Alchemia smaków / Dziecko na warsztat

dzikajablon619zzz

Nadszedł ten dzień! Dziecko na Warsztat i globalna odsłona listopadowa. Nie tak dawno początek zabawy na blogu Projekt Londyn 2014, a tu już trzeci miesiąc projektu, który przyciągnął i zaangażował niemal 50 mam :) Po nauce i eksperymentach przyszedł czas na warsztat kulinarny. Wiele naszych działań w kuchni (nie tylko ściśle kulinarnych) naturalnie wpisało się w kontekst i przestrzeń kuchni, więc w tym znaczeniu było swojsko i zwyczajnie. Biorąc jednak pod uwagę moje wybiórcze i nierówne podejście do gotowania, starałam się przemycić i zorganizować Córce odrobinę magii… Pokazać, że obecność w kuchni może oznaczać przygodę, a samą kuchnię można potraktować jako miejsce pełne tajemnic smaku, wzroku i węchu, miejsce przemiany, zabawy, improwizacji, odkryć i eksperymentów. Nie jako pole walki, krainę przykrych obowiązków, margines kreatywności. Choć, jeśli mam być szczera, lubię spełniać się gdzie indziej… :)

Cieszę się, że Milo miała sporo własnych pomysłów, które udało nam się wdrożyć. Moją ideą w tym miesiącu było, oprócz wspólnej zabawy oczywiście, przybliżenie kilku banałów. Że fajnie jest spotkać się w kuchni na wspólnym rodzinnym posiłku, a jeszcze fajniej wspólnie go przygotować. Że chcemy tak spędzać czas częściej. Że wszystko zaczyna się od rzeczy najprostszych, oczywistych – jak umycie rąk czy ochota na jakiś szczególny smak… Że magia kryje się w szczegółach właśnie, ale też i w podejściu do sprawy, i że ta codzienna robota w smakach i zapachach to jest prawdziwa alchemia i poszukiwanie równowagi… Dlatego powiedziałam Córce, że będziemy trochę czarować.

Nie korzystałyśmy tym razem z żadnych książek, a jedynie kilku moich ulubionych, niezawodnych blogów kulinarnych. Za to stworzyłyśmy własną książkę kucharską… Ale zacznijmy od podstaw.

Umiejętności praktyczne

dzikajablon620u-2

Nie gonię Milo do robót kuchennych, nie przyuczam, za dużo nie wymagam. Wystarcza mi jak odnosi naczynia do zlewu po skończonym posiłku. Tym razem postanowiłam jednak poćwiczyć z nią tak zwane praktyczne umiejętności, które, w ujęciu montessoriańskim, sprawiają, że dziecko staje się samodzielne. Choć przez całe życie wykonywane automatycznie, na początku, uczącemu się dziecku sprawiają frajdę i pomagają rozwijać koordynację wzrokowo-ruchową. Przyswojenie fundamentalnych czynności, na przykład związanych z utrzymaniem higieny (także w kuchni!) staje się dla dziecka po prostu powodem do zadowolenia. Nasze „życiowe” ćwiczenia objęły więc:

  • używanie myjki, wyciskanie jej z wody i wycieranie stołu po posiłku (na mokro i na sucho)
  • zmywanie i wycieranie naczyń
  • mycie rąk przed rozpoczęciem pracy w kuchni i spięcie włosów w kucyk
  • nałożenie fartuszka do pracy
  • nakrywanie do stołu

dzikajablon620w

dzikajablon620x

dzikajablon620z

Proste zadanie nauczyło Milo nakrywać do stołu. Przy okazji niezłe ćwiczenie lewej i prawej strony. Na podkładce odrysowała kształty talerza, kubka i sztućców, tworząc klasyczny układ :) Najpierw ćwiczyła ułożenie według wzoru, a chwilę później rzuciła pomoc w kąt, stwierdzając, że już potrafi.

