według wzoru, a chwilę później rzuciła pomoc w kąt, stwierdzając, że już potrafi.

dzikajablon621a

dzikajablon621b

dzikajablon621d

Zupa Mocy na jesienne chłody

dzikajablon620s
Listopad, wiadomo, kapiące nosy, pokasływanie, obniżona odporność… Nas też dopadło przeziębienie, a nawet szybki, choć łagodny rotawirus trafił się po drodze. W takich chwilach (a i na długo przed) sięgam po wzmacniające potrawy, które pozwolą przetrwać jesień we względnej formie. Zupa mocy gotowana według Pięciu Przemian to w zasadzie porządny rosół. Przepis ze Smakoterapii zazwyczaj freestylowo modyfikuję – najważniejsze, że zupa jest mocna w smaku, daje nieźle w gardło, rozlewa się przyjemnym, ostrym smakiem i… ROZGRZEWA. Staram się trzymać jednej prostej zasady – kiedy jest zimno, nie wychładzać się, a rozgrzewać potrawami, które mają takie działanie. A jesienią i zimą zupa u nas to podstawa. To podejście zostało mi jeszcze z czasów fascynującej przygody z kuchnią pięciu smaków, która powróciła echem w epoce macierzyństwa :)

Rozpoczęło się nasze czarowanie. A do czarowania odpowiedni strój potrzebny – czarownica musi mieć czapkę i kociołek do mieszania smaków. Na początek zrobiłyśmy kapelusz z papieru (skorzystałyśmy z pierwszego lepszego poradnika w internecie) zdobiony kolorowymi taśmami i szybką sesję zdjęciową czarownicy. Milo dopięła wszystko w szczegółach :)

dzikajablon620e

dzikajablon620f

dzikajablon620g-2

dzikajablon620h-2

dzikajablon-kulinaria
Mini-czarownica Nadia ze swoim tajemnym sprzętem.

Przystąpiłyśmy do gotowania. Robota szła pełną parą.

dzikajablon620i-2

dzikajablon620k

dzikajablon620l

dzikajablon620m

dzikajablon620n

dzikajablon620o-2

dzikajablon620p
Czarownica Milo odprawia kulinarne rytuały nad parującym kotłem…

dzikajablon620r
Jak widać, zupa nie nabrała jeszcze mocy. Ale po kilku godzinach… pycha!

Tajemnicze notatki do starej księgi, o której za chwilę :)

dzikajablon620b

dzikajablon620c
Domowe słodkości

dzikajablon619a

Idea ideą, a życie życiem. Nie da się ciągle zdrowo i rozgrzewająco, dlatego niekiedy spuszczam z tonu i, kiedy Milo ma fazę na słodycze, zamiast kupować jej batona, proponuję wspólne przygotowanie domowych słodyczy. Moja zachęta do naszych słodkich eksploracji ubrana jest w takie oto argumenty:

  • przygotowując słodycze własnej roboty w domu, wiemy co w nich jest i możemy nie dodawać całej masy sztucznych składników, a więc domowe są zdrowsze
  • pracując w kuchni, bawimy się i spędzamy przyjemnie razem czas
  • smak słodki znajduje się nie tylko w babeczkach i ciastach, ale także w owocach – możemy więc poznać dużo różnorodnych słodkich smaków
  • fajnie jest coś zrobić samemu zamiast mieć wszystko gotowe ze sklepu
  • przy okazji można zrobić kolorowe ozdoby, a wtedy jedzenie jest jeszcze przyjemniejsze :)
  • możemy zbierać sobie nasze ulubione przepisy w książce