dzikajablon621a

dzikajablon621b

dzikajablon621d

Zupa Mocy na jesienne chłody

dzikajablon620s
Listopad, wiadomo, kapiące nosy, pokasływanie, obniżona odporność… Nas też dopadło przeziębienie, a nawet szybki, choć łagodny rotawirus trafił się po drodze. W takich chwilach (a i na długo przed) sięgam po wzmacniające potrawy, które pozwolą przetrwać jesień we względnej formie. Zupa mocy gotowana według Pięciu Przemian to w zasadzie porządny rosół. Przepis ze Smakoterapii zazwyczaj freestylowo modyfikuję – najważniejsze, że zupa jest mocna w smaku, daje nieźle w gardło, rozlewa się przyjemnym, ostrym smakiem i… ROZGRZEWA. Staram się trzymać jednej prostej zasady – kiedy jest zimno, nie wychładzać się, a rozgrzewać potrawami, które mają takie działanie. A jesienią i zimą zupa u nas to podstawa. To podejście zostało mi jeszcze z czasów fascynującej przygody z kuchnią pięciu smaków, która powróciła echem w epoce macierzyństwa :)

Rozpoczęło się nasze czarowanie. A do czarowania odpowiedni strój potrzebny – czarownica musi mieć czapkę i kociołek do mieszania smaków. Na początek zrobiłyśmy kapelusz z papieru (skorzystałyśmy z pierwszego lepszego poradnika w internecie) zdobiony kolorowymi taśmami i szybką sesję zdjęciową czarownicy. Milo dopięła wszystko w szczegółach :)

dzikajablon620e

dzikajablon620f

dzikajablon620g-2

dzikajablon620h-2

dzikajablon-kulinaria
Mini-czarownica Nadia ze swoim tajemnym sprzętem.

Przystąpiłyśmy do gotowania. Robota szła pełną parą.

dzikajablon620i-2

dzikajablon620k

dzikajablon620l

dzikajablon620m

dzikajablon620n

dzikajablon620o-2

dzikajablon620p
Czarownica Milo odprawia kulinarne rytuały nad parującym kotłem…

dzikajablon620r
Jak widać, zupa nie nabrała jeszcze mocy. Ale po kilku godzinach… pycha!

Tajemnicze notatki do starej księgi, o której za chwilę :)

dzikajablon620b

dzikajablon620c
Domowe słodkości

dzikajablon619a

Idea ideą, a życie życiem. Nie da się ciągle zdrowo i rozgrzewająco, dlatego niekiedy spuszczam z tonu i, kiedy Milo ma fazę na słodycze, zamiast kupować jej batona, proponuję wspólne przygotowanie domowych słodyczy. Moja zachęta do naszych słodkich eksploracji ubrana jest w takie oto argumenty:

  • przygotowując słodycze własnej roboty w domu, wiemy co w nich jest i możemy nie dodawać całej masy sztucznych składników, a więc domowe są zdrowsze
  • pracując w kuchni, bawimy się i spędzamy przyjemnie razem czas
  • smak słodki znajduje się nie tylko w babeczkach i ciastach, ale także w owocach – możemy więc poznać dużo różnorodnych słodkich smaków
  • fajnie jest coś zrobić samemu zamiast mieć wszystko gotowe ze sklepu
  • przy okazji można zrobić kolorowe ozdoby, a wtedy jedzenie jest jeszcze przyjemniejsze :)
  • możemy zbierać sobie nasze ulubione przepisy w książce

Muffinki marchewkowe

dzikajablon619b

Przepis pochodzi z bloga Moje wypieki. Zaglądam tam w poszukiwaniu słodkiego i jeszcze się nie zawiodłam. Milo lubi rozbijać jajka i właściwie uczestniczy niemal w każdym etapie przygotowań. Nie muszę chyba wspominać który jest ulubiony… Klasyka :)

dzikajablon619c

dzikajablon619d

dzikajablon619g

dzikajablon619e

dzikajablon619h

dzikajablon619i

dzikajablon619j

dzikajablon619k

dzikajablon619l-2

dzikajablon619z4
Lodowe owocowe lizaki

dzikajablon619t

Lizaki ze sklepu są obiektem wielkiego, niegasnącego zainteresowania Milo. Czasem kupuję, a czasem robimy własne. Najprostszy i z pewnością zdrowszy sposób to zmiksować owoce i przełożyć masę do foremek do lodu. Po lewej kiwi, po prawej banan. Nie miałyśmy patyczków, więc użyłyśmy plastikowych słomek. Radość dziecka po wyjęciu lizaka z zamrażarki wielka, a u matki – oddech ulgi!