Muffinki marchewkowe

dzikajablon619b

Przepis pochodzi z bloga Moje wypieki. Zaglądam tam w poszukiwaniu słodkiego i jeszcze się nie zawiodłam. Milo lubi rozbijać jajka i właściwie uczestniczy niemal w każdym etapie przygotowań. Nie muszę chyba wspominać który jest ulubiony… Klasyka :)

dzikajablon619c

dzikajablon619d

dzikajablon619g

dzikajablon619e

dzikajablon619h

dzikajablon619i

dzikajablon619j

dzikajablon619k

dzikajablon619l-2

dzikajablon619z4
Lodowe owocowe lizaki

dzikajablon619t

Lizaki ze sklepu są obiektem wielkiego, niegasnącego zainteresowania Milo. Czasem kupuję, a czasem robimy własne. Najprostszy i z pewnością zdrowszy sposób to zmiksować owoce i przełożyć masę do foremek do lodu. Po lewej kiwi, po prawej banan. Nie miałyśmy patyczków, więc użyłyśmy plastikowych słomek. Radość dziecka po wyjęciu lizaka z zamrażarki wielka, a u matki – oddech ulgi!

dzikajablon619w

dzikajablon619z

dzikajablon618x

dzikajablon619zz

dzikajablon619y

dzikajablon619zzz

Owocowe kolorowe szaszłyki

Nabijać na patyczki od szaszłyków jak korale. Im więcej kolorów i smaków, tym lepiej :)

dzikajablon620d

Szarlotka na kruchym cieście z cynamonem

Przyznam, że szarlotki były dwie po drodze. Mam swoją wersję dawną, babciną, ukochaną i sprawdzoną, ale ta z Moich Wypieków jest po prostu wspaniała. Wszelkie czynności posypywania, mieszania, wykrawania i ugniatania, a także smarowanie formy to wspaniała okazja do ćwiczenia małych rąk. Zanim ciasto błyskawicznie zniknęło, udało mi się uchwycić ostatni etap dekorowania…

dzikajablon621h

dzikajablon621i

dzikajablon621j

dzikajablon620t

Stara książka kucharska albo Przygody Łobuzowej Kuchni

dzikajablon621y
Hit naszych warsztatów. Czarownica Milo, oprócz czapki i kociołka z Zupą Mocy, postanowiła też zaopatrzyć się w książkę z przepisami. Logiczne, kurczę. A że książka jakby odnaleziona w odmętach czasu, to stara jest. I musi jak stara wyglądać. Zabrałyśmy się więc za postarzanie papieru. Dwa sprawdzone sposoby to barwienie torebkami od herbaty oraz rozpuszczalną kawą. Dodatkowych efektów specjalnych dostarczyły nam farby, ślady pędzla, rąk, zagniecenia, posypka z suchej kawy, wnętrzności torebki od herbaty, mazy, rozcierki, odbitki z filiżanki, starta kolorowa kreda – a wszystko po to, by księga wyglądała jakby „długo leżała w magazynach albo wilgotnej piwnicy”… Moim wkładem był pomysł, aby prócz wartości stricte merytorycznych (przepisów) oferowała doznania sensoryczne.

dzikajablon619o

dzikajablon619p

dzikajablon619r

dzikajablon619s

Samo przygotowanie papieru było już świetną sensoryczno-plastyczną przygodą. A po wyschnięciu kartek zaczęło się „notowanie” w rysunkach i wyklejankach wszystkich na bieżąco realizowanych przepisów. Tak powstała książka ulubionych przepisów Córki Przygody Łobuzowej Kuchni, którą można w każdej chwili poszerzyć o nowe przepisy. Wystarczy rozwiązać kokardy na tylnej okładce i dołożyć kolejne kartki – jak w segregatorze. Materiały użyte do stworzenia książki to: filc, tkaniny, koronki, waciki kosmetyczne, serwetki papierowe, cekiny, mazaki, kredki, bibuła, plastelina, pompony i skarby z kuchni schowane w małych torebkach. Przezroczyste woreczki skrywają słodką posypkę oraz przyprawy: ziele angielskie, tymianek i oregano – można je powąchać. Milo lubi swoją książkę i nie tylko ją ogląda i opowiada przepisy, ale też dotyka :) Uzupełniłam część plastyczną w opisy (składniki i sposób przygotowania) – może kiedyś się przyda do nauki czytania.