dzikajablon619w

dzikajablon619z

dzikajablon618x

dzikajablon619zz

dzikajablon619y

dzikajablon619zzz

Owocowe kolorowe szaszłyki

Nabijać na patyczki od szaszłyków jak korale. Im więcej kolorów i smaków, tym lepiej :)

dzikajablon620d

Szarlotka na kruchym cieście z cynamonem

Przyznam, że szarlotki były dwie po drodze. Mam swoją wersję dawną, babciną, ukochaną i sprawdzoną, ale ta z Moich Wypieków jest po prostu wspaniała. Wszelkie czynności posypywania, mieszania, wykrawania i ugniatania, a także smarowanie formy to wspaniała okazja do ćwiczenia małych rąk. Zanim ciasto błyskawicznie zniknęło, udało mi się uchwycić ostatni etap dekorowania…

dzikajablon621h

dzikajablon621i

dzikajablon621j

dzikajablon620t

Stara książka kucharska albo Przygody Łobuzowej Kuchni

dzikajablon621y
Hit naszych warsztatów. Czarownica Milo, oprócz czapki i kociołka z Zupą Mocy, postanowiła też zaopatrzyć się w książkę z przepisami. Logiczne, kurczę. A że książka jakby odnaleziona w odmętach czasu, to stara jest. I musi jak stara wyglądać. Zabrałyśmy się więc za postarzanie papieru. Dwa sprawdzone sposoby to barwienie torebkami od herbaty oraz rozpuszczalną kawą. Dodatkowych efektów specjalnych dostarczyły nam farby, ślady pędzla, rąk, zagniecenia, posypka z suchej kawy, wnętrzności torebki od herbaty, mazy, rozcierki, odbitki z filiżanki, starta kolorowa kreda – a wszystko po to, by księga wyglądała jakby „długo leżała w magazynach albo wilgotnej piwnicy”… Moim wkładem był pomysł, aby prócz wartości stricte merytorycznych (przepisów) oferowała doznania sensoryczne.

dzikajablon619o

dzikajablon619p

dzikajablon619r

dzikajablon619s

Samo przygotowanie papieru było już świetną sensoryczno-plastyczną przygodą. A po wyschnięciu kartek zaczęło się „notowanie” w rysunkach i wyklejankach wszystkich na bieżąco realizowanych przepisów. Tak powstała książka ulubionych przepisów Córki Przygody Łobuzowej Kuchni, którą można w każdej chwili poszerzyć o nowe przepisy. Wystarczy rozwiązać kokardy na tylnej okładce i dołożyć kolejne kartki – jak w segregatorze. Materiały użyte do stworzenia książki to: filc, tkaniny, koronki, waciki kosmetyczne, serwetki papierowe, cekiny, mazaki, kredki, bibuła, plastelina, pompony i skarby z kuchni schowane w małych torebkach. Przezroczyste woreczki skrywają słodką posypkę oraz przyprawy: ziele angielskie, tymianek i oregano – można je powąchać. Milo lubi swoją książkę i nie tylko ją ogląda i opowiada przepisy, ale też dotyka :) Uzupełniłam część plastyczną w opisy (składniki i sposób przygotowania) – może kiedyś się przyda do nauki czytania.

dzikajablon621u

dzikajablon621w

dzikajablon621x

dzikajablon621z

dzikajablon621zz

dzikajablon621zzz

dzikajablon621zzz3

dzikajablon621z4
Spotkanie na śniadanie

dzikajablon621l

Jak zachęcić dziecko do wspólnego przygotowania posiłku? Kolorami na stole? Ustrojeniem talerzy? Własnoręcznie stworzonymi ozdobami? Układankami z jedzenia? Czemu nie! Próbowałyśmy tego i owego…

  • Zdobione serwetki stemplowanie sprzętem kuchennym (tłuczek, wyciskarka do czosnku, widelec, foremki do ciastek, kubek, nakrętki)

dzikajablon621e

dzikajablon621f

dzikajablon621g

dzikajablon621m

  • Podanie do stołu i dekoracja z kwiatów zebranych na spacerze

dzikajablon621n-2

  • Smakowite układanki na talerzu (np. portrety zwierząt)

dzikajablon621n

  • Papierowe ozdoby z obrazkami do przekąsek

dzikajablon621p

dzikajablon620a

dzikajablon621r

dzikajablon621t

Tajemnicza filiżanka w Pijalni Czekolady

dzikajablon621q

Wizyta w miejscu tematycznie odpowiadającym warsztatom stała się tradycją. Tym razem wybór padł na Pijalnię Czekolady i… była to świetna decyzja. Milo zamówiła „to co ostatnio” czyli filiżankę i łyżeczkę wykonaną z czekolady, które dosłownie rozpuszczają się w ustach :) Skubnęła od każdego z nas innych słodkich smaków. Była usatysfakcjonowana i szczęśliwa. A zebrę z wedlowskiej kamienicy poznałaby nawet zbudzona w środku nocy…

dzikajablon621q3

dzikajablon621q5 copy

dzikajablonq2

Ogród z ziołowej ciastoliny

W międzyczasie trafiła nam się kolejna sensoryczna zabawa zapoczątkowana w kuchni, tak fajna i magiczna, że nie wytrzymałam i poświęciłam jej osobny post Ogród z ziołowej ciastoliny. Koniecznie zajrzyjcie!

dzikajablon617a

dzikajablon617b

dzikajablon617h

dzikajablon617g

Deser na ostrzu noża

I jeszcze ćwiczenia z krojenia.

dzikajablon616d

dzikajablon616j

dzikajablon-smacznego

Zabawy z mąką

Listopad ma w tym roku wyjątkowo sensoryczne oblicze :) Mąka często występuje w roli głównej. Jeśli macie ochotę poczytać o białym szaleństwie, zapraszam.

dzikajablon-zmysly2

dzikajablon613h

dzikajablon613e

Smaczne portrety

Na temat. Przy okazji alchemii smaków odkrywanej w ramach Zmysłowych Piątków organizowanych nie tak dawno przez autorkę bloga Projekt: Człowiek. Inspiracja obrazami Giuseppe Archimboldo i jadalne portrety w wykonaniu Milo i moim. Smacznego :)

dzikajablon594k

dzikajablon594a

dzikajablon594m

Warsztat grudniowy odbędzie się pod hasłem Świąt Bożego Narodzenia i będzie poświęcony rękodziełu świątecznemu. Tymczasem zapraszam do odwiedzin na blogach wszystkich uczestniczek Dziecka na Warsztat!

DZIECKO NA WARSZTAT

Jest moc!

glowne_logo_1

Sponsorzy i partnerzy

plakat_patron3

Na koniec jeszcze odnośniki do poprzednich warsztatów Dzikiej Jabłoni – wrześniowego Ryby mają głos oraz październikowego Kosmiczny lot :)

Reklamy

Festiwal zapachów

dzikajablon590h

Co tak pachnie w całym domu? – pyta córka w progu. Nic, nic, to tylko matka zanęca do zabaw wspierających rozwój zmysłu węchu… – mamroczę pod nosem, bo to już moje trzecie podejście, zaproszenie atrakcyjne, inspiracja zmyślna, podkop, żeby zainteresowanie wzbudzić, zatrzymać na chwilę uwagę córki… Zbuntowała się załoga i nic nie mogę poradzić od kilku dni. Więcej podchodów, mało konkretów. Więc ta relacja poszarpana nieco, w odcinkach, z przerwami w programie, etc. Ale, ale! Spokojnie matko, po kolei…

dzikajablon590f
Na początek gadany wstęp, luźne rozmowy przy kuchennym stole, w łazience przy czesaniu włosów, na spacerze. Że od dawien dawna węch się ludziom przydawał tak bardzo, że właściwie pozwalał im przeżyć w świecie. Zastanawiamy się po co nam nos?

  • nos jest do oddychania
  • nos potrafi wyczuwać zapachy
  • w nosie ogrzewa się zimne powietrze oraz nawilża i oczyszcza
  • przydaje się kiedy wydobywamy z siebie dźwięki

Rozmawiamy po co nam węch?

  • dawniej człowiek „czuł pismo nosem”, czyli dzięki węchowi potrafił wyczuć np. niebezpieczeństwo lub pożywienie w okolicy
  • dzięki informacji zapachowej mama rozpoznaje swoje dziecko, a dziecko mamę
  • każdy człowiek ma swój niepowtarzalny zapach
  • domy też mają indywidualne zapachy
  • dzięki węchowi człowiek dba o czystość i higienę własną
  • można rozpoznać czy jedzenie jest świeże, zatęchłe, spleśniałe – czyli dbać o swoje zdrowie
  • miłe zapachy wprawiają nas w dobry nastrój

Tutaj następuje seria eksperymentów – bo głównie na doświadczanie postawiłyśmy. Idziemy na spacer :)