dzikajablon621u

dzikajablon621w

dzikajablon621x

dzikajablon621z

dzikajablon621zz

dzikajablon621zzz

dzikajablon621zzz3

dzikajablon621z4
Spotkanie na śniadanie

dzikajablon621l

Jak zachęcić dziecko do wspólnego przygotowania posiłku? Kolorami na stole? Ustrojeniem talerzy? Własnoręcznie stworzonymi ozdobami? Układankami z jedzenia? Czemu nie! Próbowałyśmy tego i owego…

  • Zdobione serwetki stemplowanie sprzętem kuchennym (tłuczek, wyciskarka do czosnku, widelec, foremki do ciastek, kubek, nakrętki)

dzikajablon621e

dzikajablon621f

dzikajablon621g

dzikajablon621m

  • Podanie do stołu i dekoracja z kwiatów zebranych na spacerze

dzikajablon621n-2

  • Smakowite układanki na talerzu (np. portrety zwierząt)

dzikajablon621n

  • Papierowe ozdoby z obrazkami do przekąsek

dzikajablon621p

dzikajablon620a

dzikajablon621r

dzikajablon621t

Tajemnicza filiżanka w Pijalni Czekolady

dzikajablon621q

Wizyta w miejscu tematycznie odpowiadającym warsztatom stała się tradycją. Tym razem wybór padł na Pijalnię Czekolady i… była to świetna decyzja. Milo zamówiła „to co ostatnio” czyli filiżankę i łyżeczkę wykonaną z czekolady, które dosłownie rozpuszczają się w ustach :) Skubnęła od każdego z nas innych słodkich smaków. Była usatysfakcjonowana i szczęśliwa. A zebrę z wedlowskiej kamienicy poznałaby nawet zbudzona w środku nocy…

dzikajablon621q3

dzikajablon621q5 copy

dzikajablonq2

Ogród z ziołowej ciastoliny

W międzyczasie trafiła nam się kolejna sensoryczna zabawa zapoczątkowana w kuchni, tak fajna i magiczna, że nie wytrzymałam i poświęciłam jej osobny post Ogród z ziołowej ciastoliny. Koniecznie zajrzyjcie!

dzikajablon617a

dzikajablon617b

dzikajablon617h

dzikajablon617g

Deser na ostrzu noża

I jeszcze ćwiczenia z krojenia.

dzikajablon616d

dzikajablon616j

dzikajablon-smacznego

Zabawy z mąką

Listopad ma w tym roku wyjątkowo sensoryczne oblicze :) Mąka często występuje w roli głównej. Jeśli macie ochotę poczytać o białym szaleństwie, zapraszam.

dzikajablon-zmysly2

dzikajablon613h

dzikajablon613e

Smaczne portrety

Na temat. Przy okazji alchemii smaków odkrywanej w ramach Zmysłowych Piątków organizowanych nie tak dawno przez autorkę bloga Projekt: Człowiek. Inspiracja obrazami Giuseppe Archimboldo i jadalne portrety w wykonaniu Milo i moim. Smacznego :)

dzikajablon594k

dzikajablon594a

dzikajablon594m

Warsztat grudniowy odbędzie się pod hasłem Świąt Bożego Narodzenia i będzie poświęcony rękodziełu świątecznemu. Tymczasem zapraszam do odwiedzin na blogach wszystkich uczestniczek Dziecka na Warsztat!

DZIECKO NA WARSZTAT

Jest moc!

glowne_logo_1

Sponsorzy i partnerzy

plakat_patron3

Na koniec jeszcze odnośniki do poprzednich warsztatów Dzikiej Jabłoni – wrześniowego Ryby mają głos oraz październikowego Kosmiczny lot :)

Zabawy z mąką cz. I

dzikajablon613

Dzisiaj kolejna zabawa samograj. Twórcza, rozwijająca i śmiesznie prosta w przygotowaniu. Mąka często pojawia się w naszej kuchni, nie tylko w kontekście kulinarnym. Milo ma czasem kaprysy i zachciewanki co do mąki, ma nawet na półce „swój” słój z mąką na wypadek gdyby chciało jej się poszaleć… A że zabawy sensoryczne ogromnie cenimy, raz dwa stwarzamy odpowiednie warunki – na scenę przybywają wszelkiej maści sprzęty kuchenne z przebogatych, głębokich, pełnych tajemnic szuflad! Muszę tylko zadbać o drobny szczegół – zabezpieczenie „placu zabaw” w taki sposób, abym nie musiała spędzić reszty dnia na sprzątaniu :) A więc wysypujcie mąkę na tacę, bierzcie co tam macie pod ręką i zajmijcie się sobą.

Jedna biała sesja, a tyle się zadziało dla małych rąk :)

  • dmuchanie przez słomkę
  • równanie i uklepywanie powierzchni
  • odciskanie obiektów o różnych wielkościach i powierzchniach
  • zabawa z orzechami laskowymi
  • sprawdzanie faktur i struktur obiektów
  • wgniatanie i ugniatanie
  • obtaczanie, memłanie, masaż rąk
  • układanki z nakrętek do butelek (dowolne kształty, litery lub cyfry)
  • liczenie
  • napełnianie nakrętek
  • wałkowanie wałkiem do ciasta

dzikajablon613a

dzikajablon-wrozka

dzikajablon613b

dzikajablon613c

dzikajablon613d

dzikajablon613e

dzikajablon-szalona

dzikajablon613f  dzikajablon613h

dzikajablon613i

dzikajablon613g

dzikajablon613j

dzikajablon613k

Ciąg dalszy nastąpi…

Stoliczku, nakryj się!

dzikajablon612a

Kiedy nie mogę akurat towarzyszyć córce w zabawie, a ona chce być blisko mnie, wybieram strategię „Stoliczku, nakryj się!”, zapraszam ją i… po chwili każda z nas robi swoją robotę :)

Stolik nakryty, a na nim: pojemniki do lodu, pojemnik na jajka, jednorazowe kubki plastikowe, miseczki, łyżki, drewniane szczypce, pęseta, nakrętki od butelek, kulki szklane, ziarna soczewicy. Tylko tyle, a może aż tyle! Najważniejsze, że zabawa, czy praca – jakby powiedziała Maria Montessori – umożliwia otwarte i twórcze traktowanie materiału. Potrzeba chwili i wyobraźnia podpowiada dziecku czym chce się zająć i za jakim impulsem pragnie podążyć. Nie ma żadnych ograniczeń. Sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem… Nie ma scenariusza ani planu. Dzieje się samo. W tym zestawie najwięcej zdarza się transferowania i sortowania. Plus elementy muzyczne (grzechotka z ziarnami), matematyczne (liczenie i zbiory), językowe (rymowanki). Ćwiczenie chwytu pęsetowego. Precyzja. Skupienie. Błoga cisza, czasem przerywana śmiechem :) Na koniec układanie z nakrętek bardzo głodnej gąsienicy i innych stworzeń. Opowiadanie historii. I obiad gotowy!