Zapachy w parku

Podczas spaceru dróżkami i ścieżkami oraz na przełaj, zbliżając nos do drzew, a czasem do ziemi, kolekcjonujemy wrażenia zapachowe, dzieląc się spostrzeżeniami. Wąchamy liście, owoce jesieni, korę, szyszki modrzewia. Przy okazji przekonujemy się, że zapachy można podzielić na:

  • przyjemne
  • nieprzyjemne (szczególnie gdy mijamy osiedlowy śmietnik albo niesprzątnięte psie kupy w trawie)

Wzbogacamy słownictwo: zapach, aromat, woń, odór, smród. Pachnie, cuchnie, śmierdzi. Nie brakuje przykładów :)

dzikajablon590m

dzikajablon590n

dzikajablon590p

dzikajablon590o
Jak pachnie dom?

Kolejna zabawa w obwąchiwanie. Poruszamy się w przestrzeni kuchni, łazienki, pokoi, i analizujemy dostępne zapachy. W łazience odbywają się testy intensywności zapachów na przykładzie kosmetyków mamy i taty. Dowiadujemy się, że zapachy także dzielimy na:

  • słabe, delikatne (mydło zapachowe, szampon)
  • neutralne (mydło bezzapachowe)
  • silne, intensywne (mega miętowy płyn do płukania jamy ustnej, perfumy, peeling)

Jak pachnie rodzina?

Rozwinięciem poprzedniej zabawy jest obwąchiwanie siebie nawzajem, co przysparza nam duużo śmiechu! Część druga to próba zgadywania po zapachu czyje to ubranie. Z zamkniętymi oczami wąchamy trzy noszone bluzki (mamy, taty i córki). Niestety, doświadczenie wcale nie jest takie łatwe jak się wydaje.

Spacerując po domu, zabieramy do kolekcji jeszcze kilka zapachów: orzechów prosto z działki, starej, bardzo starej książki, plasteliny, świeżych owoców, zaschniętej makaty utkanej latem…

dzikajablon590a

dzikajablon590b

dzikajablon590c

dzikajablon590d

dzikajablon590e

Festiwal zapachów

Przystanek kuchnia. Tu zatrzymujemy się na dłużej :) Mając przygotowane wcześniej pudełeczka, w których zamknęłam różne zapachy, zapraszam córkę do zabawy w zapachowe zagadki. Zapachy wcześniej znane i rozpoznawane zapewnią sukces – rozumuję – nie powinno być problemu. Pojemniki skrywają zapachy takich przypraw i produktów jak:

  • mięta
  • tymianek
  • morele suszone
  • świeże śliwki
  • cebula
  • korzeń imbiru
  • cytryna
  • papryka czerwona
  • kredki świecowe
  • cynamon
  • goździki

Milo zgadza się (niechętnie) na zawiązanie oczu, żeby rozpoznawać z wyłączeniem zmysłu wzroku. Niestety wystarcza jej zainteresowania jedynie na kilka pudełek. Oświadcza, że nie chce już niczego zgadywać, a wyrazem jej buntu jest improwizowana rewia mody z użyciem kocyków dziecięcych, letniego kapelusza i masy zaskakujących dodatków… Wszystkie stroje z kolekcji charakteryzują się zasłonięciem twarzy – Milo symbolicznie odcina się od zmysłowych doświadczeń. A mi pozostaje sztachnąć się ukochanym w dzieciństwie zapachem świecówek :)

dzikajablon590g

dzikajablon590k

dzikajablon590j

dzikajablon590l  dzikajablon590r

Zapomniałam dodać, że wspaniały zapach wspomniany na samym początku był zapachem właśnie upieczonego ciasta ze śliwkami :) Może następnym razem zaproszę Milo – po prostu – na warsztaty kulinarne, a zaczniemy od przypraw w pachnącej szufladzie…

Więcej fachowych informacji o węchu znaleźć można na blogu Projekt: Człowiek w ramach Zmysłowych Piątków. Zachęcam do odwiedzenia blogów wszystkich uczestniczek projektu, których zestawienie u autorki projektu.

Poprzednie wpisy z cyklu Zmysłowe Piątki:

Ścieżka Równowagi – zmysł równowagi
Drabina sensoryczna – zmysł dotyku
Księżniczka i ziarnko grochu – zmysł propriocepcji
Ściana muzyczna – zmysł słuchu