Mój komentarz: Lubię ten Montessoriański potencjał kuchni.
Komentarz Milo: To jest bardzo Kopciuszkowa robota!

dzikajablon612d

dzikajablon612e

dzikajablon612f

dzikajablon612g

dzikajablon612h

dzikajablon612i

dzikajablon612j

dzikajablon612k

dzikajablon612m

dzikajablon612n

dzikajablon612l

Poranek sensoryczny

dzikajablon277

Właściwie powinnam zatytułować ten wpis Poranek sensoryczny, popołudnie na słodko i wieczorny dramat w trzech aktach… Ale po kolei. Przed wyjściem do przedszkola przytrafiła się niewinna sensoryczna zabawa. Pod ręką znalazły się: świeżo napuchnięte, moczone przez noc, ziarna fasoli, kasza jęczmienna w rozsypce, cukier i sól w oddzielnych naczyniach, garść mąki i dużo wody. Nasycanie wody smakami i słodko-słone próbowanie. Obieranie fasoli, zgniatanie, sypanie, mieszanie, oddzielanie. Spontaniczna poranna rozgrzewka :) „Robota dla Kopciuszka” wprawiła moją córkę w dobry nastrój.

Lody z owocami lata na podwieczorek – w jeszcze lepszy! Milo zapragnęła przygotować dla wszystkich eleganckie-franckie porcje i ustroić po swojemu. Nie powiedziałam nie :) Lubię to jej przejęcie i skupienie na twarzy, gdy szykuje jedzenie dla rodziny, dzieli, oblizuje łyżkę, podjada borówki, tarkuje czekoladę, sprawdza efekt, przechylając głowę… Dziwnym trafem zawsze jej porcja (deseru) okazuje się największa. A przecież po równości rozdzielone… Efekt: duma córki. Ćwiczenia z samodzielności zaliczone.

dzikajablon278

dzikajablon279

dzikajablon280

dzikajablon281

dzikajablon282

dzikajablon283

dzikajablon284

dzikajablon285

dzikajablon286

Piękny dzień, pełen doświadczeń i przygód dla zmysłów kończy się smakiem ostro-gorzkim, gdy w jednej sekundzie przenosi nas w strefę ciała tak blisko jak to tylko możliwe. Już nie leniwa biel i głęboki kobalt i nasycenie, tylko czerwień i lodowaty strach. Gorące czoło dziecka, orzeźwiający płacz, nerwowe kręcenie się w kółko przed nieplanowanym wyjściem. Życie we wszystkich odsłonach. Różne smaki i odcienie. Zwyczajnie więc, normalnie, a tak trudno się zgodzić na to WSZYSTKO. Chcemy wybierać, sięgać tylko po niektóre przeżycia, a innych spraw nie widzieć, nie słyszeć, nie dotykać. Bo po co komu takie doświadczenia, by przylgnąć do ciała dziecka i swoim ciałem je uspokoić, swoim byciem wesprzeć, trzymać ściśnięte piąstki, te małe kulki, w swoich wszystkowiedzących dłoniach, szeptać Nie bój się. Jestem przy Tobie, znosić spokojnie drżące wargi, które mówią Nie wytrzymam…? No po co? A gdy po wszystkim, najmocniej na świecie, jak nigdy dotąd przytulać, nie myśleć, i w sercu i głowie już tylko jeden rytm: Kocham, kocham, kocham!

dzikajablon281c

W tej kruchości na koniec dnia kilka konkretnych, ciekawskich pytań z ostrego dyżuru. Mimo że ucierpiała w domowym wypadku (na szczęście wszystko dobrze się skończyło), Milo bacznie się rozglądała wokół i chciała wszystko wiedzieć:

  • Dlaczego tyle ludzi tu czeka i wszyscy się wachlują?
  • Dokąd biegnie ten ludzik na zielonej tabliczce? (tłumaczę, że w kierunku wyjścia bezpieczeństwa) Acha, czyli jak coś niebezpiecznego się dzieje, na przykład pożar albo jak złodzieje przyjdą ukraść leki…
  • Dlaczego ten pan ma aż dwie laski? (facet o kulach z nogą w gipsie)
  • Dlaczego ten pan jest cały czerwony? (układ mięśniowy na tablicy dydaktycznej)
  • Co trzeba zrobić, żeby przyjechało pogotowie? (niejednoznacznie sformułowane pytanie… )
  • Mogę moją książeczkę? (i wyciąga Chory kotek i inne wierszyki)